Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze listy. Napisz: listydogazety@gazeta.pl

Policja przyjechała po 30-40 minutach, aby po wizji lokalnej wezwać służby właściwe. Nie będę opisywał bezradności miłych i sympatycznych skądinąd policjantów - zwierzę pomimo obrażeń ruszało się - musiałem ustawić moje auto na środku jezdni, tak by odgrodzić jelenia od pędzących samochodów.

Największe wrażenie i to niestety negatywne zrobili na mnie myśliwi, którzy przyjechali "załatwić" problem. Bez jakichkolwiek ceregieli powiedzieli, że zwierzę jest do odstrzału - nie oglądając nawet dokładnie obrażeń! Po czym, ZASTRZELILI tego biednego jelenia. Czułem się po tych dwóch godzinach spędzonych obok rannego zwierzaka, jak ktoś, kto wydał na niego wyrok śmierci i czuję się tak dalej.

Czy w takich sytuacjach nie można sprowadzić weterynarza, który oceniłby stan poszkodowanego zwierzaka -weterynarz, który opiekuje się moim psem ma dyżury codziennie do godz. 24!

Czy jeśli nie można uratować zwierzęcia, to nie ma innej metody niż egzekucja za pomocą strzelby?! Czy nie powinno się go uśpić, to chyba nieco bardziej humanitarnie...

Czy np. ogrody zoologiczne i ich mam nadzieję kompetentni pracownicy, nie mogliby w takich sytuacjach stanowić swego rodzaju pogotowia ratunkowego dla poszkodowanych zwierząt?

I jak to w ogóle jest w tym kraju, że jakiś kretyn jadący skodą (ślady reflektorów stłuczonych na jezdni koło jelenia), po potrąceniu zwierzęcia - UCIEKA, nie zawiadamiając nikogo? Jakub Meissner

Nie, to nie Pan jest temu winien

Wyglądające drastycznie zachowanie myśliwych lub leśników było właściwe. Jeleń który ma złamaną nogę jest raczej nie do odratowania. Do widocznych obrażeń u dużych zwierząt potrąconych przez samochody dochodzą też te niewidoczne - mają popękane narządy wewnętrzne.

Podejrzewam, że żaden lekarz weterynarii nie był w stanie temu biednemu jeleniowi pomóc. Pomijam już fakt, że znalezienie w okolicy lekarza, który znałby się na zwierzętach dzikich i prawidłowo potrafiłby ocenić sytuację graniczyłoby z cudem, bo w Polsce mamy zaledwie kilku takich specjalistów.

Najważniejsze jest, że wszelkie zabiegi są utrudnione i to bardzo przez fakt, że to jest dzikie zwierzę, dla którego każde zbliżenie się człowieka to olbrzymi, niewyobrażalny dla nas stres.

Dlatego również wykonanie wyroku za pomocą strzelby, a nie zastrzyku, kiedy zawsze trzeba manipulować przy zwierzęciu np. w poszukiwaniu żyły jest w takim wypadku bardziej humanitarne.

Widziałem całą masę zwierząt potraconych przez samochody i niestety w wypadku dzikich zwierząt kończyło się to niemal zawsze śmiercią. Nawet jeżeli zwierzę zdołało odejść z miejsca wypadku, to zwykle na skutek obrażeń wewnętrznych padało gdzieś w lesie.

Dlatego szalenie ważne jest zapobieganie takim wypadkom. Przydałyby się w Polsce odpowiednie znaki (a nie wyłącznie sarenka stawiana często bez sensu), systemy fotokomórkowy ostrzegający przed możliwością wejścia zwierzęcia na drogę i służby które by szybko reagowały.

Najważniejsze jest jednak zachowanie kierowców. Widzę takich jak pędzą drogami przez Puszczę Białowieską, tak jakby nie żyły tu jelenie, dziki, wilki, rysie albo żubry. Zresztą ostatnio właśnie żubr został zabity w wypadku samochodowym, a akurat to zwierzę nie wyskakuje zwykle nagle na drogę i nie jest trudne do zauważenia. Jak bezmyślnie musiał gnać ten kierowca, który przejechał to wielkie i dostojnie poruszające się zwierzę!? Adam Wajrak

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.