Jako klientka stałam się wyjątkowo nieufna, nie słucham żadnych propozycji promocji, okazji itp., w każdym pracowniku widzę potencjalnego oszusta, wszędzie wietrzę podstęp.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Mam 57 lat, jestem nauczycielką z Warszawy. W artykule "SMS-owa pułapka" (9 lutego 2011 r.) napisaliście wszystko o procederze, jaką była loteria o milion. Jestem jedną z ofiar Ery, ale chciałabym zwrócić uwagę na szerszy problem - stosunku potężnych firm do indywidualnego klienta.

Mimo że zrobiłam dużo w celu odzyskania pieniędzy, jestem pewna, że nie mam szans. Złożyłam reklamację, na którą dostałam piękną odpowiedź: "To nie my, to firma organizująca loterię".

Wysłałam pismo do rzecznika praw konsumenta oraz wpisałam się na listę osób chętnych do pozwu zbiorowego. Inne ofiary tego przekrętu, które do mnie pisały e-maile, były zrezygnowane: "Mam małe dzieci, nie mam czasu", "Mam 1000 zł renty, zabrali mi 200 zł. Ale nie będę walczyć , nie mam sił" itp.

Praktyki oszukiwania klienta lub niewłaściwego informowania są powszechne. Spotkałam się z nimi również w moim banku i kablówce. Operator TV przysłał mi wyższy rachunek bez żadnego uprzedzenia, a w nim figurowała nowa usługa, której nie zamawiałam ani nie wiem, co to jest. Po wielokrotnych telefonach i wielu nieudanych próbach udało mi się z tego "zrezygnować".

W banku zostałam "namówiona" na inwestycję w tzw. rynki wschodzące. Podobno w każdej chwili można było z niej zrezygnować z gwarancją kapitału. W praktyce okazało się, że z gwarancją kapitału to dopiero po czterech latach, a wcześniej można zrezygnować, tracąc około 500 zł, ale o żadnym ryzyku pani w banku mnie nie poinformowała. W tym wypadku mogę mieć pretensje do siebie, zamiast wierzyć pracownikowi w banku, trzeba było czytać umowę...

Po tych doświadczeniach stałam się wyjątkowo nieufna, nie słucham żadnych propozycji promocji, okazji itp., w każdym pracowniku widzę potencjalnego oszusta, wszędzie wietrzę podstęp. Znam wielu młodych ludzi, którzy pracują w tego typu firmach, i oni przyznają prywatnie, że szefowie oczekują od nich "nabierania" klientów, zwłaszcza emerytów, że są za to nagradzani.

A organizacje mające chronić konsumentów chyba niewiele robią, skoro zjawisko "naciągactwa" jest tak powszechne.

Jedyna nadzieja w mediach. Piszcie o tym, może obudzi to sumienie szefów tych firm albo chociaż strach o obroty firmy, które mogą spaść na skutek złej opinii.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem