Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List-artykul Marty Konarzewskiej: "Jestem nauczycielką i jestem lesbijką.

Podziwiam Pani determinację. Zrodziła ją sytuacja, nie do pozazdroszczenia. Nie ma tu, broń , Boże!, żadnej Pani winy. Jest mi Pani Osobą bliską, bo wiele lat uczyłem języka polskiego - też w Łodzi, też w szkołach średnich.

Z innych powodów przeżyłem podobny dramat. Znalazłem się w mniejszości, która broniła bezpartyjnego dyrektora przed partyjną nagonką. Wtedy, w latach 70., takie osoby przegrywały. W sytuacji dyskomfortowej odszedłem ze szkoły - dla własnego dobra, rozumianego jako spokój, bezpieczeństwo, brak zagrożenia; co jest dla naszej psychiki nauczycielskiej nie bez znaczenia.

Znalazła się Pani w podobnej sytuacji. Gdy mówimy o szkole jako instytucji kulturotwórczej, mamy na myśli nie "kokon wartości", lecz system wartości, którego podstawę stanowi światopogląd. W szkole nauczyciele nie "grają udatnie normy", są ich autentycznymi nosicielami, naturalnie bez hipokryzji, udawania. Takie fałszywe postawy młodzież szybko wyczuwa i wychowawczo jesteśmy spaleni, przestajemy być wychowawcami. Nic tak nie przekonuje jak osobisty przykład. "I tu leży pies pogrzebany" - zaczynamy mówić o normie społecznej, o tolerancji itd. Bułgarzy mają takie przysłowie: "Nauczyciel jest albo dobry, albo zły". Polonistce nie będę tłumaczył, co jest normą.

Rozumiem Panią doskonale, gdy czytam: "Nie chcę być narzędziem ideologii". Z innych powodów (politycznych) nie chciałem być narzędziem ponad 30 lat temu. Dziś pedagog nie jest narzędziem jak dawniej. Ma pani promotora w osobie redaktora, otwarte łamy prasy. Ma pani wybór: publicystyka, praca naukowa, ruch feministyczny. Niestety, szkoła, dyrektor, nie mogą nie liczyć się z opinią publiczną, z opinią komitetu rodzicielskiego. A już na pewno muszą wiedzieć, co to jest "relatywizm moralny". Tu dyskusji w szkole być nie może: Moralność to nie jest pojęcie relatywne.

Za nic Pani nie potępiam, nie robi Pani nic złego, przyznając się do własnej osobowości. Podziwiam Panią za odwagę, za otwartość i szczerość. To na pewno się podoba Pani wychowankom. Ale na Pani miejscu rozważyłbym odejście do innego zawodu. Dla własnego dobra. A uczniowie takich Osób nie zapominają nigdy. Mam 70 lat i wiem o szkole wiele. Leon Sikorski, Łódź

Tolerancja jest możliwa!

Też jestem nauczycielką (z mężem i dwójką dzieci). Mieszkam w Holandii i pracuję w szkole międzynarodowej. Wśród naszego personelu są geje i lesbijki (również na menedżerskich stanowiskach) i nikomu to nie przeszkadza. Tolerancja jest możliwa!

Przestańmy się interesować orientacjami seksualnymi innych ludzi a skupmy się na ich wartościach. Niestety polska mentalność potrzebuje porządnego 'przewietrzenia' mózgów, aby dołączyć do XXI wieku. Tylko dzięki takim osobom jak pani Marta można zmienić ten opłakany stan rzeczy. Życzę jej wiele siły i odwagi w stawianiu czoła polskiej bigoterii, zaściankowości i zwykłej głupocie. agata

Nie powiedziałby, że mamy kilka kotów, a co dopiero, że jest gejem

Mój mąż jest nauczycielem, zna środowisko szkolne od podszewki i wie, że nawet gdyby go zarzynali, nie powiedziałby o tym nigdy, gdyby był gejem.

Nie powiedziałby nigdy nic, co odstaje od normy, nawet rzeczy mniejszego kalibru - choćby to, że mamy kilka kotów. Nawet taka mała rzecz wywołuje w środowisku nauczycielskim dezaprobatę.

Autorka artykułu wykazała się wielką odwagą, można powiedzieć, że poświęciła siebie dla wyższych celów. Nie każdy tak potrafi, i dlatego należy się jej wielki szacunek. afryka

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.