Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Kilka słów o sobie. Mam 44 lata, wspaniałą Rodzinę, i nie mam kredytów. Nie mam własnej firmy, zarabiam dobrze, być może niektórzy powiedzą, że bardzo dobrze. Nie pracuję w banku, jestem zawodowym menedżerem, czyli pracuję dla innych.

Jasne, że łatwo jest oceniać innych, być mądrym po fakcie. Jakie to polskie. Dołączam więc do tej reguły i kilka słów po przeczytaniu tego wstrząsającego, ale nieco jednostronnego artykułu.

Czytałem go z bardzo mieszanymi uczuciami. Miotały mną emocje i wielki smutek nad tym co stało się z Maciejem i jego Rodziną, a także złość na "wstrętne" kapitalistyczne banki, które doprowadziły do tej sytuacji; a przynajmniej taka jest teza tego artykułu. Nie mogę jednak uciec od innych pytań, których nie zadał autor, być może nie chcąc osłabiać jasnego przesłania, albo nie rzucać cienia na ofiarę, a właściwie ofiary?

Co skłania inteligentnego, znającego realia życiowe i biznesowe - prowadzi przecież własny biznes - dorosłego człowieka do takiego działania? Co powoduje, że jego najbliżsi, nie zadają trudnych pytań - Skąd się to wszystko bierze? Skąd masz (mamy) na to pieniądze? Jaki wpływ na taki finał miał kryzys?

Na wiele z tych pytań nie znajdę odpowiedzi, ponieważ mogą jej udzielić bohaterowie tego wstrząsającego artykułu, ja mogę tylko przekazać to co widzę wokół siebie i czego sam doświadczam.

Kredyt w życiu wziąłem raz na kupno domu i szybko go spłaciłem. Mimo tego, że wszelkie rachunki wskazywały na realną możliwość szybkiej spłaty, decyzja o jego wzięciu była bardzo trudna, długo wspólnie rozważaliśmy czy to zrobić, czy nas stać i co będzie jeśli rzeczywistość potoczy się inaczej.

Jednak zrobiliśmy to, i udało się. Było to jak decyzja o skoku przez niewielką szczelinę na trasie Orlej Perci na Buczynowych Turniach. Niby proste, łatwe i w zasadzie musi się udać, ALE .

To co czuję pod dość płytkim opisem w artykule, to jednak chęć posiadania więcej niż można. Pędzące otoczenie, reklamy, nowe samochody znajomych, nowe domy, egzotyczne wycieczki Chciałbym to mieć, ale nie mam. Ale jest BANK! Więc wchodzę, biorę, kupuję, MAM! A co mi tam. Biznes przecież będzie się rozwijał - przecież wszyscy wokół mówią o hossie, dam radę i MAM! Brak skromności i chęć dorównania innym w tym życiowym wyścigu szczurów. Jak łatwo nam obwiniać potem wszystkich dokoła o swoje decyzje i chęć pójścia na skróty Zawsze znajdzie się jakiś "czarny lud" który jest temu winien.

Straszny koniec tej historii nie zmienia mojego zmieszania, które odczuwam na przykład, gdy czytam o procesach wytaczanych przez palaczy koncernom tytoniowym. Dlaczego mnie nie ostrzegli, dlaczego mnie nie powstrzymali? Teraz umieram na raka, a przecież gdybym wiedział No właśnie - gdybym wiedział Jak to łatwo powiedzieć, i jak łatwo zasłonić się takim argumentem przed krytyczną samooceną - JESTEM/BYŁEM głupi

Prowadzimy wspólne gospodarstwo od 22 lat, mamy wspólne konto, razem podejmujemy decyzje. Znam wielu znajomych, którzy ze zdziwieniem się o tym dowiadywali. Mówią: ja mam SWOJE konto, SWOJE pieniądze, to jest moja prywatność i wara od tego. Cóż można i tak. Nie zdarzyło nam się żadnej ważnej decyzji w życiu podjąć bez konsultacji, uzgodnienia. Nie wyobrażam sobie, aby Żona nie zapytała mnie SKĄD miałem pieniądze gdybym przyniósł do domu nowy aparat, komputer, nie wspominając o samochodzie czy nowym domu.

Nie wiem, czy w opisywanej Rodzinie takie pytania padły, czy zadziałał bardzo prosty mechanizm. Jak jest dobrze, lepiej, to po co pytać skąd? Po co zadawać trudne pytania? Przecież to jest PRYWATNOŚĆ! Sam w swojej karierze biznesowej kilka razy przeżyłem trudne chwile. Najczęściej wtedy, gdy okazywało się, że dane jakie dostałem do oceny sytuacji są zafałszowane IN PLUS.

Jakoś tak jest, że jeśli obraz jaki dostajemy z zewnątrz jest lepszy od tego co czujemy, nie wzbudza to naszej czujności. Nie zadajemy trudnych pytań, bo po co, w końcu jest dobrze, LEPIEJ, niż myśleliśmy. SUPER! Dalej do przodu. W takiej samej sytuacji, gdy dane są gorsze, zaczynamy drobiazgowe śledztwo, zebrania, spowiedzi, raporty. Szukamy odpowiedzi DLACZEGO jest gorzej? Dlaczego więc tak często nie zadajemy takich samych pytań w sytuacji gdy jest LEPIEJ? Co powoduje że nie jesteśmy tak dociekliwi? Nie szukamy przyczyn? Pewnie psychologowie znają odpowiedź. Ja się tylko domyślam.

Bardzo możliwe, że tragiczny finał tej historii jest splotem wielu nieszczęśliwych okoliczności, być może firma miała się rozwijać i byłoby z czego spłacać raty za wszelkie posiadane i tak upragnione dobra. Ale przyszedł KRYZYS! Kolejny wytrych. Jako menedżer muszę przewidywać różne scenariusze a i tak rzeczywistość mnie zaskakuje. Dlaczego nie postępujemy tak w życiu prywatnym? Co osłabia naszą zdolność przewidywania? Czy dlatego, że nie wypada być pesymistą, że tylko przed optymistami jest przyszłość?

Obserwując różnych ludzi prowadzących swój biznes, zastanawiałem się wielokrotnie, dlaczego ja nie mam swojej firmy? Dlaczego ONI mają miliony, a ja nie? Dlaczego ? Nie mam i nie miałem dotychczas dość odwagi, bałem się ryzyka, obawy przysłaniały mi przyszłość.

Można powiedzieć, boję/bałem się, a oni zaryzykowali, dołożyli ciężką pracę i teraz MAJĄ. A ja pracuję dla nich. Poza wszystkim, cechami osobowości, czy czasami wręcz ograniczeniem w umiejętności przewidywania przyszłości, potrzebne jest jeszcze szczęcie i splot pozytywnych okoliczności.

W opisywanej historii zapewne zabrakło właśnie także szczęścia - przyszedł KRYZYS i plany się posypały. To właśnie jest to ryzyko. Czytając sporo o Amerykanach, cokolwiek by nie znaczyło to określenie, jedno powtarza się często. Oni potrafią kilka razy w życiu zaczynać od początku. Nie zabijają się, zaczynają od początku. Nas, Polaków, wychowała inna tradycja, HONOR, BÓG, OJCZYZNA i śmierć w obronie czego?

No właśnie. Trudniej może być przyznać się do błędu, do porażki i zaczynać od początku, od zera. Łatwiej po prostu skończyć ze sobą, wcześniej pisząc krwią na ścianie ostatnie przesłanie wskazując mordercę W końcu podobno w takiej sytuacji się nie kłamie.

Banki i pożyczkodawcy, tak zwane instytucje finansowe, to jest kolejna część tej układanki. Zyski z odsetek od kredytów wielokrotnie przewyższają straty na niespłaconych zobowiązaniach. Banki to znakomicie kalkulują. Poza tym, szczególnie w obecnych czasach banki nie chcą przyznawać się do tego, że mają "zły kredyt". Wtedy szefostwo zaczyna zadawać trudne pytania - DLACZEGO dostał pieniądze? Łatwiej jest zaproponować kolejną pożyczkę, skonsolidować kredyty, zrestrukturyzować je i ciągle mieć plus po stronie MA. Nikt nie pyta, w końcu to stały klient. Cały personel ma premie od poziomu akcji kredytowej, a nie od nie udzielonych pożyczek. Kiedyś, dawno temu w jednej z firm, w której pracowałem, mój szef zapytał mnie "czy pracujemy w firmie handlowej czy wstrzymującej sprzedaż", a stało się to w sytuacji, gdy nie chciałem sprzedać towaru do klienta ze sporymi zaległościami w spłacie zobowiązań. Oczywiście sprzedałem. W końcu mieliśmy premie od sprzedaży Problem z kasą był bardziej księgowy niż handlowy.

A co się dzieje w urzędach skarbowych, których urzędnicy za wszelką cenę starają się uzyskać domiar, znaleźć cokolwiek, pobrać pieniądze od wstrętnego przedsiębiorcy - oszusta? Z tym także miałem do czynienia. I zupełny brak odpowiedzialności za swoje działania, często awans na wyższe stanowisko.

Co tu działa? Nie wiem jak to dobrze nazwać, więc niech będzie po prostu SYSTEM. Ten sam pęd do zysku i chęci posiadania, który skłania ludzi do brania kredytów ponad miarę, a banku do udzielania ich, pomimo wiedzy o tym, że pożyczkobiorca może mieć problem, czy podaje nieprawdziwe dane, czasami sugerowane bezpośrednio przez pracownika banku. W końcu rozmowa przy okienku nie jest nagrywana, więc kto mu udowodni, że sam namówił Klienta do zatajenia, że ma żonę, że ma kilka innych kredytów, że tak naprawdę na życie wydaje 5000 miesięcznie a nie 2000 jak wpisał w oświadczeniu W końcu ON to podpisał, więc to ON jest winien. Niech się martwi, a w razie czego pokryjemy z to z marży i innych kredytów. Jakiś procent na straty zawsze jest wliczany w rachunek ekonomiczny, i dotyczy to zarówno sklepów, gdzie klienci kradną batoniki czy wypijają piwo, ale także banków i udzielanych kredytów. Dlaczego jednak mamy oczekiwać od banków, że będą o to dbały, szczególnie gdy umowę podpisuje człowiek w średnim wieku?

Banki wylewają teraz krokodyle łzy, płacząc nad straszną "rekomendacją T", która ZABIJE rynek (łatwych) kredytów, wydłuży proces udzielania (trzeba będzie pokazać zaświadczenia, a nie tylko oświadczenia), wepchnie ludzi w ręce lichwiarzy Cóż, łatwiej podpisać umowę na pożyczkę z bankiem niż z lichwiarzem, któremu towarzyszy dwóch łysych osiłków bez karków.

Banki bronią się przed tymi utrudnieniami rękami i nogami. W dobie "kredytów na dowód" już nikt nie pamięta, że kilka lat temu, aby dostać pieniądze na telewizor trzeba było przynieść kilka zaświadczeń i też dało się żyć. Nie chcą powołać jednej bazy danych zawierającej łączne dane o zadłużeniu każdego z nas. To jest naruszenie prywatności i wolności obywatelskich. Tak naprawdę, oznaczałoby to zmniejszenie akcji kredytowej, a w końcu koszty złych kredytów i tak płacą inni kredytobiorcy. Maszyna się kręci pełną parą, tylko czasami, na chwilę, po jakiejś spektakularnej tragedii następuje moment zastanowienia i zawahania. Dokładnie tak samo jak lżej naciskamy na gaz po minięciu wypadku, szczególnie gdy widzimy czarny worek na jezdni. Ale to trwa tylko chwilę, a potem życie wraca na swoje tory. W końcu to inni mają problemy, ale JA nie

Któż więc zawinił? Banki, udzielające kredytów na potęgę i omijające własne reguły, czy Państwo, ponieważ nie kontroluje tego procederu, czy Człowiek ?

To jest truizm, ale nic nie zastąpi zdrowego rozsądku i umiejętności życia w otaczającym nas świecie. W końcu nożem też można albo kroić chleb, albo kogoś zabić. Dłuższe czekanie na dom czy lepszy samochód, to wszystko może uratować życie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.