O miejscu zamieszkania prezydenta powinny decydować uregulowania instytucjonalne, a nie decyzja osoby obejmującej urząd. Prezydentowi Francji nie przychodzi do głowy, aby rezygnować z zamieszkania w Pałacu Elizejskim, podobnie jak amerykański nie rozważa, czy nie przenieść się do Blair House, bo nie lubi mieszkać w Białym Domu, gdzie pracuje.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Siedzibą Prezydenta RP powinien być Pałac Prezydencki. Jest, co najmniej kilka ważnych powodów, dla których prezydent Bronisław Komorowski powinien zamieszkać właśnie tam, a nie w Belwederze.

Urzęduje, gdzie się znajduje

Pierwszy, to instytucjonalny. O miejscu zamieszkania głowy państwa powinny decydować uregulowania instytucjonalne, a nie każdorazowa decyzja osoby obejmującej urząd.

Siedziba głowy państwa to miejsce, utożsamiane z jego osobą przez 24 godziny na dobę. Urząd i majestat prezydenta nie dzieli się na mieszkanie i urzędowanie - "jeżdżenie do pracy". Gdziekolwiek prezydent się znajduje, urzęduje. Sypialnie w Belwederze z tym kojarzyć się nie będą.

III RP niestety nie dopracowała się trwałych uregulowań instytucjonalnych, ceremonialnych i protokolarnych. W II RP próbowali to robić bracia Przeździeccy z protokołu dyplomatycznego MSZ. Przeszkadzała im w tym burzliwa historia międzywojennego dwudziestolecia. Można powiedzieć, że reguły tworzą ludzie, przywódcy. Tak, ale demokratyczna kultura polega na tym, że tradycję tworzą oni poprzez szanowanie decyzji poprzedników i utrwalanie przyjętych rozwiązań. (Brak reguł ceremoniału uwidocznił się przy każdorazowych improwizacjach związanych z obejmowaniem urzędu Prezydenta, a jeszcze bardziej przy organizacji pochówku głowy państwa. W tym ostatnim przypadku brak uregulowań co do "pogrzebu państwowego" sprawił, że przy organizacji pochówku Głowy Państwa państwo miało najmniej do powiedzenia, a najwięcej do roboty) .

Jak godnie ugościć gości?

Kolejny powód to zmiana istniejącego od 1995 roku statusu Belwederu jako reprezentacyjnej rezydencji głów państw przybywających do Warszawy na zaproszenie polskiego Prezydenta. Przez 15 lat (1995-2010) korzystały z niego: japońska para cesarska (ICM Akihito i Michiko) pary królewskie (brytyjska: IKM Elżbieta II i Ks. Filip, holenderska: IKM Beatrice i Ks. Claus, norweska: IKM Harald V i Sonja, szwedzka: IKM Karol XVI Gustaw i Sylwia, hiszpańska: IKM Juan Carlos I i Sofia, belgijska: IKM Albert II i Paola), a także wielu prezydentów.

Fakt, że niektórzy prezydenci wolą ze względów logistycznych skorzystać z hoteli, nie zwalnia zapraszającego gospodarza z zaoferowania gościowi godziwej rezydencji.

Każdy dobrze zorganizowany kraj posiada gościnną rezydencję oferowaną swoim najdostojniejszym gościom. Polska taką rezydencję miała w Belwederze. Teraz jej nie ma. Gospodarz wysyła swoich gości do hotelu, bo sam zajął ich rezydencję. Poza Belwederem innego godnego głów państwa miejsca w Warszawie władza do zaoferowania nie ma. Wille na Parkowej nie nadają się do tego celu.

Czyżby prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu wmówiono, że jego goście mogą sobie szukać miejsca we francuskich lub amerykańskich hotelach w Warszawie?

Skoro Belweder nie jest dla zagranicznych głów państwa, to pozostaje pytanie, czy państwo w czasie oszczędności ma wybudować gdzieś w centrum Warszawy, godny 40-milionowego kraju w środku Europy, pałacyk gościnny?

Permanentna demolka i ''umyślni'' na sygnale

Historyczne uzasadnienia prof. Tomasz Nałęcz dobierze na każdą okazję, inne zbagatelizuje. Przykłady innych niż J. Piłsudski mieszkańców Belwederu, np. obcych namiestników, czy "komuchów": B. Bieruta, A. Zawadzkiego, E. Ochaba, H. Jabłońskiego, czy W. Jaruzelskiego mogłyby być argumentami przeciwko lokowaniu w Belwederze prezydenta Komorowskiego.

Argumentem historycznym można by wyprowadzić Pana Prezydenta także na Zamek, na Wawel, albo do Gniezna (wrócił tam np. Prymas Polski).

Dopóki nie będziemy mieli wypracowanych standardów instytucji państwa, dopóty o tych wszystkich sprawach decydować będzie incydentalnie wola tego lub innego polityka.

Lekceważone są argumenty logistyczne. Od początku III Rzeczpospolitej na siedzibę Prezydenta RP przygotowywano Pałac Prezydencki, do którego po odpowiednich adaptacjach przeprowadził się w 1994 roku Prezydent Lech Wałęsa. Prezydent "jest w pracy" 24 godziny na dobę. Musi, więc mieć pod ręką cale zaplecze logistyczno-łącznościowe i biurowe. Takie stanowi Pałac i zlokalizowany na zapleczu BBN. Belweder takiej logistyki nie posiada, a próba jej stworzenia oznaczać będzie "demolkę" recepcyjno-pałacowego (a nie biurowo-kancelaryjnego) charakteru tych pomieszczeń.

Napatrzyłem się przez lata pracy w dyplomacji i to zarówno w czasach PRL, jak i III RP adaptacji pomieszczeń na polskich placówkach zagranicznych. Wynajmowano pomieszczenia rezydencyjno-mieszkalne, aby przerabiać je na biurowe i odwrotnie, z biur robiono mieszkania. Można sobie wyobrazić jak to funkcjonowało. Po pewnym czasie na ogół starano się wrócić do pierwotnego przeznaczenia, ale często było to już niemożliwe lub zbyt kosztowne.

A teraz kontynuujemy te praktyki: mieszkalne apartamenty prezydenckie w Pałacu Prezydenckim przerobimy na biura, i salony recepcyjne w Belwederze też oddamy współpracownikom Pana Prezydenta, aby tam urzędowali. Dotychczas były dwie kategorie współpracowników i urzędników Prezydenta: tych lepszych z Pałacu i tych z Kancelarii na Wiejskiej. Obecnie powstanie trzecia kategoria, najwyższa: tych z Belwederu.

Logistyka, to także transport. Warszawiacy nie pokochają przemieszczających się z Belwederu do Pałacu i z powrotem, co najmniej dwa razy dziennie kolumn samochodowych Pana Prezydenta. Jeździć będą (często też na sygnale) także "umyślni".

Mówi się, że Belweder, to spokój i piękny widok na Łazienki. Pan Prezydent Lech Wałęsa spał w Belwederze w łazience bo mu dokuczał hałas wspinających się ulicą Belwederską autobusów, a królowa Elżbieta skarżyła się na wrzeszczące od strony Łazienek pawie. Dwie noce to można wytrzymać. Z Pałacu też jest ładny widok na starannie utrzymany (okiem gospodyni, której zabraknie) pałacowy ogród i na Wisłę.

Z Belwederu bliżej na Wawel?

Jest wreszcie najważniejszy powód, dla którego Prezydent Bronisław Komorowski powinien zamieszkać w Pałacu Prezydenckim.

Przywrócić to miejsce urzędowi Prezydenta można tylko przez jego pełne "zawłaszczenie", "odzyskanie". Tak jak sportowcy (np. kierowcy, skoczkowie narciarscy) zwalczają traumę powypadkową, przez jak najszybszy powrót za kierownicę lub na skocznię, tak i w tym przypadku traumę i kompleks "Lecha Kaczyńskiego w Pałacu" można przełamać tylko pełnym przejęciem go przez prawowitego następcę.

Ucieczka z Pałacu to pozostawienie go "duchowi poprzednika" i stworzenie gruntu do umacniania się identyfikacji tego miejsca z ostatnim zamieszkującym tam Prezydentem RP. Bardzo pomoże to w budowaniu mitu (czymże zasłużonego?) Lecha Kaczyńskiego.

Mam też podejrzenie, że przejęcie Belwederu i nawiązanie wyłącznie do belwederskiej tradycji J. Piłsudskiego to pierwszy krok Bronisława Komorowskiego na Wawel. Piłsudski w Belwederze - to i ja, Komorowski, też w Belwederze. On na Wawelu - to i ja, Komorowski na Wawelu, tym bardziej, że mój poprzednik już tam jest.

Może inspirują to doradcy Prezydenta, a może jego własne ego i poczucie historycznej misji rodu Komorowskich.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem