Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Złoty cielec, nic więcej

Postanowiłam podzielić się swoimi myślami na temat krzyża na Krakowskim Przedmieściu, bo dziwi mnie naskórkowość opinii w mediach, a zwłaszcza dawanie głosu w sporze rodzinom ofiar, nie biorąc pod uwagę, że przeżyta przez nich tragedia wypacza ich zdolność do prawidłowej oceny faktów.

Wiem o czym mówię, bo ostatniego dnia 2009 roku umarł mój tata. Po cichutku umarł. Zasnął u boku mojej mamy i nie obudził się już.

Jak ja zazdroszczę pani Wassermann. Tak bardzo bym chciała, zamiast poczucia bezsensu istnienia w świetle nieuchronności śmierci poczuć sens w szukaniu winnych. Gdyby mój ojciec nie umarł, bo jego ciału skończył się termin przydatności do użycia, mogłabym żyć w złudzeniu, że jego śmierci można było uniknąć, gdyby np. nie pan Tusk. Gdyby zająć głowę jakimś krzyżem, to może nie myślałabym o sprowadzeniu na ten świat kolejnych dwóch istot, które umrą.

Jak ja bym chciała dla mojej mamy losu pani Merty. Fakt, nie przeżyła z mężem 30 lat, jak moja mama. Tego los jej poskąpił. Zamiast tego ma cel. Czy wiecie jak ciężko jest nie mieć po co wstać z łóżka rano? Gdyby tylko moja mama mogła powalczyć o krzyż, albo chociaż wstać z łóżka, "zrobić się", porządnie ubrać, żeby wystąpić w TVN 24... Zamiast tego wyje w czterech ścianach i nie ma nikogo, kogo można by obwinić, chyba, że siebie, co skwapliwie, choć nieuprawnienie, czyni.

To tyle w aspekcie prywatnej walki o krzyż.

Co do religijnego aspektu. Dziwię się, że nikt nie podnosi kwestii, że tu nie ma Boga, tylko złoty cielec w postaci mitu męczeńskiej śmierci Lecha Kaczyńskiego. Nawet księżom brakuje przenikliwości, żeby to dostrzec. Przecież modlić w tym kraju można się wszędzie. W okolicy jest mnóstwo kościołów. Ale nie o Boga tu chodzi, to tylko taka przykrywka, żeby móc przybrać maskę obrońcy wiary. Nikogo nie razi przybite do krzyża zdjęcie Lecha Kaczyńskiego. Moje uczucia religijne to obraża.

Rozumiem, że w tym sporze dawno zapomniano o ósmym przykazaniu, ale żeby mieć za nic pierwsze, najważniejsze przykazanie? Magdalena P.

Pamięć, nie w bryle

Cieszy mnie decyzja i czyn Kancelarii, by wreszcie usunąć krzyż sprzed Pałacu. Pomimo dawno zawartego porozumienia, zarówno PiS, jak i tzw. "obrońcy krzyża" użyli tego religijnego symbolu, by dzielić społeczeństwo. Wznoszone pod krzyżem hasła jakoby Polska była tylko tam, z pewnością bulwersowały i raziły wielu spośród nas. Nie ma możliwości w normalnym Państwie, by grupka ludzi szantażowała pozostałą resztę swoimi żądaniami, by stawiać pomniki. Nie w bryle kamienia powinna być pamięć o tragicznie zmarłych w katastrofie. A "obrońcy krzyża"... Radziłabym szanownym Państwu zrobić coś pożytecznego, zamiast straszyć stawianiem następnych krzyży, może pomyślcie o tym, by upamiętnić tragicznie zmarłą parę prezydencką jakimś dobrym czynem, np. zbudujcie świetlicę dla dzieci itp. Justyna Wrzesińska

Chwalebna stanowczość

Od 20 lat żyję w wolnym kraju i niemal wszystko, co się przez te lata działo, należy do względnej (demokratycznej) normalności. Jednak spora część społeczeństwa i spora część polityków, która wszak z tego społeczeństwa się wywodzi zdaje się nie rozumieć, że wolny kraj oznacza dużą - każdego z nas - odpowiedzialność. W PRL-u mogliśmy chrzanić wszystko i zwalać na komunę, to było łatwe i nawet niekiedy chwalebne.

Teraz tak się nie da. I teraz tak nie wolno, jeśli jest się odpowiedzialnym obywatelem, czy odpowiedzialnym politykiem. Politykiem, a nie awanturnikiem, co demonstruje od wielu tygodni (miesięcy? lat?) prezes PiS.

Obecny rząd, czy też może władze, które okazały, w mojej ocenie, 3 sierpnia, słabość, muszą działać stanowczo. Stanowcze działanie nie oznacza działania bezprawnego.

Dzisiejsze usunięcie krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego pokazuje nareszcie tę stanowczość, na którą, jak mi się wydaje, czekała niemała część społeczeństwa. Cieszmy się, że żyjemy w wolnym kraju i niech ta wolność trwa jak najdłużej, ale żyjmy też w kraju silnym i, kiedy zachodzi potrzeba, działającym zdecydowanie i mądrze. Adam S., Warszawa

Stracił Kościół

Wreszcie "problem" Krzyża został rozwiązany, uważam, że tzw. obrońcom nie chodziło o upamiętnienie ofiar katastrofy, a o realizowanie polityki PiS. Krzyż to znak zbawienia Wszystkich, a nie zakładnik jakiejkolwiek opcji politycznej. Najwięcej niestety stracił na tym Kościół. Cała sytuacja pokazała jak jest bezradny, i że gdzieś ulotnił się jego autorytet. Jak również wykazała cała sytuacja jak bardzo się uwikłał w powiązania polityczne. Arkadiusz

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.