Wolność lubimy na sztandarze i w wymiarze państwowym, natomiast wolność jednostki, wolność osobista na poziomie niższym niż Naród, jest w oczach Polaków czymś złym
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam streszczenie programu "Warto Rozmawiać" napisane przez Aleksandrę Klich. Po pierwsze dlatego, że nie mam telewizora, po drugie dlatego, że mieszkam na Śląsku, choć nie jestem rdzenną Ślązaczką.

Mam jednak sporo okazji, by zaobserwować, jak się czują i jak myślą o sobie Ślązacy. A są oni bardzo stłamszeni, nieszczęśliwi i zakompleksieni. Przytłoczeni starym stereotypem "czarnej hołoty", kojarzeni wyłącznie z dymiącymi kominami i gwarą, postrzeganą jako głupia i prymitywna. W Katowicach jest pięć uczelni wyższych, ale ich studenci nie mają gdzie jeść, bo w mieście nie ma barów, restauracji, zwłaszcza na ich kieszeń. Wizerunek Śląskich miast nie zachęca nikogo do ich otwierania.

Ślązacy potrzebują okazji do wydostania się z tego bagna kompleksów, a wiadomo, że do tego trzeba silnej motywacji. Autonomia dla Śląska mogłaby tę motywację stanowić, jednocześnie odbierając, być może, standardową wymówkę, że nic się nie da zrobić bo "wszystko tłamsi Warszawa". Ludzie sfrustrowani lubią takie "argumenty", nie jest to nic dziwnego.

Niestety, na autonomię dla Śląska nie ma szans, ponieważ samo jej żądanie jest przejawem zdrady stanu, narodowego odszczepieństwa itd. Jednak nie jest to jedynie problem Ślązaków - stosunek do tej akurat kwestii jest częścią większego problemu, z którym borykamy się w Polsce od dawna.

Nasz kraj mianowicie, który - jak z dumą podkreślamy - przeciwstawiał się od zawsze i na zawsze wszelkim tyranom i wrogom wolności, nie jest tak naprawdę przesadnym jej zwolennikiem. Wolność lubimy na sztandarze i w wymiarze państwowym, natomiast wolność jednostki, wolność osobista na poziomie niższym niż Naród, jest w oczach Polaków czymś złym.

Wolność wyboru w dowolnej kwestii - czy to usuwania ciąży, czy tożsamości partnera seksualnego, czy obchodzenia świąt, czy nawet diety (jestem wegetarianką i wciąż spotykam się z wrogością z tego powodu) - jest w Polsce postrzegana zawsze jako zamach na zdrowe społeczeństwo. Nasz wspaniały Naród ma być monolitem, zbiorem identycznie myślących, czujących, kochających, jedzących i wyglądających organizmów, podporządkowanych woli wspólnoty, wyrażanej implicytnie przez system nacisków i niedookreślonych zwyczajów: "tak się nie robi, kto to słyszał, to nienormalne, niemoralne, niezdrowe, tak nie można." Każdy, kto chce odstąpić od wzorca, jest wrogiem polskiego społeczeństwa.

Dlatego o autonomii dla Śląska mówi się i będzie się mówiło w taki sposób, dopóki Polacy nie zrozumieją, że nie ma wolności bez indywidualności.

Recenzja Aleksandry Klich o programie Pospieszalskiego: Czytaj tu

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Roman Imielski poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem