Nie miałem dziadka w Wehrmachcie, bo moi obydwaj dziadkowie byli w Wehrmachcie. Mój wujek był w SS (jego kości bieleją gdzieś na wschodzie). Jeden z moich wujków bronił Monte Cassino, a inny walczył w bitwie o Anglię. Kocham swój kraj. Znam go. Znam polską kulturę, sztukę. Wiem, kto to Zanussi i ksiądz Twardowski. Jestem dumny z polskiego papieża i z Roberta Kubicy. Ożeniłem się z Polką...
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jakiego patriotyzmu dziś Polacy potrzebują? Czy czujemy się dumni z tego, że jesteśmy Polakami, i jak to wyrażamy? Zapraszamy do dyskusji. Piszcie: listydogazety@gazeta.pl

"Gazeta" rozpoczęła dyskusję o polskim patriotyzmie. Podoba mi się ten temat. Myślę sobie, że nie wystarcza powiedzieć o sobie: "patriota" - aby nim zostać. To miano zyskuje się w czasach próby. O taki czas jednak dzisiaj trudno (i dobrze!), jak więc udowodnić sobie, że się jest patriotą?

Przeczytałem kiedyś książkę Bronisława Komorowskiego o jego życiu. Inspirująca lektura, która wzbudziła we mnie uczucie zazdrości. Przede wszystkim jego rodzina. Tradycje, wielu znanych Polaków, patriotów, którzy swoim życiem udowodnili miłość do Ojczyzny. Ja nie mogę się czymś takim pochwalić.

Jestem Polakiem, ale urodziłem się w niemieckiej rodzinie. Moi rodzice, dziadkowie, krewni byli (są Niemcami). Nie miałem dziadka w Wehrmachcie, moi obydwaj dziadkowie byli w Wehrmachcie. Mój wujek był w SS (jego kości bieleją gdzieś na wschodzie). Jeden z moich wujków bronił Monte Cassino, a inny walczył w bitwie o Anglię (nie był pilotem, tylko pracował w obsłudze naziemnej).

Jednak moi rodzice i dziadkowie urodzili się dokładnie w tym samym miejscu, w którym i ja się urodziłem. W Raciborzu. Tylko że oni urodzili się w Niemczech, a ja w Polsce. Do przedszkola mówiłem wyłącznie po niemiecku. Pamiętam, gdy byłem małym szkrabem, mieliśmy w szkole uroczystość z okazji "wyzwolenia" mojego miasta przez Armię Czerwoną. Wystąpił kombatant, który stwierdził, że jest najstarszym mieszkańcem Raciborza, bo przybył tu już w kwietniu 1945 r. Ja, nie znając kontekstu, odparowałem, że to nieprawda, bo mój tata jest raciborzaninem od 1937 roku (wtedy się urodził), a moja babcia od 1896 roku (wtedy się urodziła). Na szczęście byłem mocno małoletni, bo moja wypowiedź nie została przyjęta z entuzjazmem. Jednak, mimo że nie miałbym szansy zostać polskim prezydentem, uważam siebie za dobrego polskiego patriotę. Udowodniłem to swoim życiem.

Z mojej klasy z podstawówki wyjechało do Niemiec ok. 80 proc. moich kolegów i koleżanek. Z ogólniaka, jakoś tak połowa. Ja jednak, mimo że mam wszystkie potrzebne do emigracji papiery, nigdy na taki pomysł nie wpadłem. Moi koledzy i znajomi czynili cuda, żeby sobie jakiegoś dziadka z Wehrmachtu znaleźć. Żenili się lub wychodzili za mąż fikcyjnie nawet, by się z Polski wynieść. W latach 80. nie było u nas ciekawie. Emigracja była niekiedy jedynym wyjściem by wyrwać się ze skrzeczącej rzeczywistości. Wyjechała moja siostra. Skończyła w Niemczech studia, ułożyła sobie życie, po czym wróciła ze swoim niemieckim mężem i nieźle sobie w Polsce radzą. Ja jednak nigdy nie miałem zamiaru z Polski wyjechać. Może dlatego, że jestem nieudacznikiem i nie miałem odwagi. Być może. Lecz w Polsce prowadzę niedużą firmę, gdzie zatrudniam 7 osób i na razie nieźle mi się wiedzie.

Czasami spotykam moich starych kumpli. Zazwyczaj pierwsze pytanie brzmi: to gdzie teraz mieszkasz? Odpowiadam, na takiej i takiej ulicy. A oni, no dobra, ale w Niemczech gdzie mieszkasz. Gdy dowiadują się, że nigdy tam nie mieszkałem, są zaszokowani. To jak to, ty, który miał całą rodzinę w Niemczech, gadałeś po niemiecku, a nawet masz niemieckie nazwisko zostałeś w Polsce?! Coś tak czuję, że czasami uważają mnie za nienormalnego.

Ja jednak jestem normalny. Kocham swój kraj. Znam go. Władam perfekcyjnie językiem polskim i znam większość jego niuansów. Znam polską kulturę, sztukę. Wiem, kto to Zanussi i ksiądz Twardowski. Jestem dumny z polskiego papieża i z Roberta Kubicy. Ożeniłem się z Polką i trochę musiałem przekonywać jej rodzinę, żeby mnie zaakceptowali (z moją było łatwiej od momentu, gdy ją zobaczyli). Jednak mnie zaakceptowano i nigdy nikt z nich nie podważał mojego patriotyzmu. W mojej rodzinie było kiedyś tak, że to moja żona rozważała emigrację, ja nigdy!

Mówi się, że miarą patriotyzmu w naszych czasach jest uczciwe płacenie podatków. Nie uważam tak. Jestem doradcą podatkowym i zauważyłem, że jakoś nikt nigdy nie zgłosił się do mnie po poradę, co zrobić, żeby zapłacić więcej podatków. Każdy kombinuje jak by tu zapłacić jak najmniej. Podatki płaci się nie z powodu miłości do Ojczyzny, lecz z powodu obawy przed sankcją, która grozi za ich niezapłacenie. Dobrze, że patriotyzmu nie trzeba już udowadniać. Ja myślę, że swój udowodniłem.

* proszę o zachowanie mojego nazwiska do wiadomości redakcji

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.

Przydatne linki

Więcej
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem