Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu
"Paryż, gniew i pośpiech bulwarów, blady poblask ukosów, wieże, dachy, mosty zbudowane z cieni świateł - Paryż. Wiatr od horyzontów, połyskliwe doliny, smugi deszczu nad uciekającą w dal Sekwaną, niezliczone światła pojazdów - Paryż. Ostro odcięty od nocy ul gigantyczny, brzęczący życiem, wzrastający z miliona złych nasion, kwitnące światło na podziemnej łodydze, rak i Mona Lisa. Paryż".

To nie są moje słowa, to Remarque. Jeżeli chcecie, może być jeszcze Hugo, Balzac, Zola, stu innych oczarowanych trwale tym przedziwnym miejscem na mapie świata.

Czy to odkrycie ostatnich stuleci, czy prawda powtarzana od pokoleń? Już Henryk IV, pierwszy Burbon na tronie francuskim, w XIV wieku zauważył tajemniczą siłę nadsekwańskiego grodu, mówiąc: "Paryż wart jest mszy". Po nim po stokroć powtarzali to rażeni urokiem inni. Jak Hemingway: "Paryż to święto ruchome. Jeśliś miał szczęście zamieszkać w Paryżu za młodu, to przez resztę życia, gdziekolwiek się udasz, będzie on z Tobą".

***

Przetrwał również w moim sercu. I tak trwa od chwili, gdy od strony Place de la Concorde, czyli placu Zgody, po raz pierwszy wybiegłem wzrokiem w perspektywę Pól Elizejskich i Łuku Triumfalnego, tej wielkiej bramy na łagodnym wzniesieniu Etoile. Potem już nawarstwiały się obrazy fantastycznego paryskiego filmu: plac Vendome, wieża Eiffla, wzgórza Montmartre'u, Luwr, katedra Notre-Dame, pałace, bulwary...

To miasto było i jest mekką artystów: Woltera, Hugo, Picassa, Rene Claire'a, a także Juliette Greco, Yves Montanda, Maurice Chevaliera, Sartre'a. I legionu innych gwiazd: architektów i urbanistów z Haussmanem na czele, rzeźbiarzy, twórców i dyktatorów mody, sławnych kucharzy, fryzjerów, winiarzy.

***

Przystanąłem na placu Zgody, czyli na owym obszernym Place de la Concorde, i zaraz pojawiły się obrazy wydarzeń historycznych, które niegdyś tu się rozgrywały. Tu pojawiał się Napoleon i jego marszałkowie. Tędy przewalały się fale rewolucji i długo stała gilotyna. Plac nosił najpierw imię Ludwika XV, a potem Rewolucji. Po licznych krwawych walkach i hałaśliwych demonstracjach uznano go w końcu za symbol wielkiego kompromisu. I tylko niewielu dziś pamięta, że właśnie tutaj "Monsieur de Paris", czyli kat Paryża, ścinał głowy Ludwikowi XVI i królowej Marii Antoninie, Dantonowi i Robespierre'owi.

Spływający niegdyś krwią i grzmiący bitewnym zgiełkiem, rozbrzmiewający krzykami rozpaczy skazańców i wrzaskami motłochu gapiącego się na egzekucje, Place de la Concorde jest dziś galerią z najpiękniejszym w świecie widokiem miejskim. To często punkt wypadowy turystów zmierzających do muzeów (Luwr - Mona Lisa!), kierujących się ku Faubourg Saint-Honore i Pałacu Elizejskiego, siedziby prezydenta Francji, idących do Dzielnicy Łacińskiej, na wzgórze Montmartre, na wielkie bulwary lub może w stronę placu Clichy i rozpustnego Pigalle.

***

Czy więc tutaj bije serce Paryża? Jego puls wyczuwa się w tym mieście wszędzie, na najdalszych krańcach stolicy. Ani śladu arytmii, jakichś dysonansów. Czasem przez chwilę buntuje się młodzież, wycina platany, powiewa transparentami, lecz potem i tak rozlega się "Marsylianka", a legia cudzoziemska maszeruje dumnie Polami Elizejskimi.

Serce bije więc nie tylko od wielkiego dzwonu, przy uroczystych okazjach, w dostojnych miejscach. Ono obecne jest także w kabaretach, knajpkach, kafejkach, na ulicach i placach. Jeszcze nieczystości wylewano gdzieniegdzie z okien na głowy przechodniów, a już Sebastian Mercier pisał: "Nie ma wydarzenia, którego kpiarski nasz ludek nie włożyłby do wodewilu. Francuz lubuje się w epigramacie, a dowcipem odpowiada na wszystko, co mu kto przedstawi".

Wodewile przekształciły się z czasem w formy frywolne. Kabarety paryskie - Lido, Moulin-Rouge, Crazy Horse - przyciągają prawie jak Comedie Française, jak Notre-Dame i Luwr. Są wystawą pięknych i skąpo ubranych, świetnie zbudowanych, pachnących erotyzmem dziewcząt. Gdy pewnego dnia zostałem zaproszony do Lido, w przerwie spektaklu przemknęły obok tancerki z baletu - okazało się, że wszystkie są o głowę wyższe ode mnie, chociem nie ułomek.

W Paryżu narodził się kankan i wspaniałe jego wykonawczynie, które unieśmiertelnił Henri de Toulouse-Lautrec. W Czerwonym Młynie, a później w Folies-Berger i Casino de Paris zasłynęli Mistinguett i Maurice Chevalier. Wielcy malarze nie skąpili nigdy uwagi paryskim kabaretom i ich kulisom. Także świetni kompozytorzy poświęcają francuskiej stolicy uwagę - nie tylko autorzy piosenek, Mozart zostawił po sobie symfonię paryską.

***

Przewodnicy grup turystycznych, które ściągają nieustannie do Paryża, mają trudne obowiązki. Oblecieć główne tylko atrakcje stolicy Francji nie jest lekko. Poza pomnikowymi obiektami istnieje powszechne zainteresowanie francuską kuchnią, francuską modą i krawiectwem, francuską sztuką kosmetyczną, wspomnianym francuskim kabaretem - żeby wymienić tylko kilka dziedzin kultury niekoniecznie pisanej przez największe "k".

Gdy idzie się ulicą Rivoli, bulwarami Saint-Germain czy Saint-Michel, wspaniałą Champs Elysees, bulwarem Haussmana, magnetyzują człowieka pałace, stare kamienice, pomniki, ale pociągają też wystawy sklepowe. Przede wszystkim chciałoby się na chwilę choćby wpaść do kawiarni czy baru na kawę lub calvados, odetchnąć paryską atmosferą.

Szczury zmusiły ojców miasta do likwidacji starych Hal i - niestety - zniknęły skupiające się tam knajpeczki z wyborną "świńską nóżką" . Ale przybytków sztuki kulinarnej w Paryżu nie brakuje.

***

Czego zresztą nad Sekwaną nie ma? Przybyszom, a przede wszystkim turystom brakuje czasu, by zobaczyć choć cząstkę paryskich cudów, niekiedy może brakuje także funduszy... Ale niemal wszyscy wzdychają później do istniejącego gdzieś w ich uczuciach i pamięci magicznego miasta: "Oh, mon Paris!".

*Olgierd Budrewicz - podróżnik, pisarz, dziennikarz, varsavianista

W kolejne weekendy marca "Wyborcza" zaprasza do podróżowania do czterech krajów Tony'ego Halika: Meksyku, Francji, Grecji i Argentyny. W czwartek 30 marca, w "Centrum Premier - Czerska 8/10" w siedzibie Agory spotkają się miłośnicy wolności, poznawania świata, wyzwań i podróży. Gośćmi Ewy Wieczorek i Michała Nogasia będą: Elżbieta Dzikowska, Martyna Wojciechowska, Marek Kamiński, Aleksander Doba i Mirosław Wlekły - autor książki "Tu byłem. Tony Halik". Na spotkanie można zgłaszać się pod adresem tonyhalik.evenea.pl lub telefonicznie (22) 555 54 55.

Od połowy marca biografia Tony'ego Halika będzie dostępna w księgarniach oraz na kulturalnysklep.pl



Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.