Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Mój śp. mąż Andrzej w lipcu 2008 r. wziął z sieci Plus telefon z taryfą MixPlus na okres 36 miesięcy. Polegało to na tym, iż telefon jest za złotówkę (lub nieco droższy), ale w zamian za to trzeba było co miesiąc kupić doładowanie za 30 zł.

Mąż regularnie się z tego wywiązywał, ale 24.10.2010 r. zmarł nagle w nocy na zawał.

Po ceremonii pogrzebowej udałam się 3.11.2010 r. do sklepu firmowego sieci Plus w Raciborzu, gdzie przekazałam akt zgonu męża i zwróciłam im telefon.

Myślałam, że sprawa jest już zamknięta, ale po miesiącu zadzwoniono z Plusa, prosząc do telefonu mojego zmarłego męża. Przypomniano mi, iż nie załadował w listopadzie telefonu.

Tłumaczyłam, że mąż nie załaduje telefonu, bo nie żyje, a telefon im oddałam oraz przekazałam akt zgonu, wtedy przeprosili i się rozłączyli.

Był spokój do lutego 2011 r.

W połowie lutego na nazwisko zmarłego męża przyszło pismo z Polkomtel S.A. z informacją iż ma wpłacić 150 zł z tytułu kary umownej naliczonej z powodu rozwiązania umowy(MixPlus).

Poszłam znów do sklepu firmowego w Raciborzu z żądaniem wyjaśnienia, pracownik z tego sklepu zadzwonił do sieci Plus, otrzymałam przeprosiny z wyjaśnieniem, iż była to awaria systemu.

Uspokojona poszłam do domu. Do kwietnia.

21.04.2011 mąż znowu dostał pismo z Plus-a z żądaniem wpłaty 150 zł, aby zakończyć procedurę windykacyjną.

I znów skierowałam swoje kroki do sklepu firmowego Plus w Raciborzu, gdzie pracownik znowu zadzwonił do sieci i po krótkich wyjaśnieniach, usłyszałam przeprosiny i zapewnienie, iż taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, i sprawa na pewno jest już załatwiona.

Naiwnie myślałam, że już tym razem będę miała spokój.

Nadszedł czerwiec.

Niestety 21.06.2011 zmarły mąż znów dostał pismo, z żądaniem zapłaty 150 zł do siedmiu dni, z informacją, iż sieć ma prawo do sprzedaży wymaganych wierzytelności profesjonalnym firmom windykacyjnym.

Znów poszłam do sklepu firmowego Plus, gdzie pracownik podał mi słuchawkę, gdzie rozmawiałam z jakąś kierowniczką. Ta pani zapytała mnie czy żaden konsultant nie kazał mi pisać reklamacji, powiedziałam, że nie, bo niby czemu mam pisać, skoro błędy są popełniane przez nich samych?

Owa kierowniczka powiedziała, iż reklamację napisze w moim imieniu, i mam do miesiąca czekać na odpowiedź.

Zastanawiam się na jaką odpowiedź, skoro mąż nie żyje, do dnia śmierci co miesiąc telefon regularnie ładował, po śmierci dostarczyłam im akt zgonu i oddałam komórkę.

I dlaczego jestem straszona karami za nieistniejące długi?

I jak długo to wszystko jeszcze będzie trwało?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.