Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

27 grudnia jechałem z synem, studentem, lat 21, na trasie Warszawa - Poznań - Oborniki Śląskie. Odcinek do Poznania pokonaliśmy pociągiem EuroCity, a pozostałą część trasy TLK relacji Poznań - Kraków. Na pociągi EuroCity jest ulga wiekowa (26 proc.), na TLK syn uzyskał zniżkę studencką 37 proc. Zapłaciłem za bilet normalny 88 zł + miejscówka, syn natomiast 80,84 zł + miejscówka, a zatem zaledwie o 7,16 zł, czyli 8,1 proc., mniej ode mnie.

Dlaczego? Bo synowi wystawiono dwa bilety Warszawa - Poznań (82 zł) i Poznań - Oborniki (32 zł). Od każdego z nich policzono osobno zniżkę, czyli 82 zł x 74 proc. (100-26) = 60,68 zł oraz 32 zł x 63 proc. = 20,16 zł. 60,68 + 20,16 = 80,84. Zgodnie z taryfą.

Napisałem do spółki InterCity, że taki system naliczania wygląda na nieuczciwą wobec studentów sztuczkę, aby dać im możliwie jak najmniejszą zniżkę. Zaproponowałem, żeby normalną cenę za całą trasę - 88 zł - objąć zniżką mniej korzystną dla syna, czyli 26-proc. (daje to 65,12 zł) i poprosiłem o zwrócenie różnicy. Odpisali mi, że to niemożliwe, że mają podstawę prawną, żeby tak naliczać. Gdy zaapelowałem o zmianę nieuczciwych przepisów, zaproponowali, że mogę "dochodzić swoich ewentualnych roszczeń przed sądem". Już lecę, żeby wydrzeć 15 zł.

Ponieważ miejscówki nie są objęte zniżkami, to w sumie syn zapłacił 98,84 zł wobec moich 106 zł, czyli zaledwie o 6,8 proc. mniej. I tyle zostało ze zniżki dla studentów.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.