Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zaczęło się od komentarza Aleksandry Klich "Życie i śmierć zbieraczy jabłek , i polemiki Konrada Niklewicza Drogowych tragedii nie można tłumaczyć biedą. Czekamy na Wasze opinie: listydogazety@gazeta.pl

Polskie "jakoś to będzie"

Nie tak dawno jechałem we mgle na trasie Warszawa-Lublin. W pewnym momencie znalazłem się za ciężarówką jadącą 70 km/h. Stwierdziłem, że w tych warunkach wyprzedzanie jest zbyt ryzykowne (widoczność około 100 m) i ze 30 kilometrów podążałem za "zawalidrogą''. W tym czasie w zasadzie wszyscy jadący za mną mnie wyprzedzali, łącznie z busami. Czasem samochodami o kilkakrotnie mniejszej mocy od mojego, co jest istotne z punktu widzenia drogi wyprzedzania. WTEDY wszystkim się udało.

Jak sobie pomyślę, że przeciążony (o jakąś tonę!) samochód wyprzedza w podobnych warunkach ciężarówkę, to włos mi się jeży! Fakt, że przeważnie się udaje. Ale przeważnie nie znaczy - zawsze. Jak ktoś ryzykuje, to czasem takie ryzyko musi się zmaterializować, poprzez czystą statystykę.

Być może brawura i brak wyobraźni są jakoś związane z biedą. Sądząc jednak po tym, co się dzieje na drogach, to raczej dość luźno. Polskie "jakoś to będzie" działa. kamyk_wj

Wywloką was z nowiutkich fur

Świat "Warszawki" i "Krakówka" widziany zza szyb Intercity "Krakus" jadącego bez zatrzymania wygląda inaczej. Dobrze ubrani "managerowie", których wiedza ogranicza się do przekazanej na kursach technik sprzedaży oraz instynktu "zwierzęcia korporacyjnego", których firmy płacą ponad 150 zł za bilet w jedną stronę oraz za samochody służbowe po 100 000 zł i więcej, nie są w stanie pojąć, że 10 zł może zapewnić posiłek rodzinie na cały dzień! Przecież za to nawet nie da się napić kawy w "Coffee Haeven" nie mówiąc już o zjedzeniu "business lunchu".

Łatwo mówić - sami sobie winni! Nie powinni ładować się w 18-tu do małego transportera. Jeśli kierowca zabrał się we mgle za wyprzedzanie - to jego poważna wina. Ale ten wypadek powinien otworzyć oczy naszym decydentom na to, że wielu ludzi w Polsce żyje na granicy egzystencji i jak tonący chwytają się nawet brzytwy.

A co mają robić? Na "biało" pracy nie ma (kto będzie płacił ZUS, srusy itp. i z czego?). Pracodawcy (w tym przypadku właściciele sadów) się boją - bo jak spóźnią się z przelaniem haraczy (podatki, wpłaty na ZUS itp.) - to przyjdzie komornik, zlicytuje im i sad i dom... A jabłek mogą nie sprzedać - ale poborców to nic nie obchodzi - "ryzyko działalności gospodarczej". No to płacą "do ręki" po te 10 zł. A jak myślicie - a jak jest na budowach?

Podobnie postępują wobec "maluczkich" także wielkie firmy - przykład choćby słynnej "czerwonej kropki", na której należy stanąć, aby uzyskać zezwolenie na wyjście do toalety.

A Państwo? Cóż, chroni bogatych - biednymi się nie zajmuje. Ostrożnie, panowie decydenci. Biedni mogą się zorganizować - i wywloką was z tych nowiutkich BMW X5 i podobnych fur. tbarbasz

Bieda!? Jaka to bieda!

Zgadzam się z komentarzem red. Niklewicza, ale nie tłumaczy to szerszego zjawiska jakim jest w RP rolnicza działalność gospodarcza i związana z tym praca na czarno. Pani red. Klich wpisała się w tok krytykanctwa rządu na modnej fali.

Chodzi mi tu o tzw. "biednych rolników" i "biedę na wsi". Piszę to w cudzysłowie, bo zjawiska te to czysta strefa czarna (nawet nie szara) uprawiana masowo przez ww. rolników, bronionych przez PSL i innych decydentów, nie mających pojęcia o ogromnym zasięgu tego zjawiska.

Przypomnę: statystycy UE i inni niezależni ekonomiści szacują nieopodatkowany dochód w RP na ponad 30 proc. A teraz wyjaśnię jak ten mechanizm działa.

Pan X, który kupił VW transportera po prostu zainwestował w biznes werbowania, wraz ze swoimi braćmi, pracowników sezonowych w uzgodnieniu z sadownikiem (-ami). To on werbował ludzi do pracy na czarno i im płacił (dowodów aż nadto z wypowiedzi osób z tej wsi). Sadownicy płacą 10 zł/godz. (bez ewidencji, z ręki do ręki), z informacji zwerbowanych wynika, iż otrzymywali 6-7 zł/godz. A więc policzmy: 18 osób x 10 zł x 10 godz. = 1800 zł dla kierowcy-werbownika. Dalej: 17 osób x 7 zł x 10 godz. = 1190 zł dla zwerbowanego. RÓŻNICA: 1800-1190 = 610zł dziennie dla pana X (sezon trwa od maja do października, a więc 6 miesięcy (6 x 30 dni x 610 zł = 109 800 zł, tak, ponad 100 000 zł za sezon!), wpierw czereśnie, wiśnie, śliwki, porzeczki, gruszki i jabłka, a na końcu ziemniaki.

Dalej: plantatorzy sadownicy i warzywnicy nie ewidencjonują swojej produkcji i sprzedają wyroby na targowiskach bez jakiejkolwiek ewidencji - kasa do ręki za towar. Dlatego niechętnie handlują z sieciami, bo wymagana jest faktura.

Dodatkowo dostają ca. 180 Euro/ha, handlują bez ewidencji, nie wystawiają jakichkolwiek faktur, i - płacą 170 zł/kwartalnie za emeryturę i bieżącą opiekę medyczną i leczenie ze składek "miastowych" (przypomnę ile płaci ''miastowy'': 559,49 zł za konto ZUS 51 + 233,32 zł za konto ZUS 52 + 46,25zł za konto ZUS 53 = 839,06 zł miesięcznie + 3x3,50zł za przelew = 849,56 zł/miesięcznie).

Kto by nie chciał tak egzystować? Popatrzmy jak wieś się rozwija! Ile nowych domów, nawet ta biedna kobieta z dzieckiem na ręku i babcią, jak pokazano szerszy plan, widać brak biedy! Marek U., były przedsiębiorca, Częstochowa, obecnie na Zachodzie

Przeraża mnie, że mógłbym być na miejscu tego kierowcy w ciężarówce

Nawet bieda nie usprawiedliwia kozactwa na drodze i wyprzedzania we mgle. Nie trzeba być bogatym, żeby odpowiedzialnie prowadzić samochód. A tę tragedię spowodował konkretny człowiek, który nigdy nie powinien zostać kierowcą. Żal ludzi, ale i przerażenie, że kiedyś każdy z nas może trafić na podobnego kierowcę jadącego z przeciwka. venona1

Co to za demagogia?!

Jak można winę za tragiczny wprawdzie, ale wypadek, i to z oczywistej winy kierowcy, zrzucić na rządzących?! Ta jednorazowa liczba ofiar poraża, ale czy winnym (moralnie odpowiedzialnym) wypadku autokaru jadącego na pielgrzymkę do Francji był Bóg, Kościół, a może Najświętsza Panienka z La Salette? A może winny jest Henry Ford za rozpowszechnienie produkcji aut na masową skalę?

No błagam, zachowajmy jakiś umiar w ferowaniu "wyroków". Największy zaś podczas jazdy samochodem.

A propos - wczoraj w "Warto rozmawiać" na ten temat (przerażającej liczby wypadków śmiertelnych i ich przyczyn) redaktor Jan Pospieszalski z uśmieszkiem przyznał się, że i on "ma ciężką nogę". Dla mnie to jest skandal, żeby facet w telewizji przed milionami osób puszczając do nich oko pieprzył coś takiego niemal z dumą (gadki do panów z drogówki).

Policjanci i specjaliści powtarzają to od lat jak mantrę - winnymi wypadków są w większości kierowcy, którzy nie dostosowują prędkości do warunków na drodze i swoich umiejętności. Społeczeństwo zaś kiwa głową z politowaniem i mówi - gdybyśmy mieli dobre drogi... Ale na Boga NIE MAMY DOBRYCH DRÓG, więc nie zapieprzajmy jak szaleni!

Mentalność Pospieszalskiego i jemu podobnych jest durna i jeśli nie uświadomimy sobie tego, że każdy z nas w pędzącym półtora, dwutonowym kupie żelastwa jest potencjalnym mordercą i dlatego trzeba być maksymalnie ostrożnym (dla przykładu: jak z odbezpieczoną bronią wśród tłumu ludzi), albo ewentualnie Państwo nie weźmie nas tak za mordę (czyt. radary, drakońskie kary etc), że każdy z uwagi na portfel będzie się bał szaleć, to dalej będzie ginąć 5-6 tys. ludzi na drogach zupełnie bez sensu. helter-skelter

Szukanie winnych na siłę

Jak w temacie, ale po kolei. Po pierwsze: Gdy w Polsce znikną strefy biedy i wszyscy będą bogaci i szczęśliwi, to podobnych prac sezonowych będą się łapać "gastarbeiterzy" jak Białorusini, Ukraińcy, Azjaci, Afrykańczycy. W efekcie zamiast 18 Polaków, zginie w wypadku drogowym 18 obcokrajowców. Czy o taką transformację redaktor Klich chodzi?

Po drugie: Przyczyną wypadku nie było przeładowanie busa, ale idiotyczny manewr wyprzedzania. Szkoda, że pani redaktor nie zauważyła, że w busie zginęli zarówno ci, co siedzieli na fotelach i mieli zapięte pasy, jak i ci, co siedzieli na przysłowiowej "pace".

Przeładowanie busa i jego niedostosowanie do przewozu tej liczby ludzi było przyczyną liczby ofiar a nie samego wypadku. Gdyby bus przewoził tyle osób, ile powinien, w wypadku zginęłoby osób 8 z nie 18. Czy o taką zmianę pani redaktor chodzi? zmichalg1

Wina kierowcy, i tyle

Do wypadku nie doszłoby gdyby kierowca nie podjął się manewru wyprzedzania we mgle, nie widząc co jedzie z naprzeciwka. Jeśli zlikwidujemy całą biedę w całej Polsce, ale nadal będą jeździć po naszych drogach kierowcy bez wyobraźni, to do takich wypadków nadal będzie dochodzić. Pani redaktor napisała ten artykuł w takim łzawym tonie, a proszę niech Pani pomyśli, co gdyby z naprzeciwka jechał nie TIR, ale autobus pełen dzieci, w tym Pani dziecko... też by tak żal był tego kierowcy i pasażerów busa? A może padło by pytanie: dlaczego w ogóle ten kierowca wyprzedzał? nukam

Niedobrze robi się, jak się czyta takie brednie

Biorąc pod uwagę, że śmierć tych osób była ewidentną winą prowadzącego, ale i ich samych, bo wsiedli z nim do samochodu, SKANDALEM jest, że teraz państwo z moich podatków organizuje ich rodzinom pomoc, psychologów i tańczy wokół nich, zamiast zająć ich majątki dla zlicytowania na pokrycie kosztów akcji policji, straży i odszkodowania dla właściciela uszkodzonej ciężarówki. tinemden

Zbyt duże obszary biedy

Zgadzam się z tezami artykułu "Życie i śmierć zbieraczy jabłek" pani Klich. Nie docieka w nim kto ponosi winę za ten wypadek. Dla mnie ten artykuł jest o biedzie, desperacji i wykluczeniu w Polsce. O biedzie i wykluczeniu, które często są niezawinione tak jak niezawiniona była katastrofa w Chile. O ludziach, dla których sezonowa praca za kilkadziesiąt złotych dziennie decyduje o tym co będą jeść w zimie, czy kupią dzieciom książki i zeszyty do szkoły. O tym, że problemy tych ludzi nie są opisywane w mediach, rzadko występują w debacie publicznej.

Pani Klich nie kwestionuje sensu kosztownej akcji ratowniczej w Chile. Chciałaby tylko aby dramatyczne problemy społeczne miały podobny dostęp do naszej świadomości jak spektakularne katastrofy i akcje ratownicze.

Tu chciałbym dodać od siebie, że znaczną część winy za taką sytuację ponoszą media i politycy. Akcja w Chile była "super-medialna". Bieda i wykluczenie takie nie są . Mało wiemy o tym problemie.

Pan Niklewicz polemizuje z tezą, której w artykule p. Klich nie ma. Uważa, że skoro winę w sensie prawnym ponosi najprawdopodobniej kierowca transportera, a pośrednią również pozostałe ofiary, to wszyscy jesteśmy rozgrzeszeni. Rozgrzeszone też jest państwo, które dużo robi dla regionów. Używa standardowej frazy "obarczanie państwa winą za ich biedę i desperację jest zbyt łatwe, zbyt ogólnikowe". Nie potrafię zgadnąć na czym łatwizna miałaby w tym przypadku polegać.

Najważniejsze jest jednak, że i tu polemika jest obok najważniejszej tezy artykułu. Pani Klich nie pisze o winie państwa, ale o solidarności społecznej. Czyli nie o ich (rządzących winie), ale naszej. Uważa, że jako społeczeństwo możemy dużo aktywniej i efektywniej walczyć z biedą i wykluczeniem. Do tego jednak jest niezbędne otwarcie oczu na problem. Potwierdzenie, że pomimo rosnącej szybko zamożności znacznej części społeczeństwa, obszary biedy są zawstydzająco i zasmucająco duże. Marek Serafin

Polska nie jest solidarna

Konrad Niklewicz nie ma racji w polemice z artykułem Aleksandry Klich. A jeżeli już, to jest to racja połowiczna i powierzchowna. W połowie lat 90. zaczęłam z przerażeniem obserwować ludzi, którzy z różnych przyczyn nie odnaleźli się w tej nowej przestrzeni dobrobytu. Widziałam jak np. za dniówkę 20 zł wynajęty człowiek za pomocą żrącego kwasu czyścił duże powierzchnie. Robił to w prywatnym ubraniu i bez zabezpieczeń. Dla przedsiębiorcy czysty zysk.

Przy okazji drogowych tragedii chciałam poruszyć inny temat, który jest żywotnym problemem tych, którym udało się przeżyć katastrofę drogową. Dlaczego nie ma, w naszym ponoć pięknym i solidarnym kraju, systemu wspierającego ofiary katastrof? Mam tu na myśli elementarne badania, czy refundację leczenia skutków wypadków.

Po katastrofie busa była w mediach wypowiedź pełnomocnika jednej z ofiar katastrofy autokaru pod Grenoble. Mówił, że aby uzyskać zwrot kosztów leczenia, składają pozew do Sądu. Mnie też to czeka. Tylko mam świadomość, że z giełdowym potentatem ubezpieczeniowym nie mam najmniejszych szans. Ci spod Grenoble byli i tak w "lepszej" sytuacji, bowiem katastrofa wydarzyła się poza granicami kraju. Ubezpieczyciel zachowywał się zupełnie inaczej niż w przypadku katastrofy, w której ja byłam poszkodowana. Uzyskanie zwrotu choć części kosztów leczenia jest to upokarzające i traumatyczne przeżycie. Ubezpieczyciel cynicznie może nawet "bawić" się procentowym uszczerbkiem na zdrowiu osoby poszkodowanej. Nikt mu nie podskoczy.

Mimo, że w Polsce jest szereg instytucji, które statutowo powinny być oparciem dla poszkodowanych, w praktyce dla poszkodowanych nic to nie oznacza. Bowiem Polska jest piękna i solidarna dla wybranych i od Chilijczyków można się dużo nauczyć! Dorota Łangowska, Suwałki

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.