Partycypacja obywatelska przyszła do nas z Zachodu 25 lat temu. Już w ustawie o samorządzie gminnym z 1990 roku pojawił się zapis o obowiązku władz gmin przeprowadzania konsultacji społecznych z mieszkańcami. Jednak dopiero kilka lat temu aktywni mieszkańcy zaczęli zdecydowanie się domagać udziału we współrządzeniu swoimi gminami.

- Miasta są dla ludzi i to ludzie najlepiej wiedzą, czego potrzebują. Dlatego w procesach podejmowania decyzji w gminach powinni mieć rolę podmiotową - podkreśla Ewa Stokłuska z Pracowni Badań i Innowacji Społecznych "Stocznia" zajmującej się partycypacją obywatelską, rozwojem wspólnot lokalnych oraz innowacjami społecznymi. - Partycypacja obywatelska ma bardzo praktyczny wymiar - buduje w mieszkańcach poczucie współodpowiedzialności za miejsce, w którym żyją. Jest przejawem innego myślenia o tym, czym jest demokracja lokalna - odchodzi od wyraźnego podziału władza, która podejmuje decyzje, i mieszkańcy, którzy nie mają nic do powiedzenia poza udziałem w wyborach lokalnych raz na cztery lata. Władza dzięki zaangażowaniu obywateli zdobywa wiedzę, która pomaga jej skuteczniej rządzić. Partycypacja buduje też atmosferę opartą na większym zaufaniu. Bez współpracy mieszkańcy utwierdzają się w stereotypowym przekonaniu, że urzędnicy to banda nierobów. Tak budzi się oburzenie i niezadowolenie, ludzie czują się wyobcowani - mówi.

Wzorem dla wielu krajów Europy może być Wielka Brytania, gdzie w wielu instytucjach publicznych współrządzą przedstawiciele lokalnych społeczności. Choć u nas nie ma odpowiednika takiego modelu, w Polsce coraz bardziej widoczne jest uczestnictwo mieszkańców w zarządzaniu gminą - przede wszystkim określanie potrzeb i udział ludzi w podejmowaniu decyzji dotyczących rozwiązywania problemów miejsc, w których żyją. Dokładnie: partycypacja obywatelska.

Są miasta w których władze lokalne odważnie i z pomysłem podchodzą do kwestii partycypacji i starają się, aby mieszkańcy mieli jak największy wpływ na decyzje podejmowane w magistracie.

Poznań wypracował własny model przeprowadzania konsultacji społecznych dotyczących miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego. Porównując stolicę Wielkopolski z innymi polskimi miastami, widać, że konsultacji na ten temat jest tam najwięcej i są dla mieszkańców najbardziej zrozumiałe. Model poznański zakłada obowiązkowe spotkania urzędników z mieszkańcami, tłumaczenie założeń planów zagospodarowania w zrozumiały dla obywateli sposób oraz szeroką kampanię informacyjną.

Małopolskie Kęty mogą pochwalić się wysokim budżetem obywatelskim w stosunku do dochodów gminy (1,2 mln zł przy dochodach w wysokości ok. 89 mln zł) oraz wysoką frekwencją głosujących (33 proc. mieszkańców w 2014 r.).

Łódź z kolei na obywatelskości próbuje od niedawna budować swoją markę. Budżet partycypacyjny jest tam wysoki i wynosi ok. 40 mln zł (przy dochodach budżetu w wysokości ok. 3,9 mld zł w 2015 r.). W ratuszu powołano biuro ds. partycypacji społecznej, regularnie przeprowadzane są konsultacje społeczne z mieszkańcami. Działają także komisje dialogu obywatelskiego, które współtworzą i opiniują strategiczne dla miasta dokumenty.

Sukces partycypacji w Warszawie

W Warszawie w tegorocznym budżecie obywatelskim do wydania na pomysły mieszkańców było 51 mln zł. W przyszłorocznym będzie to ponad 58 mln zł. Ale w stolicy tak naprawdę jest 18 budżetów obywatelskich, bowiem mieszkańcy składają projekty w 18 dzielnicach, a te muszą przeznaczyć pieniądze w swoich budżetach na realizację tych pomysłów.

W połowie listopada w Warszawie zaczęła się już trzecia edycja budżetu obywatelskiego. A do końca tego roku powinny być wykonane projekty zgłoszone w pierwszej edycji - było ich 336. Wiadomo już, że poza kilkoma - uda się wszystkie projekty zrealizować. Można to uznać za sukces, bo niektóre, zwłaszcza dotyczące wyznaczenia pasów rowerowych, były skomplikowane i wymagały pracy wielu jednostek miejskich.

W stolicy toczy się właśnie dyskusja nad możliwością składania projektów nie tylko dzielnicowych, ale też ogólnomiejskich i dotyczących kilku dzielnic. Dziś jest to niemożliwe. Władze Warszawy zapowiadają spore zmiany w kolejnej edycji budżetu i być może wtedy będzie już można składać takie projekty.

Druga istotna sprawa to dopuszczalność pomysłów zgłaszanych przez placówki edukacyjne i jednostki samorządowe, które za pomocą budżetu obywatelskiego łatają dziury w swoich budżetach. Pracownicy tych placówek albo rodzice uczniów zachęceni przez nauczycieli składają pomysły związane np. ze swoją szkołą. Próbowano nawet zgłosić projekt polegający na zakupie obieraczki do ziemniaków w przedszkolnej kuchni. W regulaminie warszawskiego budżetu obywatelskiego jest co prawda zapis o tym, że zgłaszane pomysły powinny być ogólnodostępne, ale nie jest on rygorystycznie przestrzegany. Na przykład w tym roku wygrał pomysł polegający na montażu monitoringu w szkole. Na czym polega jego ogólnodostępność?

Jak to robi Gdynia?

Na współpracę z mieszkańcami od lat stawiają władze Gdyni, gdzie w ramach "Pracowni miast" - akcji społecznej "Gazety Wyborczej" - będziemy dziś i jutro dyskutować m.in. o tym, dlaczego władza powinna słuchać ludzi i jak efektywnie angażować mieszkańców w procesy decyzyjne?

- Przeciętny poziom zainteresowania władz miasta współpracą z mieszkańcami jest w Gdyni wysoki - ocenia Ewa Stokłuska ze "Stoczni". - Gdynia jest autorefleksyjna. To jedno z niewielu miast w Polsce, które od pierwszej edycji budżetu obywatelskiego zastanawia się i ocenia, jakie są jego efekty. A 20-procentowa frekwencja w głosowaniu mieszkańców nad budżetem partycypacyjnym jest w skali całego kraju unikatowa - chwali także Ewa Stokłuska. Dodaje jednak: - Gdynia nie jest idealna. Nie wypracowała dotąd np. regulaminu konsultacji społecznych, który w wielu miastach jest standardem i daje mieszkańcom możliwość bezpośredniej inicjatywy. Na tle innych polskich miast Gdynia myśli jednak o partycypacji obywatelskiej poważnie i ma wiele mechanizmów, z których mieszkańcy mogą korzystać - mówi.

- Tworzymy różne narzędzia, dzięki którym możemy uzyskać informacje, co w konkretnych miejscach jest potrzebne, by później przełożyć to na działania miasta - mówi wiceprezydent Gdyni Michał Guć.

W mieście działają 22 rady dzielnic, które dysponują własnym budżetem, a od pięciu lat współdecydują o remontach i inwestycjach w dzielnicach. Powołano także Centrum Aktywności Obywatelskiej, które m.in. wspiera rady dzielnic w pozyskiwaniu pieniędzy, przeprowadza konsultacje społeczne oraz organizuje szkolenia dotyczące aktywności i partycypacji obywatelskiej.

Gdynia swój budżet obywatelski ma od dwóch lat - w 2014 r. do podziału było 3 mln zł, w 2015 r. - 5 mln zł. W pierwszej edycji frekwencja w głosowaniach wyniosła 17,1 proc., w drugiej - już 20 proc.

- Przygotowując i realizując ten projekt, duży nacisk kładziemy na spotkania z mieszkańcami w dzielnicach. Pytamy, czego brakuje, a z potrzeb ludzi wyłaniają się projekty realizowane później w ramach środków z budżetu obywatelskiego - mówi wiceprezydent Guć.

Gdynia jest również pionierem pod względem współpracy z organizacjami pozarządowymi (zarejestrowanych jest tu 714 różnych stowarzyszeń i fundacji). Już w połowie lat 90. powstało Gdyńskie Centrum Organizacji Pozarządowych, a miasto rokrocznie przeznacza na działanie organizacji III sektora coraz więcej pieniędzy. W rekordowym 2013 r. było to ponad 44,5 mln zł. Tylko w ubiegłym roku organizacje pozarządowe zrealizowały w mieście ponad 450 projektów związanych z aktywizacją mieszkańców, usługami socjalnymi, współpracą z seniorami czy edukacją sportową dzieci i młodzieży.

Wsparciem dla władz miasta we współpracy z organizacjami III sektora jest Gdyńska Rada Działalności Pożytku Publicznego, w której zasiada 12 przedstawicieli organizacji pozarządowych wybieranych do Rady co dwa lata.

- Partycypację obywatelską trzeba traktować poważnie - zaznacza Ewa Stokłuska. - W dużych miastach są z tym problemy organizacyjne - często trzeba się podzielić na mniejsze obszary, żeby móc w ogóle rozpocząć wspólną dyskusję. Na przykładzie budżetów obywatelskich widać, że rozmowę łatwiej zaczynać na poziomie dzielnic, jak to jest w Warszawie czy Gdyni - dodaje. f

LICZBY GDYNI

250 tys. - tyle ma mieszkańców

22 - tyle ma dzielnic

ok. 2 mln zł - tyle rocznie władze miasta przeznaczają na funkcjonowanie rad dzielnic (8,50 zł w przeliczeniu na jednego mieszkańca)

"Pracownia miast" w Gdyni

Jak rozwijać śródmiejską przestrzeń publiczną? Nowa Węglowa - jak stworzyć przyjazną arterię w centrum? Jak angażować mieszkańców w procesy decyzyjne? To tematy do dyskusji podczas warsztatów organizowanych w ramach "Pracowni miast" w Gdyni - akcji społecznej "Wyborczej".

Gdyńska edycja "Pracowni" odbędzie się dziś i jutro (30 listopada i 1 grudnia) w Gdyńskim Centrum Filmowym (pl. Grunwaldzki 2).

Dziś spotkamy się na zamkniętych warsztatach. Ich uczestnicy - przedstawiciele władz miasta, rad dzielnic, organizacji pozarządowych, nauki biznesu i aktywiści - będą szukać rozwiązań problemów dotyczących Gdyni.

Wtorek to bezpłatna, otwarta dla mieszkańców konferencja, w której może wziąć udział każdy (początek o godz. 10). Obowiązuje jednak rejestracja: pracowniamiastgdynia.evenea.pl.

Podczas konferencji m.in. zaprezentujemy wnioski z poniedziałkowych warsztatów oraz przeprowadzimy dyskusję: *Co sprawia, że partycypacja społeczna działa? Pomysły, sposoby, przykłady. *Gdynia 2020. Strategiczne wyzwania transportowe miasta.

"Pracownia miast" to akcja, którą prowadzimy od 2014 r. To miejsce dialogu i wymiany opinii między samorządowcami, mieszkańcami oraz ekspertami, społecznikami... Dyskutujemy o pomysłach, pokazujemy dobre praktyki, proponujemy działania.

Dyskutuj z nami!

Wyborcza.pl/Pracowniamiast

Facebook.com/Pracowniamiast

Twitter.com/Pracowniamiast