Nie jestem w stanie reagować na wszystkie głupoty na temat zjawisk atmosferycznych i klimatu pojawiające się w internecie czy prasie i zwykle tego nie czynię. Ale proszę, błagam, o wykonanie prostego rachunku...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Jestem fizykiem atmosfery, od ponad czterdziestu lat specjalizującym się w badaniach w zakresie fizyki chmur, mgieł (to także jest rodzaj chmur!) i opadów. Nie reagowałem do tej pory na głupoty, które "fachowcy" wypisują na temat zjawisk atmosferycznych. Ale po zapoznaniu się z wywiadem mec. Rafała Rogalskiego, "Hipoteza zamachu jest zupełnie realna" z 26 stycznia 2011 nie wytrzymałem.

Wprawdzie zwolennicy spiskowych teorii na ogół nie są skłonni ulegać racjonalnej argumentacji, ale wielu normalnych, lecz nie znających się na rzeczy ludzi może pod wpływem takich publikacji niepotrzebnie nabrać różnych wątpliwości.

Na ich użytek chciałbym wyraźnie stwierdzić, że sztuczne stworzenie mgły o takiej skali przestrzennej i czasowej jaka wystąpiła w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 daleko wykracza poza aktualne możliwości nauki i techniki i jeszcze bardzo długo będzie wykraczało.

Osobom, którym takie stwierdzenie wyda się gołosłowne proponuję prosty rachunek swoją trudnością nie wykraczający poza poziom szkoły podstawowej. Nie posiadam wprawdzie szczegółowych danych dotyczących warunków atmosferycznych panujących wówczas w Smoleńsku, ale na podstawie opublikowanych relacji świadków a zwłaszcza znanego stenogramu rozmów w kabinie Tu-154 oraz ogólnie dostępnych zdjęć satelitarnych np.: http://www.sat24.com/history.aspx można wnosić, że obszar zajmowany przez mgłę na pewno znacznie przekraczał 500 km kwadratowych a jej grubość 200 m, a więc objętość powietrza zajętego przez mgłę przekraczała 100 km sześciennych i jest to szacunek raczej bardzo zaniżony. Przyjmując, że wilgotność względna powietrza przed pojawieniem się mgły już była bardzo wysoka i wynosiła 90 proc., dla uzyskania nasycenia i wystąpienia mgły przy panującej wówczas temperaturze 2-3 stopni C należałoby do każdego metra sześciennego powietrza wprowadzić około pół grama wody w postaci pary.

Proszę policzyć, ile wody trzeba by wprowadzić do 100 km sześciennych powietrza, by to uzyskać. Podpowiem: wychodzi około 50 tysięcy ton. I proszę sobie wyobrazić maszynerię, przy pomocy której dałoby się to zrobić na tak dużym obszarze, w tak krótkim czasie i w dodatku niemal niepostrzeżenie.

Jest to wprawdzie przykład bardzo uproszczony i nie uwzględniający wielu szczegółów dość skomplikowanego zjawiska mgły, ale dobrze ilustrujący skalę trudności technicznych na jakie natrafiłby ewentualny zamachowiec.

Alternatywna możliwość - sztuczne obniżenie temperatury takiej masy powietrza o ok. 1 stopień C byłaby pod względem technicznym jeszcze trudniejsza do zrealizowania.

Z użyciem silnie higroskopijnego aerozolu (co stosuje się czasem w małej skali w różnych efektach specjalnych np. w przy kręceniu filmów) byłoby podobnie. Nie bez powodu wojsko dla stawiania zasłon stosuje dym, a nie mgłę i to z reguły na znacznie mniejszych obszarach.

Prof. dr. hab. Krzysztof Haman, Instytut Geofizyki Uniwersytetu Warszawskiego, Czł. koresp. PAN

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
mądrego to i przyjemnie posłuchać
już oceniałe(a)ś
18
0