Czy będą jeszcze inteligenckie domy, gdzie na półkach zobaczymy wielkie dzieła literatury polskiej i światowej, które się zna, ciekawe płyty i albumy z reprodukcjami dzieł sztuki, czy też przestrzeń wypełnią tylko wielki na pół ściany telewizor i inne elektroniczne gadżety? A książki się w niej nie uświadczy? Oto do jakich refleksji skłoniła mnie tegoroczna matura z polskiego...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Takie będą Rzeczypospolite, jakie ich młodzieży chowanie - nieprzypadkowo od tych właśnie słów zaczynam. Banalne hasło - powie ktoś, bo kojarzy mu się ono ze szkolną gazetką ścienną, kurzem pokrytą. Słowa te jednak zakurzone nie są! I wpisują się idealnie w kontekst ostatniej matury z języka polskiego.

Egzamin, który zwalnia z czytania

Egzaminu państwowego, który można zdać nie przeczytawszy ani jednej lektury! Egzaminu, który napisałby gimnazjalista! Egzaminu, na którym wystarczy uzyskać zaledwie 30 proc. punktów, by zaliczyć (czyli 21 na 70)! Egzaminu, w którego pierwszej części jest tzw. test czytania ze zrozumieniem, a w drugiej wypracowanie z załączonym zawsze fragmentem tekstu literackiego, często nawet bez odniesienia do całości lektury, do epoki zaś, z której dzieło wyrasta, nigdy!

Egzamin ten można zdać nawet wtedy, gdy upstrzony jest on błędami ortograficznymi jak przepiórcze jajo kropkami! Egzamin teoretycznie służący wyrównywaniu różnic edukacyjnych, a tak naprawdę je pogłębiający, bo często zdają go ci, którzy naprawdę nie powinni.

Egzamin, który nie wymaga od młodego człowieka prawie żadnej wiedzy humanistycznej. Który zwalnia z czytania. Który napisaliby uczniowie 1 klasy liceum (po roku nauki) bez problemu, a nawet i gimnazjaliści z 3 klasy. Egzamin najłatwiejszy spośród wszystkich egzaminów maturalnych. Niestety!

Wychowanek seriali i tabloidów

Nasuwa się zatem pytanie, jacy będą młodzi Polacy? Ze szczątkową wiedzą humanistyczną, czyli de facto, wiedzą o człowieku, świecie, zjawiskach i procesach rządzących społeczeństwami, ludzkiej naturze, historii, własnej tożsamości. Od początku wpychani w formę schematów, kluczy, modeli odpowiedzi, 250 słów (tyle wystarczy, by zdać maturę z polskiego!). Jakie będzie ich nastawienie do państwa, innych ludzi, ich świadomość obywatelska, historyczna, wreszcie ich tożsamość w świecie zglobalizowanym, którego oblicze kreują media, pop-kultura, konsumpcja? Na kogo wyrośnie człowiek, jeśli jego charakter, myślenie i wiedzę o świecie kształtują internet, seriale i tabloidy?

Edelman to gestapowiec

Czy nie powinna nas skłonić do głębokiej refleksji postawa ludzi młodych, dla których getto, łagier i obóz koncentracyjny to to samo! A Marek Edelman to gestapowiec! Tyle bzdur, przeinaczonych, pisanych z kompletnym niezrozumieniem wypracowań, można było przeczytać w tym roku poprawiając prace maturzystów.

Temat o godnym życiu i godnej śmierci w czasach Zagłady w odniesieniu do "Zdążyć przed Panem Bogiem" H. Krall, temat niełatwy, stał się źródłem ogromnych nadużyć ze strony piszących, wynikających po pierwsze: z braku znajomości lektury, po drugie: z kompletnego nierozumienia czytanego tekstu (załączonego), po trzecie: z braku podstawowej wiedzy historycznej, po czwarte: z trudnej formy utworu (pogranicze reportażu i wywiadu). Wszystko to razem sprawiło, że przyszło nam czytać wypracowania, z których biły totalna bezradność piszącego wobec tematu oraz brak elementarnej wiedzy i wrażliwości. Efekt - dużo oblanych matur (uczniowie nie uzyskali nawet 21 punktów!).

Gdyby Marek Edelman żył, gdyby przeczytał to wszystko, gdyby zobaczył ten przerażający brak świadomości historycznej dużej części młodego pokolenia, nietrudno wyobrazić by sobie chyba było jego emocjonalną reakcję. A może i przerażenie i gorycz. Wszak to, co powypisywali niektórzy uczniowie, było po prostu głęboko nieetyczne!

Pogardliwie o historii

I tu pojawia się następny istotny problem - podejście młodzieży do historii jak nauki i jako przedmiotu szkolnego. Historia to jeden z najmniej lubianych przedmiotów, wiedza bardzo niechętnie przyswajana przez uczniów, przedmiot uważany za nudny, niepotrzebny, wręcz zbędny. I naprawdę trudno jest im wytłumaczyć, że bez znajomości historii (choćby podstawowej) nie można być ani świadomym swojego pochodzenia i tradycji człowiekiem, ani obywatelem, ani Polakiem.

Polonistom i historykom nie jest łatwo uczyć dziś swoich przedmiotów. Podejście do wiedzy humanistycznej jest, w najlepszym razie, neutralne, często zaś pogardliwe, lekceważące, nawet momentami agresywne. A przecież jest to wiedza o świecie! Tym, który nas otacza, w którym żyjemy, o całej sferze kultury i duchowości także! Jakie będzie kiedyś nasze społeczeństwo, jeśli uczniowie klas nie-humanistycznych (matematycznych, biologicznych, językowych i in.) interesują się polskim minimalnie i to tylko dlatego, że trzeba go zdać na maturze, a historię traktują jak zło konieczne i wystarcza im zaledwie dopuszczający?! Jaka będzie polska inteligencja za 5, 10 lat?

Inteligencki etos niepotrzebny?

Czy wśród lekarzy, prawników, inżynierów będą prawdziwi inteligenci, humaniści, ludzie mający szeroką wiedzę ogólną? Czy tylko wąsko wyspecjalizowani w swoich dziedzinach pracownicy, pozbawieni etosu (etos inteligencki - co to w ogóle jest?), nastawieni wyłącznie na zarabianie pieniędzy i przyjemne życie sybaryci? Innymi słowy - czy będą jeszcze inteligenckie domy, gdzie na półkach zobaczymy wielkie dzieła literatury polskiej i światowej, które się zna, ciekawe płyty i albumy z reprodukcjami dzieł sztuki, czy przestrzeń domu wypełniona będzie elektronicznymi gadżetami, takimi jak wielki na pół ściany telewizor, super nowoczesny komputer i inne, za to książki w niej nie uświadczy?

Czy będzie jeszcze można mówić o warstwie inteligenckiej, czy społeczeństwo zostanie całkowicie zunifikowane, a o pozycji społecznej będzie decydować wyłącznie stan konta? Czy wpływ na losy naszego kraju będą mieli ci, co mają coś mądrego do powiedzenia i zaoferowania, czy może ci, którzy mają duże pieniądze? (chociaż właściwie, czyż już tak nie jest?).

Oto do jakich refleksji skłoniła mnie tegoroczna matura z polskiego, matura, przy której pracowałam jako egzaminator już po raz czwarty. Matura, po której pozostały mi też po raz czwarty, moralny dyskomfort i niesmak, pomimo rzetelnie i odpowiedzialnie wykonanej pracy.

Rodzi się więc pytanie: dokąd zmierza polska szkoła? Jakie będzie oblicze naszej edukacji? Jaka będzie polska młodzież? Dużo można by tu jeszcze pisać, np. o roli gimnazjów w edukacji, o maturze ustnej z polskiego (to dopiero jest temat!), o upadku kultury osobistej w społeczeństwie, ale to zagadnienia na osobną wypowiedź.

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem