Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie spotkałem się jeszcze z danymi jak to wygląda po obniżce podatków z 2009 roku (ale wygląda to na pewno podobnie), ale kiedy mieliśmy jeszcze trzy progi wyglądało to tak: podatnicy, których obejmowały drugi i trzeci próg podatkowy, stanowili 6% (słownie: SZEŚĆ procent) wszystkich podatników podatku od osób fizycznych. Te 6% zapewniało... 60% (słownie: SZEŚĆDZIESIĄT procent) wpływów z PIT.

Czyli pozostałe 94% podatników składało się na 40% wpływów z PIT (czyli na każdą złotówkę płaconą przez osobę z pierwszego progu, przypada 20 zł (!) płacone przez osoby z drugiego i trzeciego progu). Dysproporcja była więc gigantyczna.

Dodać do tego należy, że ci paskudni najbogatsi Polacy (bo między innymi dzięki takiemu, a nie innemu dyskursowi NSZZ, dobroczyńcy budżetu, zamożni Polacy, traktowani są jak trędowaci, jak aferzyści), mimo że dorzucali do worka najwięcej, brali najmniej.

Bo oni nie korzystali z publicznej służby zdrowia, tylko płacili dodatkowo za prywatną. Nie posyłali dzieci do państwowych żłobków, przedszkoli czy szkół, tylko do prywatnych, oczywiście płatnych. Itd. itp.

Pytam więc pana Rybickiego: na czym polega to utrzymywanie państwa przez najbiedniejszych? Czy może to poprzeć czymś więcej niż demagogicznym podawaniem francuskich czy niemieckich kwot wolnych od podatku? Bo jeśli chce pan Rybicki mieć jak w Niemczech, to może ze wszystkimi tego konsekwencjami i wielomiliardowymi oszczędnościami, jakie Niemcy muszą wprowadzać, żeby mieć fundusze na takie luksusy jak 7663 euro kwoty wolnej?

Finanse państwa nie są tortem, z którego można sobie wybierać wisienki: weźmy nasze niskie podatki, niemiecką kwotę wolną od podatku, amerykańskie dopłaty do produkcji samochodów, szwedzkie zasiłki itd. Bo to jakby chcieć mieć samochód, który będzie piękny jak Alfa Romeo, pakowny jak Chrysler Voyager, bezawaryjny jak Toyota, szybki jak bolid F1, odporny na zniszczenie jak Hummer i tani jak Seicento.

Warto też pamiętać, że w podatkach pośrednich jest podobnie - również najwięcej płacą najbogatsi, bo najwięcej konsumują. Bo wśród ich wydatków jest najwięcej takich, które objęte są stawką 22%, a nie preferencyjnymi, które obejmują głównie żywność. Wystarczy, że taki paskudny, bogaty Polak kupi sobie auto za - dajmy na to - 130 000 zł. Ot, nowego VW Passata. I z miejsca płaci 23 442 zł VAT. Czyli tyle, ile niezamożni podatnicy przez ile: 3 lata? 4 lata?

Szkoda, że red. Kalukin nie przycisnął pana Rybickiego i mu tych faktów nie przedstawił i nie zapytał jak sobie pan Rybicki i NSZZ ,,Solidarność" wyobrażają finanse państwa i domykanie budżetu.

Bo oczywiście można - tak jak robi to teraz opozycja - dużo gadać, wszystkim obiecywać co się da (łącznie z letnimi igrzyskami w Warszawie), ale przydałoby się też policzyć ile to kosztuje i pokazać skąd się weźmie na to pieniądze.

Jak zrobić, żeby podwyższyć renty i emerytury, rolnikom dać tyle euro, ile dostają rolnicy francuscy, podwyższyć minimalne wynagrodzenie, podnieść pensje nauczycieli, pielęgniarek i lekarzy, KRUS zostawić po staremu i dalej fundować nawet najbogatszym rolnikom emerytury i usługi zdrowotne, jakość tychże usług zdrowotnych podnieść do poziomu zachodniego, a do tego: nie podwyższyć podatków bezpośrednich czy pośrednich.

A, jak mawiał tow. Gomułka, z pustego i Salamon nie naleje. Nie naleje ani Salamon, ani Salomon, ani nawet Jarosław Kaczyński czy Janusz Śniadek.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.