Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Relacja z niedzieli na Krakowskim Przedmieściu zaniepokojonego i zasmuconego studenta czytaj tu.

Jakaż to demoralizacja...

Z przerażeniem patrzę na to, że nikt nie reaguje na fakt, że obrażany jest brutalnie demokratycznie wybrany prezydent mojego kraju. Nikt też nie reaguje na szarganie imienia premiera. Zebrana na Krakowskim Przedmieściu grupa nawiedzonych krzykaczy domaga się dymisji obu Panów i obecnego rządu itp. itd, szerząc pomówienia, na które nikt nie reaguje.

Bezkarnie nazywa się prezydenta mordercą.

Czy nikt nie widzi jaka to demoralizacja, szczególnie dla młodzieży? A potem dziwimy się, że gimnazjaliści nagminnie wymyślają nauczycielom podczas lekcji lub potrafią założyć kosz do śmieci na głowę. Widzą jak dorośli bezkarnie traktują prezydenta swojego kraju. Jolanta K.

Na Waszych łamach pojawiają się teksty "z okazji 10 kwietnia". Czytam i nie rozumiem. Dowiedziałam się z lektury GW, że było na Krakowskim 7 tys. ludzi, że byli to wyznawcy Kaczyńskiego i moherowe płaczki, że wstyd, kicz, demoralizacja, zdziczenie i wariactwo. A, no i że Redakcja wysłała swych reporterów na miejsce.

Widziałam zupełnie inne obchody

Widziałam tylko redaktora Czuchnowskiego, ale w tłumie ciągnącym się od Świętego Krzyża do Świętej Anny trudno było wypatrzeć kogokolwiek. Być może jednak Wasi reporterzy byli na jakimś innym Krakowskim Przedmieściu, w innym czasie i niekoniecznie w Polsce, bo ja widziałam zupełnie inne obchody.

Owszem, sporo starszych ludzi. Niektórych obwieszonych różańcami. Ale też mnóstwo młodych. Niektórzy dyskutowali zawzięcie z sąsiadami z tłumu. Niektórzy z tych niektórych w czasie dyskusji wykrzykiwali, że co prawda nie lubią Kaczorów i moherów, ale dopiero teraz się dowiedzieli, że w Polsce nadal nie ma czarnych skrzynek, więc raczej chyba coś jest nie tak.

Widziałam oscypki z grilla i cwaniaków sprzedających znicze po 15 zł. Ale widziałam też szare twarze zmęczonych ludzi z całej Polski. Tysiące, dziesiątki tysięcy. Zziębniętych, marzących o gorącej herbacie i obiedzie. A mimo to stali na Krakowskim. Nie wszyscy stali dla prezydenta. Większość, jak sądzę, stała dla wszystkich ofiar i po to, by przypomnieć społeczeństwu i rządzącym, że państwo funkcjonuje źle.

Osobiście dopiero po tych obchodach dotarłam na Powązki. I dopiero nad grobami dotarło do mnie, że Ich nie ma.

To też Wasza zasługa, że przez rok od tragedii ta śmierć do mnie nie dotarła. Parę dni po katastrofie napisaliście o tzw. "incydencie gruzińskim" i o insynuacjach, że prezydent był pijany. Potem poleciało. Tak więc dziękuję, Redakcjo, że rok wytrzymałam bez łez, bez biegania na Krakowskie. W tym tłumie to "trzymanie" pękło. Dzięki temu mogę w końcu pokazać sama przed sobą żal, rozpacz i gniew.

Mogę być dla Was faszystką, moherem, kaczystką - OK. Ale ręce precz od Tomasza Merty, Izy Jarugi Nowackiej, Stefana Melaka czy Justyny Moniuszko. Idźcie na Powązki. Może coś do Was dotrze. Krysia Zając, lat 29

Przysiąść i pomilczeć

W odpowiedzi na słowa prezesa Jarosława Kaczyńskiego... nie powiem nic. Z szacunku dla wszystkich 96 ofiar samolotu prezydenckiego. Bo jest to przykre, kiedy w tej tragedii doszukuje się nieistniejących powodów, dzięki którym Polacy dalej mogą się dzielić na "za" i "przeciw" czy "my - oni". Okopujmy się dalej w szańcach, rozwijajmy druty kolczaste, zastawiajmy pułapki, i zbierajmy amunicję, by do reszty pozbawić siebie samych szacunku.

Teraz najważniejszy jest mit założycielski IV RP. Że to mord, że to zdrada w Smoleńsku nastała. Więc dodam prezesowi trochę amunicji. Bo wszyscy tak tej mgły się uczepili. A może warto zbadać, co to za brzoza, o którą skrzydło samolotu zahaczyło, była? Może jaki NKWDzista zasadził je w 1940 roku, "na wszelki wypadek". Słowa te są trochę nie na miejscu. Ale dla mnie jest to taki sam absurd, jak słowa prezesa o "zdradzie o świcie"...

Najważniejsza teraz jest cisza...

Zamiast tych insynuacji, patetyczności czy wielokrotnie powtarzanych frazesów, przysiąść przed ołtarzem na godzinę i milczeć. Po prostu, po całym roku, zamknąć te przyprawiane sobie nawzajem gęby, które co rusz sobie ktoś wyciera Polską i polskością, i nie wypuścić w świat kolejnych kretyńskich domysłów o katastrofie.

A zamiast tego poświęcić tę godzinę, tym którzy odeszli i zastanowić się, czy tego by sobie życzyli? Że na fundamencie z ich trumien, stawia się mentalną, żelazną kurtynę, w samym sercu Polski?

Dziękuję, pozdrawiam i przepraszam, jeśli komuś moje słowa wydały się zbyt nieczułe. Eryk Szmania

Z punktu widzenia Smoleńszczanki

Tak się stało, że urodziłam się w 1987 r. w Smoleńsku i kilka lat temu przyjechałam studiować do Polski. Już od roku nikt mnie nie pyta "a gdzie jest ten Smoleńsk, z którego pochodzisz?" Ale spotykają mnie inne reakcje. Chcę się nimi podzielić

1. Na egzaminie:

 

- Jaką uczelnię Pani ukończyła?

 

- Uniwersytet Smoleński.

 

- Hmm, to smutne.

2. Na innym egzaminie:

 

- Urodziła się Pani w Smoleńsku?

 

- Tak.

 

- No cóż, nikt nie wybiera gdzie się urodzić.

3. Rozmowa z nową znajomą:

 

- A skąd jesteś?

 

- Ze Smoleńska.

 

[cisza]

 

- Aha.

4. Jakaś inna rozmowa:

 

- A z jakiego miasta jesteś?

 

- Ze Smoleńska.

 

- Ojej. Ale wcale nie musisz się czuć winna.

5. - A skąd pochodzisz?

 

- Z Rosji.

 

- A z jakiego miasta?

 

- Ze Smoleńska.

 

- Z TEGO Smoleńska?

6. Na dworcu (w kasie):

 

- Dzień dobry. Poproszę bilet do Smoleńska.

 

- Do Smoleńska? Na wycieczkę Pani jedzie?

 

- Nie, do domu.

 

[Pani Kasjerka chyba nie bardzo wie jak ma wydrukować bilet]

 

- A ten Smoleńsk to na Ukrainie?

 

- Nie, w Rosji.

 

[W słowo wchodzi inna Pani Kasjerka]

 

- To Ty nie wiesz, gdzie nasze samoloty spadają?

7. - Ze Smoleńska Pani jest?

 

- Tak jest.

 

- No ten Smoleńsk już zawsze będzie nam się źle kojarzył.

8. Wczoraj, rozmowa z koleżanką z Japonii w SNS PAN:

 

- A z jakiego miasta pochodzisz?

 

- Ze Smoleńska.

 

- NAPRAWDĘ?

 

Masza M.

Flaga zawłaszczona

Pierwsza rocznica katastrofy smoleńskiej i mamy kłopot z flagą. Pani Dominika Wielowieyska napisała nawet o tym: dlaczego nie wywiesi biało-czerwonej 10 kwietnia.

Z większym kłopotem, zmierzyli się Ci, którzy czuli potrzebę powieszenia flagi, ale jej nie powiesili. Bo powieszenie dzisiaj flagi nie jest trudne przez to, że może być wyrazem takiego czy innego patriotyzmu, to jest trudne, bo może być wyrazem opowiedzenia się po jednej, albo drugiej stronie sporu politycznego. Gorzej, może być wyrazem opowiedzenia się tylko po jednej jego stronie!

Czy to tylko małostkowy strach o to co inni o nas pomyślą? Bo to nie chodzi o to, iż ktoś pomyśli, że mam coś wspólnego z PiS-em, ale o to, iż ktoś pomyśli, że mam tak wiele przeciw innym ludziom.

Mieszkam w małej miejscowości, gdzie wszyscy się jakoś znamy i uśmiechamy się do siebie. I nie chciałabym żeby ktokolwiek o mnie pomyślał, widząc dzisiaj flagę na moim domu, że odcinam się od uroczystości państwowych, a solidaryzuję się z tymi na Krakowskim Przedmieściu, że szukam winnych nieszczęścia w politycznych konkurentach jakiejś partii politycznej, i że wszystkich innych, którzy tego nie pojmują uważam z niedorozwiniętych duchowo i intelektualnie. Czy nikt tak o mnie nie pomyśli? Pomyśli.

I myślę, że większość flagi nie powiesiła. Rozumiem ich i oceniać nie będę, bo wybór był trudny. A są przecież i takie domy, w których jedni chcą a drudzy nie chcą, i wybór jest jeszcze trudniejszy.

Pomimo wszystko flagę powiesiłam. Pomyślałam co powiedziałaby mama, a ona najpewniej bez większych dyskusji powiedziałaby w sobotę wieczorem: powieś flagę. Najpewniej powiedziałaby to z prostego przekonania, że tym ludziom, tego dnia trzeba ją powiesić.

Nie dam sobie tej biało-czerwonej flagi odebrać i żałuję, że to nie Prezydent wezwał do jej powieszenia. Moim zdaniem nie wykazał się tu dbałością o to, by tej flagi nikt w tym kraju sobie nie zawłaszczał. Barbara Pawłowska, Ustronie Morskie

Polegniemy na kluczu maturalnym

W imieniu tegorocznych maturzystów muszę wyrazić nasze wielkie zaniepokojenie dotyczące klucza. No bo w perspektywie katastrofy smoleńskiej wszystkie dzieła polskie nabierają przecież nowych znaczeń.

Pan Kaczyński już zinterpretował słowa o zdradzonych o świcie, a jego interpretacja zapewne zasługuje na pochwałę samej Marii Janion, no ale co z resztą dzieł narodowych?

Bo to chyba teraz oczywiste, że np. na obrazie Wyspiańskiego ,,Chochoły" widoczny jest las smoleński, mgła smoleńska, a chochoły to dobijane ofiary (nawet wzrost się zgadza). Już wiemy kto jest Przechtą z "Nie-boskiej", tylko nie do końca jesteśmy pewni czy Tusk czy Komorowski, więc dobrze by było ustalić przed maturą, co chciano by przeczytać w kluczu.

Analogie widoczne są również w Kordianie: Konstanty to Tusk, car - Putin. Nawet szczerze powiem, że i Hamlet tu nabiera nowych znaczeń, bo przecież oczywiste jest, że Hamlet to Pan Prezes, Poloniusz to jego brat (drobne różnice w koligacjach rodzinnych chyba nie robią znaczenia)?

No więc, my maturzyści, bylibyśmy Panu Jarosławowi wdzięczni za dalsze interpretacje, bo inaczej nieuchronnie polegniemy na kluczu. Tosia, maturzystka

Oblaliśmy egzamin w rocznicę Smoleńska

10 kwietnia 2010 roku przejdzie do naszej pamięci jako dzień wielkiej straty i tragedii wszystkich Polaków. Na naszych oczach, Polska w jednej chwili utraciła parę prezydencką, wielu zwierzchników sił zbrojnych, duchownych, wybitnych polityków i działaczy społecznych. Tak wielkiej katastrofy jeszcze nie doświadczyliśmy. Co ona wniosła do naszego życia?

Na początku był wielki zryw. Jedność wszystkich. Pogrążyliśmy się w zadumie, żałobie, refleksji i żalu. Niedługo. My, Polacy mamy to do siebie, że wszyscy łączymy się w jakimś uniesieniu, a potem i tak nic dobrego z tego nie wynika. Nawet jest jeszcze gorzej niż wcześniej. Ot, taki słomiany zapał.

Tragedia, którą powinniśmy przeżywać razem stała się kolejną okazją do sporów, kłótni i politycznej walki. Powinna być właśnie okazją do zakończenia tych bezsensownych sprzeczek!

Społeczeństwo, politycy, wszyscy - nie zdaliśmy egzaminu.

Pamięć o ofiarach przestała się liczyć. Ważniejsze było, gdzie ma stanąć krzyż, pomnik etc. Rozpętała się burza, która podzieliła Polaków jeszcze bardziej. Potyczki między wszystkimi obozami przybrały na sile.

Próbuję sobie wyobrazić, jak musiały czuć się rodziny ofiar. Zostały niemal zdeptane z błotem. Nikt ich nie słuchał, nie liczył się z ich zdaniem. W wyemitowanym niedawno filmie "W milczeniu" większość z nich miało wręcz żal do ludzi, którzy pod krzyżem na Krakowskim Przedmieściu umieszczało wizerunki ich bliskich. Ci sami ludzie nazywali się prawdziwymi katolikami, Polakami. Na dowód tego rzucili się z pięściami na księży, którzy przyszli po krzyż, a tablicę upamiętniającą wydarzenia z 10 kwietnia ozdobili fekaliami.

To skandal i hańba, jak postąpiono po tragedii w Smoleńsku. Politycy pokazali, że nawet w obliczu tak wielkiego nieszczęścia nie potrafią zapomnieć o podziałach partyjnych i na chwilę przestać się sprzeczać. W takim momencie odpoczynek od tego zgiełku był wskazany, wręcz pożądany. A jednak. Ważniejsze było zbijanie własnego kapitału politycznego. Już w tydzień po tym dramacie rozgorzał pierwszy spór o to, czy pan prezydent powinien być chowany na Wawelu czy na Powązkach. Niejednokrotnie też Smoleńsk traktowany był jako temat zastępczy, by odsunąć media od aktualniejszych problemów.

Nawet dziś, w rocznicę tych wydarzeń, kiedy można było się pojednać, pokazać, że nie wszystko stracone, udowodniliśmy, że chyba jednak rany tak zażarcie rozdrapywane przez ubiegły rok nie dadzą się zabliźnić. Wszyscy jesteśmy już tym znużeni, wyczerpani. I choć tak wiele zostało jeszcze do wyjaśnienia to niewiele z nas ma ochotę dalej brnąć w ten temat. Jan Błoński

Wstyd pod rosyjską ambasadą

Oglądałem w TV manifestacje pod rosyjską ambasadą. To dobrze, że Polacy nie pozostają głusi na zachowanie wschodniego sąsiada - skandaliczną podmianę tablic na głazie w Smoleńsku. Ale jednocześnie niedobrze, że pod tą ambasadą wyśmiewa się i obraża polskie władze. O ile wiem, władze te funkcjonują legalnie - w wyniku wolnych, demokratycznych wyborów, w których miał prawo brać udział każdy dorosły Polak.

Podziały i kłótnie wśród Polaków, podsycane przez część elit politycznych oraz niektóre media (np. Gazeta Polska, Radio Maryja) są zachowaniami, które są bardzo na rękę Rosjanom.

Nie jestem zwolennikiem ani PO ani prezydenta Komorowskiego, ale nigdy nie będę ich krytykować pod rosyjską ambasadą.

Polskie oszołomy obrażając polskich polityków właśnie tam, wyświadczają Rosji wielką przysługę. Polska na tym tylko przegrywa. Wstydzę się, że jestem Polakiem. Michał Rusinek

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.