Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Sposoby na polskie bolączki komunikacyjne?

Po pierwsze szkolić. Już na etapie kursu prawa jazdy powinno omawiać się tematy wypadków drogowych, ich skutków i znaczenia prędkości w przypadku kolizji. Bo w przeciwieństwie do tego co myśli polski ustawodawca nie każdy studiował fizykę i wie co to energia kinetyczna lub pęd.

Po drugie represja - mandaty karne. Ale nie 500 zł za 50km/h lub więcej. Stawki powinny zaczynać się od 2500 zł. A w przypadku najpoważniejszych wykroczeń powinny sięgać kwot, których spłacanie odbywałoby się ratalnie. Jeśli kierowca przez 3 lata miesięcznie będzie musiał spłacać po 200 lub 300 zł to się nauczy o wiele szybciej przestrzegania prawa.

W UK gdzie mieszkam, za przekroczenie prędkości powyżej 160 km/h zabierają prawo jazdy na min. 3 miesiące. Na konto trafiają 3 punkty karne (można mieć 12) ważne przez 3 lata. Punkty karne z automatu podnoszą składkę ubezpieczenia i można zapomnieć o pracy, w której wymagane jest przemieszczanie się samochodem służbowym.

Po trzecie - polskie drogi. Ale nie chodzi mi o ich stan, a raczej o oznakowanie i ich poprowadzenie. Jeśli droga krajowa poprowadzona jest przez centra miast, a tam jak wiemy obowiązuje ograniczenie do 50 km/h to jest to jakaś paranoja. Pewnie dlatego na takich drogach w Polsce co chwila wyprzedzał mnie jakiś kierowca ze średnią 80 km/h na liczniku. Dawid K.

Refleks na zielonym!

Mam doświadczenie z Azji, gdzie po zmianie światła na zielone niemal wszyscy kierowcy ruszają jednocześnie, co ma znaczący wpływ na drożność nawet w sporym ruchu na ulicach Bombaju, Delhi, Chennai czy Kalkuty. Trzeba by doszkolić kierowców o tym, jak duży wpływ na zniwelowanie korków ma szybsze opuszczenie skrzyżowania. Bardzo pomocna w tym jest od niedawna stosowana w Toruniu informacja o czasie zmiany świateł. Jarosław Wiśniewski, Toruń

Zakamuflowana opcja

Co do wyniku dotyczącego uprzejmości wobec pieszych - Katowice na czele nie dziwią, skoro śląskość, to zakamuflowana opcja niemiecka, a przecież w Niemczech to standard, że przepuszcza się pieszego i zatrzymuje auto zanim wejdzie on na pasy. Wacław Bylina

Polacy są najgorszymi kierowcami

Tak pokazują statystyki wypadków śmiertelnych w Europie. Pogarda dla życia i zdrowia bliźnich dominuje na polskich drogach. To nawet nie jest brak umiejętności prowadzenia auta - to raczej brak instynktu samozachowawczego i brak szacunku dla życia. Szokuje to szczególnie w katolickim kraju.

Jest też w Polsce pewna liczba kierowców o instynktach wojowników, a może raczej bandytów. Wiele razy widziałem większe auta wymuszające sobie miejsce na drodze groźbą staranowania.

Gdyby zaprosić do Polski szwedzką policję drogową i ustawić te patrole w kilku miejscach Warszawy to po tygodniu 80 proc. kierowców jeździła by tramwajem albowiem nie mieli by już praw jazdy . Dzięki takiej polityce w Szwecji jest najmniej wypadków śmiertelnych w zachodnim świecie.

Benzyna jest teraz bardzo droga. Sposób jeżdżenia Polaków jest też najmniej ekonomiczny z możliwych. Gaz, hamulec, gaz, hamulec... Trudno gorzej. Szwedzi, Niemcy czy Szwajcarzy, którzy przecież zarabiają kilkakrotnie więcej niż Polacy, wiedzą jak jeździć oszczędnie .

A już zupełnie niesłychane jest traktowanie przez kierowców pieszych na pasach. Nie daj Boże być kaleką, osobą starszą czy dzieckiem.

Wiele lat temu w USA wprowadzono przepis o karaniu kierowców za potrącenie pieszego z tego samego paragrafu z jakiego karze się bandytę z bronią w ręku. Efekt... samochody stają na 10 m przed pasami, gdy tylko ktoś się zbliża do przejścia.

Ogólnie mówiąc, szacunek dla słabszego, nieopancerzonego blachami auta człowieka jest normalną praktyką w wielu krajach, ale nie w Polsce. Tomasz H.

Głosy z forum

półprawdy: Ktoś ładnie powiedział, że problem polega na tym, iż "dzisiejsi kierowcy jeżdżą po wczorajszych drogach z jutrzejszą prędkością". A także na tym, że policja pojawia się za rzadko i łapie tych, którzy przekraczają dozwoloną prędkość (często absurdalne ograniczenie) o 10-20 km/godz. Tych, którzy wyprzedzają na trzeciego na linii ciągłej i pod górę lub pędzą z szybkością światła, nie ruszają. Nie wiem, czy boją się, że to VIP-y, czy że gangsterzy, ale plan mandatów wyrabiają zwykle na niewinnych kierowcach. A że Polak mądry po szkodzie, to dopiero gdy spowoduje wypadek, labidzi, że "ja nie chciałem, nie wiedziałem". No cóż, myślenie i przewidywanie u nas nie w modzie, zresztą w każdej dziedzinie.

Menel, Płock: Ja bez czekania na opinię policji już wcześniej znałem najczęstsze uchybienia płockich kierowców: 1. Nieużywanie kierunkowskazów z wyprzedzeniem w celu poinformowania o zamiarze skrętu. 2. Skręcanie z dalszego pasa w ulicy kierunkowej. 3. Zajmowanie dwóch pasów ruchu z linią je rozdzielającą pomiędzy kołami. 4. Niezatrzymywanie się przed przejściem dla pieszych i omijanie z dużą prędkością pojazdu przepuszczającego pieszych. 5. Parkowanie na chodnikach w taki sposób, że nie zostawia się wymaganego 1,5 m dla pieszych. 6. Parkowanie na trawnikach. 7. Niezwracanie uwagi na linie rozdziału miejsc parkingowych i parkowanie na dwóch miejscach lub ukosem w stosunku do linii rozdziału. 8. Niezwracanie uwagi na znaki organizujące ruch na dużych parkingach i wymuszanie pierwszeństwa w sytuacji skrzyżowań równorzędnych. 9. Jazda na pamięć bez zwracania uwagi na znaki. 10. Jazda pod prąd na ulicach jednokierunkowych. 11. Bojaźliwe, niepewne i nieprzewidywalne kierowanie pojazdem stwarzające zagrożenie dla innych uczestników ruchu. 12. Słaba znajomość przepisów ruchu drogowego, brak pojęcia o zmianach w tych przepisach. 13. Jazda z włączonymi światłami przeciwmgielnymi mimo braku mgły. 14. Czekanie na skręt w lewo (na skrzyżowaniu bez lewoskrętu) w dużej odległości od osi lub/oraz ukośne ustawienie do tej osi - sam nie może pojechać i innym jadącym prosto też nie pozwala. 15. Jazda "na zderzaku" bez zachowania bezpiecznej odległości pozwalającej na reakcję.

M, Lublin: Jazda po Lublinie to prawdziwa masakra - to, co opisaliście, to tylko wierzchołek góry lodowej. Mnie najbardziej denerwuje to, że wszyscy jadący powoli, swoim "niedzielnym" tempem muszą, po prostu muszą jechać lewym pasem. Nie wiem, z czego to wynika, cała Europa jeździ prawą stroną, a lewy pas jest dla tych, którzy chcą wyprzedzić. U nas to prawy pas jest pasem szybkiego ruchu. No chyba że prawym pasem też jedzie taka "błyskawica". I wtedy rób, co chcesz...

kklement, Wrocław: Czy wiecie, że policja ma normy liczby mandatów do wypracowania? Że policjanci mają nieprzyjemności, gdy ich nie wyrabiają? Opowiadał mi o tym pacjent policjant, akurat nie z drogówki. Przełożeni go mobbingowali, bo na interwencjach wolał pouczać, niż walić mandaty. Nie wierzę, że w drogówce jest inaczej. No i jak zarobić pieniądze i poprawić sobie statystyki? Proste. Rekomendujemy, żeby na trasie o charakterze drogi ekspresowej postawić absurdalne ograniczenie prędkości. Potem ustawiamy się z radarem i... voila! Każdy samochód jest nasz.

ed, Olsztyn: A niby dlaczego mam zwracać szczególną uwagę na motocyklistę? To taki sam uczestnik ruchu jak samochód. W lusterko patrzę, gdy zmieniam pas ruchu, wyprzedzam, wymijam lub ostro hamuję, a nie po to, aby księciu ekstra miejsce na pasie robić. Samochodom nie robię miejsca na pasie, więc motocyklom też nie mam zamiaru. Urwie ci taki lusterko i potem spieprza w dwie sekundy do 100. Nie twierdzę, że wszyscy motocykliści to kretyni, ale, niestety, to przypadki tworzą regułę.

Nihil novi, Lublin: Polecam wizytę na Zachodzie lub w Skandynawii, tam, gdy człowiek dochodzi do przejścia (dochodzi, nie stoi!), nadjeżdżający samochód od razu się zatrzymuje i go puszcza. Kiedyś, jadąc rowerem w Oslo, przez nieuwagę wtargnąłem na przejście, jakaś kobieta zahamowała z piskiem opon, trochę się przestraszyłem i grzecznie przeprosiłem, zdziwiło mnie jednak, że to ona zaczęła mnie przepraszać, że mnie nie zauważyła i prawie mnie przejechała. Po prostu kultura, która polski zaścianek zwyczajnie dziwi, często gdy staję przed przejściem i przepuszczam pieszych, spotykam się z ogromnym ich zdziwieniem. To wstyd dla polskich kierowców, że to, co gdzie indziej jest normą, u nas jest wręcz niespotykane.

stick, Płock: Zarówno kierowcy samochodów, jak i motocykli muszą nad sobą pracować. W ubiegłym roku uprzejmy pan na motocyklu zawadził mi o lusterko, przeciskając się przez korek pod światłami. Nawet nie poczuł (nie chciał poczuć?). Fakt faktem, że czasem nie ma gdzie się przesunąć, żeby motocyklista mógł przejechać. Panowie na motocyklach, zrozumcie, że to nierzadko wynika właśnie z braku miejsca i nerwowe poganianie manetką gazu odkręconą na maksa nic nie da. Więcej wyobraźni - szanujmy się wzajemnie.

mały_picolino, Zielona Góra: Od siebie mogę dodać jeszcze dwa grzechy kierowców. Po pierwsze - parkowanie. Kierowcy stają tak, że nie da się przejść po chodniku. Szczególnie zmora ta dotyka mieszkańców osiedli. Normą jest ustawienie fury na chodniku, tak że aby ją minąć, trzeba przejść się po dywanie z psich kup. Po drugie - brak wyobraźni. Widzi baran (lub baranina - ten przypadek nie zależy od płci), że człowiek biegnie chodnikiem (często szybko) i zaraz będzie przebiegał przez wyjazd z parkingu, i co robi? Otóż jak najszybciej dojeżdża do owego wyjazdu i się zatrzymuje, jednocześnie zmuszając biegnącego do gwałtownego hamowania/zatrzymania w miejscu. Ludzie, opamiętajcie się - możecie komuś zrobić krzywdę!

gość portalu, Warszawa: Bardzo to przykre, ale, niestety, kierowca też człowiek i nie jest w stanie wszystkiego przewidzieć ani zatrzymać samochodu w miejscu. Nie jest też nieomylny. Dlatego w Warszawie piesi na ogół najpierw patrzą, czy kierowca ich zauważył i czy jest w stanie zahamować, dopiero potem wchodzą na następny pas. Ostatnio nawet bardzo rzadko zdarza się, że nie rozglądając się, wychodzą na jezdnię spoza stojącego autobusu. Niestety, nie mają wyobraźni takiej jak piesi w Zakopanem - tam zimą nikt nie wchodzi na jezdnię, dopóki się nie upewni, że samochód jest w stanie wyhamować na lodzie.

Obserwator, Częstochowa: Pamiętam z lat 70., że instruktorem nauki jazdy mógł zostać tylko kierowca zawodowy z minimum 20-letnim stażem za kółkiem i mający tzw. Jedynkę. I musiał zaliczyć jeszcze naprawdę ciężki egzamin państwowy, aby mieć uprawnienia instruktora. A dzisiaj nie wiadomo, kto jest kursantem, a kto instruktorem, bo nie idzie poznać nawet z racji podobnego wieku obydwu. Dobrze, że wiadomo, z której strony powinien siedzieć instruktor.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.