Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Po artykule "Ukredytowany" jestem głęboko poruszony i wstrząśnięty. Z tekstu wyłania się obraz szczęśliwej rodziny, żyjącej skromnie w atmosferze wiejskiej sielanki. Nagle na rodzinę spada nieszczęście, jakim jest samobójstwo męża, za które winę ponoszą krwiożercze banki.

Zawsze ceniłem "Gazetę Wyborczą", między innymi dlatego, że od lat aktywnie angażuje się w ideę budowy tak zwanego "społeczeństwa obywatelskiego". Fundamentem tej idei jest wszakże wolność i odpowiedzialność. Na wolności i odpowiedzialności opierają się wielkie religie, na wolności i odpowiedzialności zbudowano nowoczesne społeczeństwa, zbudowano dobrobyt gospodarczy.

W artykule "Ukredytowany" idea odpowiedzialności za własne czyny zupełnie znikła. W zamian, zaproponowano czytelnikowi ideę zupełnego braku odpowiedzialności, przerzucania konsekwencji na najbliższych i winę szeroko pojętego "otoczenia" oraz "sytuacji" ze szczególnym wskazaniem na pracowników dwóch banków.

Bohater artykułu dał przykład nie tylko postępowania wyjątkowo nierozsądnego, lecz również skrajnie nieodpowiedzialnego. Będąc zadłużonym kupował na kredyt: samochód, kamerę cyfrową wysokiej klasy aparat i laptop, robił kosztowne remonty. O kolejnych długach nie informował nikogo, nawet własnej żony. Gdy trudna sytuacja przyparła go do muru, postanowił uciec od odpowiedzialności, zrzucić problemy i ból na najbliższych oraz oskarżyć o swoje błędy cały świat. Niestety, artykuł skupił się zmyciu z bohatera tej odpowiedzialności i przerzuceniem jej na banki, które go kredytowały. Takie ujęcie problemu uważam za oburzające i nieodpowiedzialne.

Za rzecz najbardziej wstrząsającą uważam list pożegnalny bohatera artykułu do pracowników banków, w których był zadłużony. Pośrednio oskarżył ich w tym liście o swoją śmierć. Zwykłych pracowników banku, którzy wykonują swoją pracę. Zwykłych ludzi, którzy mają rodziny i chcą jak każdy cieszyć się świętami. Teraz muszą żyć ze świadomością, że doprowadzili do śmierci człowieka. Osobiście, nie wyobrażam sobie życia z taką świadomością.

Czy ktoś w redakcji pomyślał o tych ludziach?! List ten przedrukowaliście w nagłówku, wytłuszczeniem. Jak można tak bezrefleksyjnie obarczać kogoś winą za śmierć człowieka?!

W radiu ostatnio często można usłyszeć reklamę pt. "Matematyka. Możesz na nią liczyć." Faktycznie, znajomość podstaw matematyki zanika w naszym społeczeństwie, skoro poważny przedsiębiorca nie potrafi dodać do siebie rat kredytu. Równie słabo jest z etyką i moralnością, jeśli największy polski dziennik publikuje wielki artykuł, który skrajną głupotę i nieodpowiedzialność nie tylko nie potępia, ale wręcz zmywa i przerzuca na innych.

Za zwyczajnie niesmaczne i nieeleganckie uważam opublikowanie takiego artykułu w Wielki Piątek, z tytułem który nawiązuje do słowa "ukrzyżowany".

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.