Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Wywiad z panem radnym warszawskim Andrzejem Golimontem "Salowej pomożemy, żonie Kulczyka - nie" dotyczący pomysłu drastycznej podwyżki opłat za żłobki pokazuje niestety, że działania miasta w sferze polityki prorodzinnej (a w tym wypadku raczej antyrodzinnej) mają charakter nieprzemyślany i w związku z tym szkodliwy.

Ponieważ to my jesteśmy tymi "bogaczami", którzy zarabiają 2800 zł brutto na osobę i w związku z tym mają płacić za pobyt dziecka w żłobku 1170 zł miesięcznie, chcielibyśmy przybliżyć radnym naszą sytuację finansową i skłonić ich do ponownej refleksji, zanim podejmą katastrofalną dla nas i dla bardzo wielu rodzin z dziećmi decyzję.

Jesteśmy trzyosobową rodziną (rodzice +małe dziecko) zarabiamy wspólnie 9000 brutto czyli do ręki dostajemy miesięcznie ok. 6000 zł. Ponieważ pochodzimy z niezbyt zamożnych rodzin, a zakładając rodzinę musieliśmy gdzieś zamieszkać, nie mieliśmy innego wyjścia poza wzięciem kredytu na mieszkanie.

Ponieważ według pana radnego "nikt nas nie zmuszał do wzięcia kredytu", to bardzo chcielibyśmy uzyskać od niego odpowiedź, jakie według niego mieliśmy inne wyjście z sytuacji. Ponieważ sami go nie znaleźliśmy, kupiliśmy 40-metrowe mieszkanie.

Nasze miesięczne opłaty (obejmujące kredyt, czynsz, opłaty za telefony, elektryczność, gaz i internet) wynoszą ok. 3500 zł.

Jeżeli pomysł dotyczący podniesienia opłaty za żłobek z proponowanymi progami wejdzie w życie to po wniesieniu opłaty za żłobek zostanie nam na życie niecałe 1500 zł. Oczywiście da się za to przeżyć, ale zastanawiamy się czy państwo radni za taką kwotę utrzymują swoje rodziny?

Proponowane progi opłat ustawiają nas na równi z przysłowiową "rodziną Kulczyków" przywołaną przez pana radnego, ale czy rzeczywiście budżet tej rodziny jest porównywalny z naszym?

W ciemno można zgadywać, że podniesienie opłat spowoduje również wysyp samotnych matek. Już teraz słyszymy, ze osoby pragnące zapisać dziecko do żłobka odkładają decyzję o ślubie lub podejmują decyzję o rozwodzie.

Najodważniejsi kłamią w oświadczeniach pisząc, iż wychowują dziecko samotnie - wszyscy wiedzą, że urzędnicy zajmujący się żłobkami nie mają dostępu do danych z USC. Polacy są specjalistami od naginania i omijania prawa - nauczyli się tego za czasów PRL, ale może warto zacząć tworzyć prawa, których wymaganiom zwykły obywatel może sprostać i które respektują jego możliwości?

W krajach europejskich, w których od dziesięcioleci prowadzi się przemyślaną i odpowiedzialną politykę prorodzinną taki pomysł żerowania na rodzinach z małymi dziećmi zostałby uznany za ponury żart.

Dodajmy, że w Norwegii - gdzie pensje są kilkukrotnie wyższe - opłaty za żłobki wynoszą w przeliczeniu około kilkuset złotych. We Francji I Belgii, gdzie do żłobków uczęszcza większość dzieci w wieku do 3 lat, żłobki są za darmo lub za najniższą opłatą. Wszystkie te kraje mają wyższy wynik dzietności niż Polska.

Czy pan radny nie rozumie, że polityka prorodzinna opiera się na zaufaniu do Państwa, które powinno otaczać opieką najmłodszych i wspierać młodych rodziców? To dzięki nim rodzą się nowi podatnicy, którzy w przyszłości będą płacić podatki, z których pan radny będzie otrzymywał emeryturę. Może ten prosty argument przemówi mu do wyobraźni?

Ostatnio - także na łamach GW - ukazało się wiele artykułów o Polkach rodzących w Wielkiej Brytanii. Okazało się, że młodzi Polacy, gdy mają pewność, że państwo wesprze ich w pierwszych, najtrudniejszych latach rodzicielstwa - chętnie zakładają rodziny.

Jako podatnicy płacący pensję panu radnemu sugerujemy mu, by wstukał sobie do internetowej wyszukiwarki hasło "opłaty za żłobek w Wielkiej Brytanii" lub poczytał fora polskich emigrantów na Wyspach piszących, że to idealny kraj do odchowania dzieci. Co musi się stać, by ktoś kiedyś tak napisał o Polsce?

Czy miasto, które stać na budowę stadionu piłkarskiego za kilkaset milionów naprawdę musi odzyskiwać pieniądze wydane na tę cenną inwestycję od rodzin z małymi dziećmi? Prosimy radnych o ponowną refleksję, zanim podejmą decyzję.

Kontrowersyjny wywiad z Andrzejem Golimontem "Salowej pomożemy, żonie Kulczyka - nie"

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.