* O co chodzi w Akademii Opowieści?

* Wyślij zgłoszenie konkursowe

* Zapoznaj się z regulaminem



Kiedyś jednak było tam boisko, które choć przez chwilę pozwalało małym chłopcom poczuć się wielkimi piłkarzami, bo jako jedyne w okolicy miało pełnowymiarowe bramki.

Poza tym był Darek. Kilka lat starszy, zawsze gotowy do gry. Reszta jego rówieśników już dawno zapomniała o kopaniu piłki, zajęła się remontami rozlatujących się samochodów, które składała w nieodległych garażach w nadziei na zaproszenie w podróż którąś z miejscowych dziewcząt. Był wyrośnięty i bez przerwy do siebie mówił. Komentował to, co robiliśmy, niczym sprawozdawca sportowy, co dodawało powagi naszym zmaganiom. Ze względu na swój wzrost i problemy z bieganiem najczęściej stał na bramce, co pewnie mu odpowiadało, a w każdym razie dawało możliwości swobodniejszych komentarzy i przenoszenia się z boisk Argentyny, Niemiec i Brazylii. Pamiętam też jego matkę w płaszczu, kiedy podchodziła do syna i przynosiła mu w termosie mleko. Krzyczała, kiedy uciekał, nie chcąc pić mleka, na które, jak twierdził, jest już za duży i żądał coli albo w najgorszym razie herbaty.

To był zimny poranek z początku wiosny kilka lat później, kiedy to przez mgłę przebijało słońce. Szliśmy z kolegą, który, jak okazało się, dzięki Facebookowi został potentatem w branży czyścicieli australijskich przydomowych basenów. Na skrzyżowaniu osiedlowej ulicy stał nagi Darek. Na początku razem z kolegą dostaliśmy ataku śmiechu, takiego, na który stać tylko rozbawionych czternastolatków. Po chwili jednak spoważnieliśmy. Siłą zmusiliśmy Darka do zejścia z drogi i ubrania się. Udało się to zaskakująco prosto i odprowadziliśmy go pod blok, w którym, jak nam się wydawało, mieszkał. Obiecał, że wróci do domu. Nie rozmawialiśmy o tym z moim kolegą, dzisiejszym potentatem branży basenowej, nigdy więcej. Wreszcie on wyjechał i kiedy znalazłem jego zdjęcie, rozważałem - jedyny raz na poważnie, czy nie założyć swojego profilu na Facebooku? Doszedłem jednak do wniosku, że nie będę z nim o tym rozmawiał, bo lepiej jest, jak jest, i nie mam tego profilu do dziś.

Wreszcie Darek zniknął. Ktoś powiedział, że umarła jego matka i zabrano go do ośrodka opiekuńczego, ktoś inny twierdził, że to zmarł Darek, a jego mama wyprowadziła się. Nie widziałem żadnego z obojga ponad 20 lat i mam dziwne przeczucie, że już ich nie zobaczę.

Darek nie był najważniejsza osobą w moim życiu, ale dzięki niemu dokonałem ważnego odkrycia. Pewnego wakacyjnego popołudnia, kiedy byłem już starszy, a on jeszcze chadzał po ulicach, zobaczyłem, jak siedzi na trawniku. Muszę przyznać, że czułem się poważniejszy i choć lubiłem go, nie miałem ochoty na rozmowę. On patrzył w niebo, które tego dnia było prawie całkowicie niebieskie, a ja miałem nadzieję, że przejdę niezauważony. Jednak zanim zdążyłem zbliżyć się, krzyknął w moją stronę.

- Widzisz!

Udałem, że nie słyszę, że to nie do mnie, a w każdym razie szedłem dalej. On jednak dalej, nie odrywając wzroku wlepionego w jakiś odległy punkt, krzyczał.

- Widzisz czy nie widzisz?!

Odruchowo spojrzałem ponad swoją głowę. Niebo było niebieskie, tak jak tylko może być sierpniowe niebo.

- Biała panna - wycyzelował, nie spuszczając wzroku. Do ciebie mówię, tam jest biała panna!

Po raz kolejny wpatrywałem się w niebo, na którym jednak nie mogłem nic dostrzec.

- Siadaj - powiedział do mnie tonem zaproszenia.

I usiadłem, a on zaczął mi opowiadać o tej białej pannie. To była groźna panna. Podobno kołowała i w każdej chwili mogła na nas spaść, ale mogła też latać tak jeszcze w nieskończoność. Różnie bywa z takimi pannami. Kiedy tak patrzyłem w niebo, które było w moich oczach zupełnie niebieskie, pomyślałem, że może on ma rację, że może tam jest coś, czego ja po prostu tego dnia nie widzę? Od tej pory straciłem pewien rodzaj pewności, tak bym to nazwał.

Krzysztof Bizio - dramaturg (jest autorem m.in. "Porozmawiajmy o życiu i śmierci", "Toksyny", "Lament", "Sedinum, prochy & rock'n'roll"), prozaik (tomy opowiadań "Zresztą latem wszystkie kwiaty są takie piękne", "Maniakalni uliczni kaznodzieje"). Autor słuchowisk. Jako architekt zaprojektował Teatr Mały na deptaku Bogusława.

NAJWAŻNIEJSZY CZŁOWIEK W MOIM ŻYCIU

to temat Akademii Opowieści, akcji, do której "Gazeta Wyborcza" zaprasza swoich czytelników, widzów i internautów. Namawiamy do opisania najważniejszego dla Was człowieka.

Autorom opowieści, które będą podobały się nam najbardziej - zaoferujemy pomoc dziennikarzy "Dużego Formatu" w przygotowaniu tekstów do druku. Najlepsze opublikujemy.

W nowym roku nasi mistrzowie Mariusz Szczygieł, Michał Nogaś i Włodzimierz Nowak zapraszają na warsztaty Akademii do 12 miast w Polsce. Będziemy uczyć, jak dobrze opisać Waszego bohatera.

Do Akademii będziemy powracać w "Dużym Formacie", a szczegóły znaleźć można w naszym serwisie wyborcza.pl/akademiaopowiesci.

O opisanie "Najważniejszego człowieka w moim życiu" poprosiliśmy kilkoro znanych szczecinian. Ich opowieści drukujemy w świątecznym "Magazynie Szczecińskim". Mamy nadzieję, że zainspirują Was do własnych przemyśleń i nadsyłania opowieści.

Termin nadsyłania prac: od 12 stycznia do 31 marca