Nawet lekarz prowadzący mówi do mnie 'mama'. Moją rolą jest tylko je urodzić i wychować
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mam 19 lat i jestem w siódmym miesiącu ciąży. Moje marzenia legły w gruzach. Mimo że długo zastanawiałam się nad aborcją, urodzę to dziecko, ale jestem przerażona i nie wiem, jak będzie. Nie miałam pełnej rodziny, więc myśl o tym, że mam stworzyć swojemu dziecku kochającą, pełną rodzinę, zapewnić mu wszystko i - co najgorsze - raz na zawsze pogodzić się z tym, że moje życie, plany i pragnienia muszę podporządkować komuś, kogo w głębi duszy nie chcę, wydaje się abstrakcyjna. Ale mimo licznych chwil zwątpienia i załamania, nie poddaję się.

Mam wiele pytań i wątpliwości, ale wchodzenie na fora internetowe i czytanie gazetek poświęconych mamom jest ponad moje siły. Zastanawiam się, czy kobiety w ciąży są równocześnie niepełnosprawne umysłowo. Kiedy czytam artykuł poświęcony konkretnemu problemowi, zanim dojdę do sedna, muszę przeczytać te wszystkie kuriozalne opisy, np.: 'Twój dzidziuś/bobasek/maluszek/kruszynka właśnie pluska się w wodach płodowych, stąd ta częsta czkaweczka'. Kiedyś czytałam artykuł o tym, dlaczego warto być mamą. Jednym z pierwszych powodów było to, że dziecko przyniesie mi tematy do rozmów ze znajomymi, bo 'o kaszkach, kupkach i śmiesznych rzeczach, które powie czy zrobi mój bobasek będę opowiadała wkoło'. No tak, to znaczy, że dziecko na zawsze przysłoni mój świat, a moje zainteresowania czy hobby nie będą ważne.

Ale znosiłam to dzielnie - do wczoraj, kiedy to przeczytałam artykuł, jak pomóc mężowi znieść ciążę. Bo my, kobiety, jesteśmy urodzone po to, by być matkami, i posiadamy instynkt, a w ciąży wytwarzamy hormony, które nam pomagają, i tak naprawdę to mężczyznom jest trudniej. Popłakałam się ze złości. Ja musiałam zrezygnować ze studiów, bo ciążę znoszę bardzo źle. Kiedyś zemdlałam i pogotowie wzięło mnie do szpitala. Wymioty, które doprowadzały do odwodnienia, zgaga, przez którą zdarzało mi się spać na siedząco. Opuchnięte nogi i ręce, bolesne skurcze, bóle kości i krzyża. Problemy z nerkami, anemia, arytmia serca. Czuję się, jakbym miała 70 lat.

To, że jestem traktowana jedynie jako inkubator przez całe otoczenie. Nawet lekarz prowadzący mówi do mnie 'mama'. To dziecko jest numerem jeden, a moją rolą jest je urodzić i wychować. Tyle. Każdy tylko pyta o dziecko, o imię, płeć, czy mam już łóżeczko, gdzie będę rodzić. A w tym czasie on spotyka się z kumplami, chodzi na treningi, na siłownię. Ja leżę w łóżku i staram się nie patrzeć na rosnący brzuch, bo czuję do siebie obrzydzenie. Kiedy mu o tym powiedziałam, usłyszałam, że jestem egoistką i myślę tylko o swoim wyglądzie. Jak poskarżyłam się na puchnące stopy, usłyszałam: 'Nie ma dramatu'. Wysłuchuję jego zabawnych historyjek związanych z kumplami i jego hobby i zastanawiam się, czy to dziecko zmienia mu chociaż w połowie życie tak jak mnie. Nie. Jak pojawia się jakiś problem, to on 'czuje się bezradny'. Może powinnam go przeprosić za to wszystko? Za to, że przysparzam mu tylu kłopotów? Bo to jemu jest trudniej.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Roman Imielski poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem