Mówi głośno, co inni szepczą, ma w 100 proc. rację, wielu uważa jak Palikot, PO to tchórze... Odtniutniajcie się od Palikota...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Odtniutniajcie się od Palikota

Uważam, że dla życia społecznego na świecie najgroźniejsze są obecnie trzy rzeczy: po pierwsze - poprawność polityczna, która nie pozwala expresis verbis powiedzieć łobuzowi, że jest łobuzem, kłamcy, że jest łgarzem, gangsterowi, że jest bandziorem: po drugie - PR, ten mechanizm sprawia, że przeciętny obywatel praktycznie pozbawiony jest możliwości poznania człowieka, któremu powierza swój los, bo nie ma z nim kontaktu nawet za pośrednictwem mediów, bo te prezentują mu fantomy wykreowane przez specjalistów od PR; po trzecie - wypaczone dziennikarstwo, w którym chodzi tylko sensację, bo to pompuje nakład, naganiając reklamodawców. Stąd brak w naszych mediach informacji, merytorycznych dyskusji, tłumaczenia przeciętnym ludziom jakie dla nich skutki mieć będą inicjatywy różnych partii i poszczególnych polityków.

Stąd podczas telewizyjnych tzw. dyskusji powszechnie uprawianie przez dziennikarzy napuszczanie na siebie dyskutantów, żeby zamiast dyskutować skakali sobie do oczu. Bo wtedy jest show, wtedy jest - zdaniem tych pseudodziennikarzy - oglądalność.

A teraz o Januszu Palikocie. On jako jedyny, a w każdym razie jeden z nielicznych, nie przejmuje się tą poprawnością polityczną i nazywa rzeczy po imieniu. Na przykład jego wypowiedź o krwi na rękach świętej pamięci Lecha Kaczyńskiego to reakcja na stwierdzenie jednego z aktywistów PiS'u, że krew jest na rękach Tuska, co jest jakąś ekwilibrystyczną, a w dodatku zupełnie nieuprawnioną, bo kłamliwą metaforą.

I niniejszym protestuję przeciwko: poprawności politycznej, PR, dziennikarskiemu skundleniu. Próbom zamknięcia ust Januszowi Palikotowi. Andrzej K. Magnuszewski, Warszawa

Mówi głośno, co inni szepczą

Debata, jaka rozgorzała po wypowiedzi Posła Palikota jest bardzo pożyteczna dla polskiego społeczeństwa obywatelskiego. Ujawnia bowiem, że polityczna poprawność elit coraz częściej ma mało wspólnego z polityczną wrażliwością społeczną i że społeczeństwo nie jest całkowicie pozapolityczne i niezainteresowane sprawami publicznymi.

Opinia, iż Palikot powiedział głośno to, co miliony myślą i mówią po cichu, jest może ilościowo przesadna, ale merytorycznie właściwa. Nie może być tak, że poprawność hamuje dyskusję nad właściwym lub niewłaściwym, odpowiedzialnym lub nieodpowiedzialnym postępowaniem polityków.

Działania Lecha Kaczyńskiego przed katastrofą miały cechy teatru politycznego i wpisywały się w zbliżającą się kampanię prezydencką. Szeroki udział przedstawicieli różnych opcji politycznych miał prawdopodobnie tę samą przyczynę. Nie zgadzam się - prawdopodobnie jak wielu innych obywateli - przy całym współczuciu dla ludzkiego wymiaru tragedii, jaką był 10 kwiecień - by dorabiać do niej post factum coraz bardziej rozbudowywaną polityczną martyrologię. dr Piotr Broda-Wysocki, Instytut Politologii UKSW

Popieram Palikota i nie tylko

To hipokryzja wylewa pomyje na głowę posła Palikota za to, że myślą tak samo jak on. To, co robią posłowie PiS wraz ze swoimi zwolennikami, jest niczym innym, jak czystą zadymą polityczną. Na przykład Beata Kempa stwierdziła, że Komorowski, gdyby był katolikiem, nie usuwałby krzyża. Kto tę panią upoważnił do wypowiadania się na temat wiary prezydenta elekta, a ponadto z tej wypowiedzi wyziera coś jeszcze gorszego "...jeśli nie będziecie robić tak, jak my chcemy, okrzykniemy was niedowiarkami, ateistami, zaprzeczymy waszemu patriotyzmowi...", słowem "wszystkie chwyty dozwolone", bo Polska jest najważniejsza.

Klub parlamentarny PiS dąży do powołania parlamentarnej komisji do wyjaśnienia katastrofy 10 kwietnia. Od 10 kwietnia do dziś wypowiadały się już na temat katastrofy całe tabuny mniej, lub bardziej eksperckich ekspertów, którzy zrobili już całkiem niezły mętlik w głowach przeciętnych zjadaczy chleba. Media szukają sensacji, politycy szukają kapitału politycznego dla siebie i z całej tej wrzawy dosłownie nic nie wynika.

Ponieważ nie jestem znawcą lotnictwa, a tym bardziej katastrof lotniczych, po upływie tych trzech miesięcy i wysłuchaniu tylu mądrych i mądrych inaczej wypowiedzi wiem, że chciałbym, aby ktoś odpowiedział mi na kilka prostych pytań:

Skoro procedury lotnicze przewidują, iż pilot nie ma prawa zejść poniżej 100 metrów, jeśli nie widzi pasa startowego, bez względu na to, czy przysłania go mgła naturalna, czy też sztuczna, kto i w jaki sposób nakłonił załogę samolotu, aby popełniła to przestępstwo?

Jeśli, jak to ujął jeden z ekspertów, gdyby nawet w tych warunkach załodze samolotu jakimś cudem udało się szczęśliwie wylądować, to i tak po powrocie do kraju powinni stanąć przed sądem pod zarzutem sprowadzenia zagrożenia życia 96 osób, w tym pary prezydenckiej, kto i jakimi argumentami wymógł na załodze podjęcie tej zabójczo-samobójczej próby?

Tajemnicą poliszynela jest, że śp. prezydent Lech Kaczyński ważniejsze decyzje konsultował ze swoim bratem. Czego dotyczyła rozmowa przez telefon satelitarny braci Kaczyńskich na kilkanaście minut przed katastrofą? Czy aby nie kwestii trudnych warunków lądowania?

Aby dojść do kokpitu należało przejść przez salonkę prezydencką. Ostatnie odczyty głosów zapisanych na taśmach "czarnych skrzynek" dowodzą, że do kokpitu wchodziły i wychodziły różne osoby. Zatem te osoby wchodziły tam za wiedzą i zgodą Prezydenta, czy na jego polecenie? I jaki był cel tych wycieczek?

I na koniec, nikt nie zająknął się na temat, czy lokalizacja krzyża postawionego przed pałacem prezydenckim została z kimkolwiek uzgodniona (pisząc "kimkolwiek" mam na myśli kompetentny urząd). Jestem pewien, że każdy krzyż postawiony przez kogoś innego w innych okolicznościach, bez zgody władz miasta zostałby już dawno usunięty. Wojciech Łyszkowski

Polegli? Na jakiej wojnie!

Lech Kaczyński ma krew na rękach! Tak powiedział Janusz Palikot, ale gdzie byli ci wszyscy moraliści (szczególnie pisowscy) gdy zwolennik Jarosława Kaczyńskiego na antenie TVP w czasie najlepszej oglądalności wygłaszał podobne opinie o premierze? Padały tam jeszcze inne opinie, oczywiście niezależne (tzw. głos ludu), oficjalnie niepisowców, ale... czy takich poglądów nie suflują od czasu katastrofy propisowscy publicyści, kler i sami politycy PiS?

Czy przez swoją śmierć w katastrofie L. Kaczyński wyszlachetniał? PiS ucywilizował się? Nie! To nadal jest ta sama partia: nacjonalistów, obskurantów religijnych, pseudomoralistów, gotowych obrócić kota ogonem, powiedzieć swoim wyborcom wszystko co chcą usłyszeć, a potem twierdzić, że się tego nie mówiło.

Jarosław Kaczyński mówi: POLEGLI. Ja się pytam na jakiej wojnie? W walce przeciwko Tuskowi i Platformie?

Każdy pragnąłby, aby śmierć naszych bliskich miała jakiś sens. Problem w tym PO CO PREZYDENT TAM LECIAŁ ZE SWOJĄ ŚWITĄ? Skoro premier reprezentował nasz kraj na OFICJALNYCH obchodach trzy dni wcześniej. Uwiarygodnić się wyborczo? Po co taka wielka świta? Tylu najwyższych rangą oficerów? Chyba by pokazać Tuskowi nędzność i nieprawomocność jego reprezentacji.

W końcu tylko PiS reprezentuje Polskę Prawdziwą. Tą od AK i Powstania. Tusk dla PiSu i jego wyborców reprezentuje chyba tylko swojego dziadka z Wehrmachtu i WSI.

Przy takim postawieniu sprawy nie dziwi reakcja pisowców na słowa prałata Suchego - pretensji do Najwyższego dlaczego ta katastrofa się nie wydarzyła w środę, wtedy gdy leciał Tusk. Wtedy zginąłby wnuk dziadka z Wehrmachtu i jego pomagierzy, a nie polska elita.

Platforma jako partia zachowuje się haniebnie tchórzliwie i zasługuje na swój nędzny los pisowskiego chłopca do bicia.

Jak każdy polityk Lech Kaczyński i jego przyboczni podlegają ocenie. Kryterium powinny być rzetelność naukowa, ocena skutków ich działań, korzyści dla kraju. Sławek Burkusz

Wielu uważa jak Palikot

Moim zdaniem Janusz Palikot wyraża opinię sporej części Polaków. Sama nie mam zwyczaju wyrażać się w sposób tak brutalny, ale w sytuacji powszechnej obłudy i kłamstw, może nie ma innej opcji, jak tylko "walić między oczy".

Może właśnie taki ktoś jest potrzebny, by zadawał niewygodne pytania, konstruował wątpliwości - ma prawo. A jeżeli się myli, to powinien otrzymać udokumentowane wyjaśnienia. Jednak, jak na razie, nikt niczego nie wyjaśnia, tylko się oburza? Może chcielibyśmy znać odpowiedzi na te pytania. Urszula Kowalska

Tylko bez kultu jednostki

W pełni zgadzam się z tym co napisał Eustachy Rylski. Zmasowany atak na Janusza Palikota jest wynikiem stosowania niesłusznej zasady: "O zmarłych mówi się tylko dobrze lub nie mówi wcale". Tymczasem zasada ta służy do maskowania prawdy, tworzenia kultu jednostki. Tę zasadę zastosowali komuniści tworząc kult zmarłego Stalina.

To zastosowanie tej zasady przez PiS i jej zwolenników przyczyniło się do sukcesu wyborczego Jarosława, którym tak zachwycają się politycy i publicyści. Platforma miała zakneblowane usta.

Palikot zareagował na wypowiedź Jarosława Kaczyńskiego, że trzeba rozliczyć moralnie tragedię smoleńską. I nie myślał o swoim bracie. Tą wypowiedzią poparł wypowiedzi jego zwolenników, że Tusk ma krew na rękach. Wypowiedź Kaczyńskiego pozostała bez echa. Dlatego wymagała odważnej wypowiedzi. Zwolennicy PIS oburzają się, bo usłyszeli słowa prawdy podzielanej przez ogromną część społeczeństwa. Lucjan Achremowicz

W 100 proc. zgadzam się z panem Palikotem!

Tragedię smoleńską wywołały ambicje polityczne Jarosława Kaczyńskiego, który zmontował wyjazd całej ekipy na zasadzie przytłumienia sukcesu Tuska po spotkaniu z Putinem. I z kalkulacją: "Tam był Tusk z garstką, a tu, patrzcie, Prezydent i cały tłum oficjeli!" I dlatego teraz mówi o tych, którzy tam zginęli w nieszczęśliwym wypadku w sposób charakterystyczny: POLEGLI. Tak, polegli w tej walce którą żądny sławy Jarosław Kaczyński wypowiedział Rządowi. Ale czemu musieli też zginąć Ci, którym wcale nie było "po drodze" z planami Kaczyńskiego? Tadeusz Zamorski, Katowice

PO to tchórze

Chciałabym krótko i zwięźle wyrazić swoje poparcie dla pana Palikota. Ludzi, którzy myślą jak on o zmarłym prezydencie, jest wielu. A on miał odwagę to powiedzieć. Miał odwagę bronić zgwałconej przez policjanta studentki wbrew naszej polskiej tradycji, która przyznaje większe prawa mężczyznom. I miał odwagę zrobić kilka innych rzeczy, których boją się zrobić nijacy i mało inteligentni polscy politycy. A jego kochani koledzy są tylko w stanie się od niego odcinać, bo są tchórzami, podobnie jak tchórzami są członkowie PO, kiedy nie bronią Komorowskiego przed PASKUDNYMI atakami ze strony Kościoła.

Jeśli Palikot odejdzie z PO, będę głosować na jego partię, bo PO to centroprawicowa Zupa Nic, która nie satysfakcjonuje nikogo, a jednoczy tych, którzy nie są ekstremistami i boją się powrotu rządów PiS. Jedno, co umieją, to straszyć studentów że wprowadzą czesne za studia dzienne, potrafią jeszcze nie likwidować KRUSu, dopłacać do górnictwa oraz ulegać lobby tytoniowemu. Po co komu taka partia? Agata Rygielska

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Roman Imielski poleca

Przydatne linki

Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem