Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

A Ty jesteś z jakiego pokolenia? Nie pamiętasz PRL w ogóle? Co ''sprzedali'' ci rodzice? Martyrologię czy groteskę? A może jest jeszcze inaczej? Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Jako osoba urodzona w 1991 roku z peerelem nie mam nic wspólnego- oprócz tego, że podobno nie było jeszcze wtedy jednorazowych pieluch, co było udręką dla moich rodziców.

Od matki wiem, że męczące było stanie w kolejkach - z dziećmi, czy bez dzieci, w każdym razie musiała stać godzinami. Podobnie jak jej matka, a moja babka. Prawdopodobnie to właśnie najbardziej dawało im się we znaki. Od rodziców wiem o działalności esbeków. Mój ojciec miał z nimi kontakt raz, ale jemu nie mogli niczym zagrozić, bo nie miał wtedy jeszcze rodziny, był wolnym strzelcem i żeglarzem.

Mogę się tylko domyślać, co działo się z ludźmi, którzy te rodziny mieli, jak również stanowiska, pracę i nadzieje - i w pewnym momencie na ich drodze stawało SB i szantażowało. Wiem, że istniały w zasadzie dwie drogi do wyboru: podpisanie lub nie podpisanie papierów. Wiem też, że tym podpisom wcale nie można wierzyć, bo często były podrabiane. To brzmi jak świat pełen wszelkiego zła: szantaży, grozy, korupcji, donosicielstwa. Chyba tak wtedy było, mogę się tylko domyślać.

Z innych opowieści znam inny PRL. To czasy cenzury oraz działalności zespołów punkowych. W Polsce istniał urząd cenzora, który mógł nie dopuszczać do wydania piosenek o treściach nie zgadzających się z polityką władz. Również na lekcji historii nauczyciel opowiedział nam (mojej klasie) zabawną historyjkę z tych czasów (jedną z wielu). Żona napisała do męża siedzącego w więzieniu list. Przeszedł on przez ręce cenzora, w związku z czym do męża dotarł w nieco zmienionej wersji. Zamiast: 'Wojtuś już siedzi' - cenzor poprawił na 'Wojtuś już został internowany'. Żona pisała o dokonaniach ich małego synka... Cenzor słowo 'siedzi' skojarzył z internowaniem i uznał za niestosowne. To przykład absurdu PRL.

Na lekcjach historii nasz nauczyciel często rozwlekał się na temat tego, jak żyło się w komunie. Zazwyczaj opowiadał nam podobne, nieprawdopodobne historyjki. Dowiedzieliśmy się więc o funkcjonowaniu kartek żywnościowych, o braku papieru toaletowego, o braku wszystkiego, pustych półkach. O tym, że towar 'rzucano': jednego dnia w sklepie była kasza, innego mięso. Poza tym istniały Peweksy - sklepy walutowe z zagraniczną odzieżą. Wszyscy ci, których nie było stać tam na zakupy, chodzili w szarych, bezkształtnych ubraniach. Znane marki PRL to fiat 126p, lody bambino i oranżada w butelkach ze specjalnym kapslem. Jeśli chodzi o budownictwo (które można podziwiać do dziś, na przykład na wsiach, gdzie stoją okropne bloki popegieerowskie) - to wszystko było betonowe, zbudowane z płyt, szare i odrażające. W zasadzie to na podstawie tych przekazów mogę sobie wyobrazić tylko szary, brudny świat, w którym każdy musiał dawać sobie radę jak mógł. Jeśli nie dawał sobie rady, to po pracy (bezrobocie wynosiło 0 proc.), siadał przed TV i oglądał program pierwszy telewizji publicznej. O ile miał telewizor, lub mieli go sąsiedzi.

Na pewno PRL nie jest okresem w historii, w którym chciałabym się urodzić. Po Okrągłym Stole, Planie Balcerowicza i tych wszystkich ważnych wydarzeniach żyje się o niebo lepiej, jestem tego pewna. W każdym razie wiele dowiedziałam się od rodziców, w szkole oraz od innych, przypadkowych osób. Nie mogło mnie to ominąć, skoro urodziłam się w mieście będącym kolebką Solidarności.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.