W publicystyce ubiegłego roku (na przykład w cyklu artykułów zamieszczonych w "Masovii Mater", "Gazecie Wyborczej" i "Gazecie Olsztyńskiej") dotyczącej Kresów związanych z granicami wschodnimi przedwojennej i powojennej Polski dostrzega się mętlik nie tylko terminologiczny.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Ludność przybyłą na tereny poniemieckie po 1945 roku, darowane Polsce w Poczdamie przez ZSRR, Anglię i Stany Zjednoczone, nazywa się w jednym miejscu repatriantami, w drugim przesiedleńcami, w jeszcze innym wygnańcami.

Pisze się też, że Polsce przyznano Prusy Wschodnie (co sugeruje, że całe), a przecież około 1/3 tego do 1945 roku terytorium państwa niemieckiego, ZSRR wynegocjował dla siebie od Anglii i USA i do dnia dzisiejszego dawny Kenigsberg nazywa się Kaliningrad i należy do Rosji (!).

W jednej z prac doktorskich obronionych na UMW można przeczytać, że powojenną granicę polsko-niemiecką ustalono ostatecznie (podkreślam - ostatecznie) w Jałcie, natomiast w książce prof. Tadeusza Walichnowskiego pt. "Czyja własność?" dokumentuje się, iż do tej pory nie został podpisany traktat pokojowy z Niemcami i prawnicy niemieccy nie uznają granicy na Odrze i Nysie...

W publicystyce ubiegłego roku na planie pierwszym dotyczącym Kresów eksponuje się problemy ludności przemieszczonej na ziemie zachodnie i północne z Wileńszczyzny, Polesia, Wołynia i Galicji Wschodniej, pomniejszając w ten sposób rolę osadników - kresowiaków na przykład z Mazowsza, Kurpiów, Powiśla, Pomorza, Podlasia i innych rejonów.

Terminologiczny mętlik w publicystyce widać również przy ocenie przemieszczania się od stycznia 1945 roku ludności zamieszkującej tereny byłej III Rzeszy, przyznane w Poczdamie Polsce. Określa się ich najczęściej jako "wypędzonych", a przecież wielu samorzutnie uciekło przed zbliżającą się Armią Czerwoną, wielu hitlerowskie władze wygnały z domostw na drogi ewakuacji pod kule dwóch walczących armii - na mróz i poniewierkę i dopiero po wojnie władze polskie, zgodnie z zarządzeniami zwycięskich mocarstw przesiedliły resztki autochtonów na zachód, ratując ich przed wegetacją (byli to bowiem przeważnie starcy, dzieci i kobiety na gospodarstwach rolnych, ponieważ mężczyźni wraz z armią niemiecką uciekli na zachód).

Dość często w publikacjach o tamtejszych przemieszczeniach ludności nie opisuje się ich w kategoriach socjologicznych (podział na grupy zawodowe i pochodzenie społeczne) i nie odnosi się postaw politycznych do miejsc wcześniejszego pobytu i upływu czasu osadniczego, sugerując, iż wiele lat żyli oni w stanie tymczasowości i wzajemnej nienawiści...

Oczywiście miało to miejsce przejściowo i w niedużej skali. Jako jeden z warszawskich pionierów przybyły w marcu 1945 r. do Olsztyna oraz w oparciu o późniejsze badania socjologiczne - własne oraz opublikowane w literaturze przedmiotu - stwierdzam, że nie krasnoludki zasiedliły i zagospodarowały ziemie zachodnie i północne Polski.

Nawet zagraniczni obserwatorzy i badacze fakt ten nazywają fenomenem socjologicznym. I dodajmy do tego, że prawie wszystkich osadników spotkał awans zawodowy, a wielu z przesiedleńców otrzymało więcej ziemi niż posiadali na wschodzie. Dostęp do pracy i zdobywania wiedzy też miała każda rodzina.

Świadczy o tym odczytanie treści filmu "Sami swoi" oraz licznych pamiętników, szczególnie edycji "Młode pokolenie wsi Polski Ludowej" t. II oraz innej literatury. W przywróceniu do życia opuszczonych i zdewastowanych terenów z winy Niemców istotny i chwalebny udział mają wszyscy przybysze - przeważnie dobrowolni, lecz także ci przymusowi (np. z Akcji "W"). Oni i ich potomkowie, bo na "nowych ziemiach" z 1945 roku jesteśmy już ponad 65 lat. Niepotrzebne, a nawet szkodliwe wydaje się tworzenie atmosfery sentymentu do Wileńszczyzny, Polesia, Wołynia, Galicji Wschodniej - ziem Litwy, Białorusi i Ukrainy (chociaż szanować trzeba wspomnienia dzisiejszych dziadków do dawnego miejsca zamieszkania) i na pewno potomkowie przesiedleńców z 1945 roku nie wsiądą na koniki, nie wyciągną szabli i nie pognają na tamte tereny.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem