Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Bo kiedy słucham tych wszystkich demagogicznych haseł premiera, który choć dobrze wie (mam nadzieję), że nie ma racji, to ruga kogo wlezie - opozycję, ekspertów - to nóż mi się w kieszeni otwiera. Krzyczy premier, że eksperci (choć w jego ustach brzmi to: ,,eksperci", albo ,,pożal się Boże eksperci") sugerują rozwiązania, które sprowadzają się do tego, żeby biedni wzięli na swoje zmęczone barki koszty utrzymania bogatych i ich dotychczasowego wysokiego poziomu życia.

Nie wiem jakich ekspertów pan premier ma na myśli. Może jego służby prasowe analizują tylko Fakt i SuperExpress, a nie poważną prasę. Ale mi się wydaje, że to właśnie do zniesienia oczywistej niesprawiedliwości nawołują eksperci.

Żeby zarabiający 1200 zł miesięcznie samozatrudniony fryzjer nie płacił kilkukrotnie więcej składek niż bogaty rolnik, który często jest jednocześnie przedsiębiorcą z milionami na koncie. A przecież to właśnie ten rolnik płaci składkę na ubezpieczenie społeczną w śmiesznej wysokości raz na kwartał, a składki zdrowotnej nie płaci w ogóle. Bo za jego emeryturę i leczenie płaci państwo z podatków i składek ściągniętych od fryzjera. Kilkanaście miliardów rocznie. Jeśli to jest ta sprawiedliwość, o której krzyczy pan premier, to czuję się jako wyborca oszukany.

Nie jest też sprawiedliwe, żeby ze ściąganych ze mnie danin publicznych fundowane były emerytury 40-letnim emerytowanym policjantom oraz finansowanie zatrudnienia nowych policjantów, którzy tych ,,emerytów" muszą zastąpić.

Nie jest sprawiedliwe, że ,,tort" pieniędzy przeznaczonych na renty musi być dzielony między zbyt dużą rzeszę rencistów, bo jest wśród nich masa osób, które rentę - często bezterminowo - dostały wbrew zdrowemu rozsądkowi, często korumpując lekarzy orzekających. I nie wiedzieć czemu, nikt nie chce tego ruszyć. A przecież jest to taka sama kradzież i rozbój jak wyrwanie torebki staruszce. Amatora cudzych torebek chcemy wsadzać do więzienia. Osoby oszukujące współobywateli i państwo, pobierających nienależne im renty, chronimy. Nie pozwalamy naruszyć status quo. Dlaczego? Dlaczego rząd się na to godzi?

Dlaczego państwo jako właściciel, akcjonariusz, godzi się na to, żeby przedsiębiorstwa takie jak KGHM zaniżały wypłacaną budżetowi dywidendę lub ograniczały inwestycje, godząc się na kosmiczne żądania pracowników i związków zawodowych?

Dlaczego pan premier ma usta pełne frazesów o biednych emerytach, a zapomina, że wedle wszelkich statystyk znacznie biedniejszą grupą społeczną od emerytów są młode rodziny? Dlaczego dla młodych, którzy muszą pracować na emerytury swoje i dzisiejszych emerytów, pan premier i jego rząd nie mają żadnych propozycji? Chociażby w temacie jednego z największych problemów - budownictwa mieszkaniowego?

Takich pytań można zadać znacznie więcej. Każde z nich pokazuje sytuację dokładnie odwrotną od tej, o której krzyczał dziś z mównicy sejmowej pan premier. Bo są to sytuacje, gdy grupy silniejsze (potencjalną siłą wyborczą czy siłą wyrywanych płyt chodnikowych) zapewniają sobie chore przywileje kosztem grup słabszych i biedniejszych.

Więc niech mnie, wyborcy, pan premier Tusk nie traktuje - jak Jacek Kurski - jak ciemny lud. Bo dziś ostatecznie już przestałem premiera Tuska i jego demagogiczną paplaninę ,,kupować". Bo owszem, mogę zaakceptować ,,kupowanie czasu" przy pomocy wyższego VAT. Ale w obecnej formie jest to kupowanie czasu, żeby dotrwać do okresu szybszego wzrostu gospodarczego, który zapewni wyższe wpływy do budżetu. A ja jestem skłonny finansować tylko czas na reformę strony wydatkowej budżetu. Bo za kilka lat sinusoida koniunktury znów poleci w dół i znów będziemy mieć dziurę budżetową.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.