Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Niedawno usłyszałem w radiu, bodajże w Trójce, biadania ekonomistów, że ludzie nie oszczędzają w III filarze, który miał być faktycznym filarem reformy systemu emerytalnego, a tymczasem jest wisienką na torcie, bo tylko coś koło 8 proc. pracujących się na niego zdecydowało.

No cóż, należę (jeszcze) do tych 8 proc. I na co mi to było?

W czasie kiedy startowała reforma systemu emerytalnego, byłem jeszcze biednym doktorantem, ale postanowiłem jakoś zabezpieczyć się na starość i na tzw. wszelki wypadek. I chociaż skromne stypendium ledwie starczało na życie, wykupiłem III filar. Miał mi on zapewnić skromną emeryturę po 65 roku życia, oraz wysokie odszkodowanie w przypadku nagłej choroby lub śmierci. Wizyta agenta (mojego kolegi) skłoniła do podpisania umowy również moją żonę, także doktorantkę.

Lata mijały, my płaciliśmy. Mijały kolejne rocznice polisy, przychodziły propozycje podniesienia składek, żeby zachować realną wartość polisy, propozycje przyjmowaliśmy i płaciliśmy. Firmy, z którą podpisywałem umowę dawno już nie ma, wykupiła ją inna, tę z kolei jeszcze inna i jakoś to szło.

Jakoś tak rok z kawałkiem temu, zacząłem mieć kłopoty z płynnością finansową. Nie pracowałem na etacie, własna działalność szła różnie, przyznaję - raz i drugi, przelewy na filar nie poszły. Ale jak tylko byłem "przy kasie" starałem się to nadrobić. Firma, aktualnie ING (zapamiętajcie państwo tę nazwę) się nie odzywała, myślałem, że wszystko jest w porządku. Oczywiście, myliłem się.

Pewnego dnia zapukał do nas opiekun mojej polisy (nowy - o tym, że się zmienił, nikt mnie nie powiadomił) z niewesołą nowiną. Zaległości moje i żony w pewnym momencie nawarstwiły się i polisy przeszły w stan bezskładkowy, czy jak to się tam nazywa, w każdym razie firma ściąga sobie teraz kolejne składki z kapitału, który do tej pory zgromadziłem i polisa wygaśnie, kiedy pieniądze się skończą. Na naszą prośbę pan agent sprawdził również polisę mojej żony (jej opiekunka polisy z jakiegoś powodu u nas nie bywała) i okazało się, że jej status jest taki sam. Opiekun polisy, nazwę go dla ułatwienia agentem, pocieszył nas, że nie ma problemu, wystarczy, że wpłacimy to co było zaległe, i polisy automatycznie wrócą do pełnej aktywności. No więc wpłaciliśmy. Przy okazji złożyliśmy pismo, żeby pan agent przejął również sprawy mojej żony.

Minęło około dwóch miesięcy. W tym czasie dalej płaciliśmy składki, przekonani, że wszystko jest w porządku. Aż agent zadzwonił z wiadomością, że niestety, muszę osobiście skontaktować się z centralą w celu wznowienia umowy i podał mi telefon do centrali. Zadzwoniłem. Potem jeszcze raz i jeszcze raz o innej porze i jeszcze raz innego dnia i za każdym razem zgłaszał się miły pan informujący mnie, że dodzwoniłem się do poczty głosowej, prosząc, żeby zostawił wiadomość. No więc zostawiałem. Podałem numer polisy, swój numer telefonu, opisałem sprawę, poprosiłem o kontakt. Bez efektu. Zadzwoniłem w końcu do agenta. Najpierw spytał, czy dzwoniłem. Powiedziałem, że tak, ale że nikt nie odbiera. Wówczas agent powiedział, że ma dla mnie złą wiadomość, bo mojej umowy już się w żaden sposób wznowić nie da, ale on ma pomysł co zrobić, żebym nadal miał ochronę, że trzeba wypłacić pieniądze z filaru i... w tym momencie przerwałem panu agentowi.

Powiedziałem mu, że jeśli ING nie chce już dostawać moich pieniędzy, to ja wypłacam ile się da i kończę współpracę. Wówczas pan agent zaczął mi wyjaśniać, że nie mogę mieć pretensji do firmy, bo gdybym sobie przeczytał umowę to... Przerwałem mu po raz kolejny i spytałem, czy przejął już polisę mojej żony. Okazało się, że nie, bo ta pani, która się nie kontaktowała z moją żoną, jest chora i nic się w związku z tym nie da zrobić. Stanęło na tym, że w sobotę agent przywiezie mi wniosek o wypłacenie pieniędzy. Potem zadzwoniłem do żony (ja pracuję w innym mieście, w domu bywam tylko w weekendy) która jutro wybiera się do lokalnego oddziału ING w sprawie swojej polisy.

Jasne, umowa jest umową, Janusz Korwin-Mikke powiedziałby, że "chcącemu nie dzieje się krzywda", czyli jak podpisałem, tak mam. Ale cała sprawa jednak mnie dziwi. Jesteśmy z żoną względnie młodzi, wpłacalibyśmy składki jeszcze przez prawie 30 lat, w sumie to kupa kasy - dlaczego ING jej nie chce? Zbieranie pieniędzy na emeryturę to proces zaplanowany na kilkadziesiąt lat - w tym czasie wzloty i upadki, również finansowe, mogą się zdarzyć. Dlaczego mechanizm III filaru tego nie uwzględnia?

Ja już na III filar wpłacał nie będę. I żadnej instytucji, która będzie firmowana literkami ING nie powierzę ani złotówki, ze swoich ciężko zarobionych pieniędzy - prędzej przepiję albo dam grajkowi w przejściu podziemnym. I nie chodzi o to, co się stało z polisą - niech wam będzie, nie płaciłem, moja wina. Chodzi o to, że dwukrotnie zostałem błędnie poinformowany w sprawie moich, przynajmniej dla mnie niemałych, pieniędzy. Chodzi o to, że w centrali firmy, do której skierował mnie jej przedstawiciel, mogłem sobie pogadać tylko z automatem zgłoszeniowym.

Myślę, że za takim podejściem firmy ING stoi wyliczenie, wedle którego firma ta dosyć już na mnie zarobiła i jestem zbędny.

I to tylko ja jestem takim idiotą, który uwierzył, że w tym całym III filarze chodzi o to, żeby ludzie na starość nie biedowali, a nie o to, żeby ING i jej podobne firmy mogły zarobić. Ja i jeszcze 8 proc. podobnych do mnie naiwniaków. W sumie, to pocieszające, że jest nas tak mało. Wynika z tego, że jesteśmy inteligentnym, jak kto woli, sprytnym narodem.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.