Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Piszę po przeczytaniu artykułu "Ukredytowany" ("Gazeta, 2 kwietnia 2010 r.), choć trudno mi pohamować emocje, łzy płyną mi po twarzy. Nie tylko za sprawą smutnej historii Macieja, ale również własnej...

Moja historia na razie nie ma tragicznego finału. Osoby biorące w niej udział to nie przedstawiciel small biznesu, a para starszych ludzi, emerytów z dochodem 2400 zł. To moi rodzice.

Na przestrzeni ostatnich trzech lat banki (Eurobank, City Handlowy, PKO BP, Cetelem Bank, Sygma Bank, Lukas Bank) udzieliły im kredytów na kwotę 200 tys. zł, miesięcznie raty przekraczają 4 tys. zł.

Kolejny kredyt spłacali następnym, udzielanym bez sprawdzania zdolności finansowej. Dostawali je na dowód. Co dziwniejsze, przy udzielaniu kredytu informowali o posiadanych zobowiązaniach. W każdym banku padały pytania o posiadany majątek. Majątek (mieszkanie własnościowe w bloku) był... już nie ma. Kiedy kredyty przekroczyły wartość tego majątku, powiedziały: stop.

Wtedy dowiedziałam się o zobowiązaniach rodziców, córka, następca prawny, pracownik uczelni, matka wychowująca samotnie siedmioletnią córkę. Było to przed świętami Bożego Narodzenia. Doznałam szoku.

Pytałam, na co, w jakim celu, co zrobiliście z tymi pieniędzmi? Płakali, twierdzili, że nie wiedzą, potrzebne leki były drogie, mój brat mieszkający z nimi stracił pracę, koszty utrzymania im wzrosły i jakoś tak wyszło. Do tego co trzy miesiące ktoś dzwonił z banku i namawiał do kolejnych kredytów, rzekomo z powodu rzetelności w spłacaniu, proponowano lepsze kredyty i warunki, zachęcano prezentami.

Po pierwszym szoku przyszedł czas na działanie. Ukończyłam studia prawnicze, więc wiedziałam, jak się do tego zabrać. Przeczytałam wszystkie umowy (16) drukiem tak małym, że musiałam korzystać ze szkła powiększającego. Do zrozumienia warunków umów nie wystarczył doktorat. Chyba nawet przeszkadzał. Skorzystałam z fachowej porady adwokata (mediatora). Poza tym, że za poradę zapłaciłam 1/5 swojej pensji, nie dowiedziałam się niczego, czego bym sama nie wyczytała z przepisów. Adwokat nie widział sensu prowadzenia sprawy. Kazał sprzedać mieszkanie i spłacić zobowiązania.

Skorzystałam z porad innego prawnika. Napisałyśmy pismo informujące wszystkie banki o zaistniałej sytuacji z wnioskiem o wspólne wypracowanie harmonogramu spłat. Do tego dołączyłam pełnomocnictwo notarialne do występowania w imieniu rodziców oraz opinię biegłego psychiatry (stwierdził zaburzenia zdolności operacyjnych, kojarzenia faktów z powodu wieku, do tego uzależnienie od zaciągania kredytów i depresję).

Odpowiedzi przyszły negatywne, niektóre banki w swojej łaskawości odraczały o jeden miesiąc spłatę jednej raty. Ze mną banki nie chciały rozmawiać, powołując się na ochronę danych osobowych swoich klientów i... dobro klienta (sic!).

Ignorowały akt pełnomocnictwa, twierdząc, że nie jestem umocowana do konkretnej umowy. Początkowo chciałam doprowadzić do sprawy sądowej, pozywając banki o działania na szkodę klienta i proponowanie niekorzystnych umów. Niestety, zabrakło mi już energii, zniechęcana przez prawników, ponieważ z bankami posiadającymi sztab prawników nikt nie wygra, no i z tego powodu, że monity, telefony po 21 z pogróżkami do starszych rodziców były ponad ich siły. Zresztą moje też.

Rodzice, ludzie po siedemdziesiątce, pod koniec swojego życia nie mają mieszkania, nie mają meldunku (mieszkają w wynajętym przeze mnie mieszkaniu), majątek zaś został przeznaczony na spłatę długów.

Nie wystarczyło na wszystko, został jeszcze jeden kredyt. Cały czas żyję w strachu, że sytuacja się powtórzy, że znowu jakiś bank lub pośrednik udzieli im kredytu. Niestety, zabezpieczyć się przed takimi sytuacjami nie można, uzależnienie od zaciągania kredytów nie jest podstawą do ubezwłasnowolnienia.

Co robić? Czekać, aż banki zmądrzeją? Nie wierzę, że to nastąpi. Ale mam nadzieję, że w nagłaśnianiu takich spraw za sprawą mediów coś się zmieni, w prawie, w mentalności, że pracownicy banku nie będą łamać etyki zawodowej dla osiągnięcia premii bądź innych prymitywnych przywilejów.

Dziękuję za artykuł i wysłuchanie.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.