Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Podpisz: Apel do marszałka Schetyny

Tu projekt Ustawy o umowie związku partnerskiego

Chcemy spokojnie żyć

Mam 27 lat. Jestem kobietą. Jestem lesbijką. Żyję w związku partnerskim (tu powinnam napisać: więcej grzechów nie pamiętam; przecież w czterech zdaniach przyznałam się do popełnienia trzech "zbrodni" społecznych: kobieta, lesbijka, w związku partnerskim )

Podobno jestem przedstawicielką patologicznej części społeczeństwa.

Patologicznej, bo kocham kobietę. Nie liczy się fakt, że, podobnie jak moja partnerka, skończyłam dobre studia, żyję w zgodzie z samą sobą, nie wyrządzam nikomu krzywdy, nie biję partnerki, nie alkoholizuję się i uczciwie zarabiam na życie. Patologicznej, bo chcę z moją partnerką tworzyć rodzinę.

Pracuję dla rządu. Dla rządu, znaczy dla państwa. Państwa, które powinno mnie chronić jak każdego innego obywatela, traktować na równi z innymi, zarówno pod względem nakładanych na mnie obowiązków, jak i dawanych mi przywilejów.

Obowiązki mam takie same, jak ci "normalni" - płacę podatki, pracuję, grzecznie spłacam kredyty, dbam o środowisko, odkładam 1 proc. podatku dla potrzebujących, głosuję, angażuję się społecznie. Tak, pod względem wypełniania obowiązków mogę służyć za wzór. Pod tym względem jestem "normalna".

Moja normalność kończy się, kiedy chcę odebrać list adresowany do mojej partnerki. Kończy się, kiedy decydujemy się na kupno wspólnego mieszkania, samochodu, psa. Kończy się, kiedy musimy rozliczać PITy, zakładać konto w banku. Kończy się, kiedy chcemy zarezerwować jeden pokój w hotelu. Kończy się w pracy, kiedy jako przedstawicielka mojego państwa nie mogę się przyznać do tego, kim naprawdę jestem.

Kończy się, kiedy chcemy po prostu się przytulić na ulicy.

Skończy się, kiedy niedługo będziemy razem chodzić na USG, żeby posłuchać bicia serca NASZEGO wspólnego dziecka, kiedy będziemy chciały zarejestrować jego narodziny, ochrzcić, posłać do szkoły. Skończy się, kiedy któraś z nas zachowuje, kiedy jedna z nas umrze.

Niektórym ciężko to sobie wyobrazić, ale my naprawdę chcemy po prostu spokojnie żyć. Spokojnie, znaczy bez takich problemów, z którymi pary heteroseksualne nie muszą się mierzyć. To nie są wygórowane żądania, to nie są wymysły jakiegoś "lobby", tylko potrzeby zwykłych ludzi. Zwykłych, bo zarówno ja, jak i moja partnerka, żyjemy obok Was. Kupujemy w tym samym sklepie, chodzimy do tego samego kina, teatru, czy do tego samego parku na spacer. Nasze dziecko będzie kiedyś chodzić do przedszkola z Waszymi dziećmi.

Zaprzeczanie, że istniejemy, nie ma sensu. Bo jesteśmy, czy sobie tego posłowie życzą, czy też nie. Ola

Wprowadzi się bałagan w życie społeczne

Dla mnie wyłączną przyczyną uchwalenia ustawy będzie wprowadzenie kuchennymi drzwiami formalizacji związków osób tej samej płci pod pozorem pomocy osobom heteroseksualnym żyjącym w związkach nieformalnych.

Przy czym osoby te, w swej naiwności i niedojrzałości, uważają, że związek nieformalny może zastąpić małżeństwo, choć oczywiście także jest "papierkiem" i to mającym większe wymogi formalne od sporządzenia aktu małżeństwa.

Dobrze, że w propozycji projektu ustawy zmieniono przepis odnośnie rozwiązania umowy z powodu ubezwłasnowolnienia całkowitego bądź częściowego jednego z partnerów. Był to dla mnie, prawnika z kilkunastoletnim stażem, wyraz przynajmniej naiwności projektodawców.

A na pewno papierek lakmusowy ich podejścia do tworzenia i trwałości rodziny. Zresztą możliwość łatwego rozwiązania takiego związku przez zawarcie małżeństwa budzi zgrozę i wrażenie, że będzie można tak łatwo, tak lekko potraktować drugą osobę, gdy "miłość wygaśnie".

Generalnie ustawa wprowadzi niesamowity bałagan w życie społeczne - owszem pewne rzeczy ureguluje (choć i tak przepisy pozwalają na ich regulowanie - zakup własnego mieszkania na współwłasność na częściach ułamkowych jest możliwy i dzisiaj, podobnie jak dziedziczenie testamentowe).

Związki takie z samej ustawy mogą być bardzo nietrwałe, przy czym przypisuje się im uprawnienia związków małżeńskich, które z zasady są trwałe i ich ewentualne rozwiązanie możliwe jest tylko po przykrym postępowaniu w sądzie.

Dla mnie, małżonka i ojca z 14-letnim stażem ustawa wprowadzi nierówność wobec prawa - da uprawnienia, nie dając jednocześnie obowiązków.

Niestety lobbing nie mówi o tym aspekcie, bo wtedy można byłoby pokazać jednostronność krzyków o "tolerancję".

Stąd moim zdaniem nie chodzi tu o żadną równość par hetero żyjących na tzw. kocią łapę (te mogą spokojnie sformalizować swój związek w USC, a jeśli boją się podjęcia decyzji, to nie należy im ułatwiać życia tylko dlatego, że same z siebie są niedojrzałe, no chyba że obciążone doświadczeniami, które jednak ma każdy z nas i każdy zawierający związek małżeński miał obawy, czy nadmiernie nie ryzykuje), tylko o wprowadzenie kuchennymi drzwiami sformalizowania związków jednopłciowych, które nie będą zdolne do pełnienia wszystkich funkcji rodziny. Sławomir Łukasik, radca prawny

Jak sfora psów ogrodnika

Śledzę dyskusję o związkach partnerskich. Uważam, że w moim najlepszym interesie jako heteroseksualnej kobiety z całym życiem przede mną - mam 25 lat - leży szybkie uchwalenie prawa, które zakończy rażącą nierówność między obywatelami mojego kraju.

Obserwując wszystko, co się dzieje wokół w zasadzie dowolnych polskich praw, dotyczących tylko pewnej części społeczeństwa, mam wrażenie że jesteśmy wszyscy sforą psów ogrodnika. Czy wprowadzenie możliwości zawarcia związku partnerskiego delegalizuje małżeństwa? Czy umożliwienie usuwania ciąży to to samo co przymus? Czy legalizacja eutanazji oznacza, że chorzy powyżej osiemdziesiątego roku życia będą jej od razu poddawani? Nie, nie i nie.

W dalszym ciągu będzie można brać śluby, heroicznie rodzić dzieci mimo wszystko i poświęcać się opiece nad dziadkiem. Wprowadzenie możliwości wybrania innego rozwiązania nic, ale to nic nie zmieni w życiu tych, którzy są zadowoleni z obecnego stanu rzeczy.

Ale nasz naród, jak ten pies ogrodnika, sam nie zje i drugiemu nie da, choćby chodziło o rzecz tak odległą od naszego życia, jak to tylko możliwe, bo przecież tego, kto wierzy w świętość małżeństwa kwestia konkubinatu nie powinna w ogóle obchodzić.

Ale my w Polsce wolnego wyboru nie lubimy, co dziwne, biorąc pod uwagę naszą dumę z historycznie udokumentowanego umiłowania wolności. Niektórzy, nieco przesadnie pryncypialni muzułmanie rzucają cegłami w sklepy monopolowe. Inni po prostu nie piją, jak im religia nakazuje, i są spokojni w swej pewności, że żyją zgodnie ze słowem bożym. Polacy raczej wolą cegły niż spokój. Wygląda na to, że jak u Forda, wolno nam wybrać każdy kolor... pod warunkiem, że będzie to czarny.

Przyznam, że trochę drażni mnie cała ta racjonalna argumentacja, statystyka, przesłanki ekonomiczne, przesłanki polityczno-obywatelskie. Jeśli ktoś już pyta "dlaczego wszyscy mają mieć równe prawa?" jedyna chyba rozsądna odpowiedź to "a dlaczego, do cholery, nie?" Agnieszka Kisiel

Siedzę z Tobą w ławce, razem pracujemy

Mam 22 lata, jestem gejem i popieram projekt ustawy o związkach partnerskich. Myślę, że zwyczajnie ułatwiłoby to mi znalezienie partnera.

Mam bowiem nadzieję, że pojawienie się związków partnerskich spowodowałoby zaistnienie homoseksualizmu i miłości homoseksualnej w społecznej świadomości, a więc i ujawnienie się wielu osób tej orientacji, to pozwoliłoby na znalezienie bliskiej osoby, partnera w realu, w szkole, pracy, bez uciekania się do internetu czy chodzenia do branżowych klubów, których klimat i towarzystwo nie wszystkim odpowiadają.

Poza tym możliwość zawierania takich związków wpłynęłaby na stabilizację relacji osób homoseksualnych, nawet jeśli zawarcie związku miałoby niewielkiemu procentowi par w tym pomóc (instytucja małżeństwa nie jest przecież gwarantem stałości relacji par heteroseksualnych). Legalizując takie związki, stałoby się też może bardziej jasne (i wypadłby tym samym z dłoni co niektórym pewien prosty, czy wręcz prostacki argument), że nie wszyscy geje poszukują niezobowiązującego seksu (w czym wcale nie są procentowo gorsi od heteroseksualistów), ale że w wielu homoseksualistach jest pragnienie miłości, bliskości, poczucia stałości, czego sam jestem przykładem.

Przy sprawie związków pojawia się kwestia adopcji przez pary homoseksualne. Pomijając fakt, że jest to sprawa przyszłości, należy wziąć pod uwagę, jak wiele dzieci cierpi, przebywając w domach dziecka, jak są tam okaleczane, i nie tylko zresztą tam, bo z patologiami mamy przecież do czynienia w domach wielu polskich rodzin. Czy w tym kontekście za patologię można uznać parę mężczyzn czy kobiet, które z miłością i może bardziej świadomie, niż pary heteroseksualne, pragną się podjąć wychowywania dziecka?

Wiem, że jestem jeszcze młody i zawarcie związku jest przede mną, chciałbym jednak, kiedy nadejdzie taka chwila w moim życiu, bym takiej możliwości w moim kraju nie był pozbawiony.

Na koniec listu chcę postawić pytanie, czy tak naprawdę te wszystkie trudności pojawiające się w dyskusji nad legalizacją związków partnerskich to nie przejaw braku empatii Polaków? Empatii, która należy chyba do typowo ludzkich uczuć. Bo wystarczy chyba właśnie trochę empatii, by wczuć się w sytuację osób homoseksualnych. Wczuć się i zwyczajnie pomóc, popierając projekt ustawy ułatwiającej życie ludziom mojej orientacji. W końcu to ja i tysiące innych homoseksualistów siedzimy z Tobą w ławce w szkole, pracujemy razem w jednym pomieszczeniu, stoimy koło siebie w autobusie... Jesteśmy tak blisko siebie, szkoda, że wciąż nie mentalnie. Radek

Zjeść ciastko i mieć ciastko

Od dłuższego czasu z uporem godnym lepszej sprawy walczycie jak lwy (i lwice - żeby zachować parytet i nie być posądzonym o dyskryminację) o ustawę zgłoszoną niedawno przez SLD.

Po o nazywać związki nieformalne (wolne) związkami partnerskimi? Jeśli ktoś ma ochotę żyć "na kocią łapę" ("kartę rowerową"), to jego prawo. Nikt go nie potępia. Nie ma już ostracyzmu społecznego, tak jak wobec rozwiedzionych.

Dlaczego jednak żąda przyznania mu praw przysługującym rodzinom? Chce być razem i jednocześnie móc w każdej chwili odejść. Zjeść ciastko i mieć ciastko. To jest wewnętrznie sprzeczne.

Osobna sprawa, to są związki jednopłciowe. Nikt nie powinien tych ludzi dyskryminować, ale sankcjonowanie prawne takich związków jest niestosowne. Tym bardziej, że to jest wstęp do prawnej możliwości adopcji dzieci przez takie "pary". A na to nie ma zgody. Rodzina to ojciec, matka i dzieci.

Zdaję sobie sprawę, że moja opinia nie pasuje do linii "Gazety". Czytam ją od samego początku. Często się z nią nie zgadzam, czego dowodem niniejszy list. Nie liczę więc na to, że mój głos będzie zamieszczony na Waszych łamach, ale może się mylę? Andrzej Gręziak

Same dobre strony

Mieszkam we Francji od 25 lat i związki partnerskie istnieją tu zapewne od lat 15. Podkreślając, że prawo to ma służyć przede wszystkim parom homoseksualnym, popełniacie wielki błąd. To prawda, że we Francji na początku to głównie one zawierały umowy, jednak w 2010 roku stanowiły zaledwie 12 proc.

Jak zwykle prawica była przeciwko związkom, partia chrześcijańska oburzała się, pani poseł Christine Boutin w zgromadzeniu narodowym przez cztery godziny perorowała, by projekt ustawy nie przeszedł, to jeszcze rozumiem. Ale inni...

Prawo służy każdemu, w każdej konfiguracji, często w celu zapewnienia opieki, wspomagania, wystarczy mieszkać razem przez rok, można skorzystać z ubezpieczenia społecznego, dziedziczyć po kimś. Niestety nie można zawrzeć umowy z bratem lub siostrą, ale można z kuzynami, przyjaciółmi (gdzie tu seks!). W społeczeństwie egoistycznym w jakim żyjemy, to prawo pozwala na zbliżenie między ludźmi.

Mam nadzieję, że społeczeństwo polskie zrozumie, że są same dobre stany takiej ustawy. Barbara

Ustawa jak najszybciej

Popieram apel o jak najszybsze skierowanie projektu o związkach partnerskich do pierwszego czytania w Sejmie.

Nie jestem w związku partnerskim ani nie jestem osobą homoseksualną, ale uważam że przyjęcie, praca oraz publiczna debata nad nią będzie świadectwem praworządności i odpowiedzialności Marszałka Sejmu RP i Rządu.

Pan Premier i Rząd są odpowiedzialni za całą Polskę i wszystkich Polaków, zasłanianie się i obiecywanie "po wyborach" jest dziecinne. Luki w polskim prawie i brak zgodności z europejskimi ustawami są przyzwoleniem rządu na przemoc, dyskryminację i działalność homofobów i innych im podobnych.

Uważam, że ustawa powinna zawierać konkretne przepisy o adopcji dzieci biologicznych przez partnerów oraz o dziedziczeniu majątku przez biologiczne dzieci.

Jestem przeciwna jedynie adopcji sierot i dzieci z domów dziecka, ponieważ te dzieci zostały pokrzywdzone przez życie i biologiczne rodziny, i z uwagi na brak miłości ze strony biologicznych rodziców i całego bagażu złych doświadczeń, powinny trafiać do rodzin, które nie wzbudzają kontrowersji i są społecznie akceptowane, by mogły nauczyć się wyrażać siebie w dorosłym życiu. Krystyna Dobrzeniewska, Kraków

Nigdy nie podpiszę się pod apelem

Rozumiem rozgoryczenie młodych ludzi, ale jest jedno zagadnienie, którego nie da się przeskoczyć. Związki partnerski - to związek dwojga ludzi dwóch płci. Nie rozumiem i nie poprę związku gejów, lesbijek, czy też innych związków nie opartych na zasadzie związku kobiety i mężczyzny. Możemy brać przykład z Matki Natury - związek dwóch osobników tej samej płci nie da potomstwa.

Czy Polska nie ma własnego rozeznania i musi robić to co czynią Amerykanie - bo głównie na ich mentalności ludzie się opierają. Bądźmy sobą. Nie jestem wierzący i nie popieram żadnej religii, tak każe mi postępować mój własny rozum.

Jeżeli już ktoś musi żyć w związku nieformalnym, to jest wiele różnych możliwości, aby zabezpieczyć się w odpowiedni sposób.

Manifestowanie odmienności seksualnej jest tylko i wyłącznie pewnego rodzaju dewiacją. Pod takim apelem nigdy się nie podpiszę i normalnych ludzi proszę o to samo. wiarus1948

Bez ulg podatkowych

"Gazeta" rozpoczęła właśnie akcję popierającą projekt ustawy o związkach partnerskich .

Jestem zdania, że związki partnerskie należy zalegalizować (niezależnie od płci partnerów). Nie miałbym osobiście też problemów z możliwością adopcji dzieci w takim związku.

Natomiast jestem przeciwny w zasadzie jednemu zapisowi tego projektu, tj. wspólnemu rozliczaniu.

Uważam, że trzeba się zastanowić, czemu państwo (społeczeństwo) daje taką ulgę małżeństwom. Wydaje mi się, że prawidłową odpowiedzią winno tu być: "chcemy wspierać ludzi, którzy stworzą dla nas nowych obywateli, co jest korzystne dla wszystkich".

Przy takiej interpretacji intencji społeczeństwa wprowadzanie tego zapisu do ustawy nie jest uzasadnione.ajfin

Tak samo płacą podatki

Chciałabym podziękować za akcję! Sama jestem od niedawna mężatką i odkładaliśmy decyzję o ślubie, bo mieliśmy ogromne poczucie niesprawiedliwości, że nam państwo pozwala się formalnie związać i uznaje nasz związek w świetle prawa, a nasi przyjaciele i znajomi, którzy niczym się od nas nie różnią, poza tym, że obiekt ich uczuć ma identyczny zestaw chromosomów, są tak dyskryminowani przez państwo.

W końcu ślub wzięliśmy i mogliśmy dzielić tę ważną dla nas chwilę z dwójką małżeństw homoseksualnych - obydwa śluby znajomych niestety zostały zawarte poza Polską.

Nie rozumiem - a wręcz wydaje mi się to obrzydliwe, niemoralne i nieetyczne - dlaczego państwo pozbawia części swoich obywateli praw, różnicując nas w zależności od tego kogo kochamy i z kim chcemy się związać!

Mam nadzieje, że Wasz apel coś zmieni i politycy zauważą, że mężczyźni kochający mężczyzn i kobiety kochające kobiety tak samo płacą podatki, jak każdy inny i tak samo powinni mieć prawo do swoich wyborów życiowych. Maria Pawłowska

Przypadek Tomaszewskiego

Pochodzę z Wrocławia. Pewnie cała Polska wie, że jedną z ikon wrocławskiej kultury był Henryk Tomaszewski, twórca wrocławskiego Teatru Pantomimy. Mniej popularna jest wiedza o życiu osobistym tego wybitnego artysty. Tomaszewski spędził blisko 30 lat w związku partnerskim z aktorem Stefanem Kaiserem. Zdając sobie sprawę ze zbliżającej się śmierci (był chory na białaczkę) zapisał spadek swemu towarzyszowi życia i opiekunowi.

To, w jaki sposób majątek Tomaszewskiego przejął Skarb Państwa, pozostawiając partnerowi artysty tylko psa, opisała kilka lat temu Magda Nogaj we wrocławskim dodatku do "Gazety Wyborczej", w artykule "Mimo woli mima" . Myślę, że przy okazji dyskusji na temat projektu ustawy o związkach partnerskich warto przypomnieć ten przejmujący tekst. Daniela Rodziewicz

Apel do marszałka Schetyny o związki partnerskie

Czytaj projekt Ustawy o umowie związku partnerskiego

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.