Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Klikaj: www.szkola20.blox.pl, pisz: szkola-20@gazeta.pl

Piszę, ponieważ chciałabym wypowiedzieć się na temat artykułu "Wikipedia zamiast szkoły", otwierający cykl "Szkoła 2.0". Pragnę wyrazić moje oburzenie tym, co wyczytałam w tym krótkim wstępie. Jestem absolwentką 8. Liceum Ogólnokształcącego im. Zofii Nałkowskiej w Lublinie. Piszecie Państwo, iż moja generacja, osoby w moim wieku, absolwenci, maturzyści nie znają życia bez internetu.

Wywodzę się z rodziny patriotycznej o silnych tradycjach, miłującej naukę i literaturę, toteż wypraszam sobie podobne insynuacje. Z internetem po raz pierwszy zetknęłam się w szóstej klasie szkoły podstawowej, natomiast czytać nauczyłam się w wieku lat czterech. Pisać niespełna rok później. Jestem osobą, dla której internet nie jest całym światem. Nie gram w gry internetowe, ze znajomymi łączy mnie Facebook (a i tak częściej po prostu spotykamy się, zamiast pisać na GG), naszej-klasy "niestety" nie posiadam.

Piszecie, że nie znam życia bez internetu. Pragnę naświetlić Wam, jak bardzo mylne jest Wasze wyobrażenie o współczesnej młodzieży. Nie rozumiem, dlaczego wszystko traktujecie po łebkach. Moją pasją jest polska literatura piękna, cenię ją jako wartość z wszech stron najwyższą, każdą książkę hołubię i marzę, by kiedyś sama stać się pisarką (w te wakacje planuję ukończyć moją pierwszą książkę). W moim pokoju zawarłam bibliotekę, w której pozycje gromadzę już od osiemnastu lat - kilka miesięcy temu naliczyłam tysiąc siedemset pięćdziesiąt dwie książki. Moje dzieciństwo toczyło się po pierwsze bez internetu, po drugie, przy ograniczonym dostępie do telewizji (jedynie "Dobranocka" o 19 na TVP1). Rodzicie mój czas dzielili pomiędzy szkołę, odrabianie lekcji, godzinę czytania, jakiś czas spędzony na placu zabaw z koleżankami. W wakacje nie wynurzałam się z piaskownicy, godzinami biegałam po osiedlu i przyrosłym doń niewielkim lesie. Dzięki temu znajdowałam czas na czytanie, na naukę, rozwinęłam talent malarski, odziedziczony gdzieś po dziadku, uczę się trzech języków i pamiętam, jakie jest prawdziwe życie.

Internet był dla mnie czymś obcym, dziwnym, pisać na klawiaturze również nauczyłam się stosunkowo późno, do dziś na klawiaturze komputera piszę czterema palcami, jednakowoż robię to błyskawicznie, w końcu każde moje opowiadanie "na czysto" powstaje w systemie mojego laptopa. Mimo, iż tak późno zapoznałam się z internetem i komputerem, mogę powiedzieć jedno, dzięki temu doceniłam wartość życia wewnętrznego, jakie od dziecięctwa rozwijali we mnie rodzice poprzez literaturę, książki piękne, pełne ideałów, jak chociażby niezapomniane "Serce" Edmunda de Amicisa.

Pokolenie '91 zna życie poza internetem, to współczesność, pęd życia, wymagania dorosłych pchają dzieci ku zatraceniu tradycji, porzuceniu prawdziwego życia. To nie nam, ludziom młodym winno zarzucać się szerzące się zacofanie intelektualne. Od coraz mniejszych dzieci wymaga się wręcz niemożliwego, znużeni rodzice, zmęczeni pracą mówią: "Nie męcz mnie, sprawdź w komputerze", uczą dzieci obsługi internetu i tak to wszystko się kończy. Owszem, wina leży po obu stronach, ponieważ część z nas wybiera internet, film, czy grę od dobrej książki, czy muzyki, rozwijania pasji. Jednak, pamiętajcie, nie wszyscy.

Pojmuję, iż mój mail pozostanie bez odpowiedzi i reakcji, najlepiej jest przecież zamknąć się na prawdę i brnąć w stereotypy, nieprawdaż? To nieodzowna cecha Polaków.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.