Gdyby nie wrogie komunizmowi administracje Zjednoczonego Królestwa i Stanów Zjednoczonych. Gdyby nie skok cen ropy naftowej w 1979 i sowiecka agresja na Afganistan - może... i powstanie "Solidarności", i upadek sowieckiego imperium przesunęłyby się w czasie? Bo - nie mam wątpliwości - że nastąpiłyby... wcześniej lub później.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Lipiec i sierpień, gorące miesiące. Pełne wydarzeń, pamięci, dawnych wspomnień. A teraz... tyle się na tej globalnej szachownicy dzieje, tyle rocznic z najnowszej naszej historii.

Bo to i 108. rocznica wymarszu z krakowskich Oleandrów Pierwszej Kadrowej, czyli tych pierwszych stu kilkudziesięciu legionistów legendarnej Pierwszej Brygady Piłsudskiego.

W dwa lata później były już trzy legionowe brygady. Pierwsza i trzecia stoczyły pod Kostiuchnówką na Wołyniu słynną bitwę z ponaddwukrotnie liczniejszymi wojskami Rosjan. Straty legionistów były ogromne - 2000 zabitych i rannych - ale rosyjski marsz został czasowo zatrzymany. Było to bardzo ważne dla całego frontu. Co roku wspomina się krwawe bitwy pod Lenino, Monte Cassino... a o tej naszej pod Kostiuchnówką kto jeszcze pamięta?

Więc przypominam, bo pamiętam. A pamiętam i dlatego, że to też kawałek mojej rodzinnej historii. W tej bitwie wzięli udział dwaj moi dziadkowie. Jeden z nich został ciężko ranny, z przestrzelonymi płucami znaleziony na pobojowisku – ale przeżył i do Legionów wrócił po kilku miesiącach. Dopiero, po następnym ćwierćwieczu, nie przeżył już Syberii.

Minęło kilka lat... rok 1920 i „cud nad Wisłą" – zatrzymanie marszu bolszewików na Europę i rozbicie Czerwonej Armii na przedpolach Warszawy.

No i wiele jeszcze innych bitew, bo II wojna światowa dostarczyła ich bez liku – a każda z nich zasługuje, by uhonorować ją naszą pamięcią.

Trudny wybór tematu, bo... jak w tym starym francuskim porzekadle: „L'Embarras des richesses" – cóż za kłopot z tym bogactwem!

Więc może jednak tym razem nie o bitwie?

42 lata temu na bałtyckim wybrzeżu, w Gdańsku... domyślacie się, o czym to będzie?

Ale zanim znajdziemy się tam w Stoczni im. Lenina... krótki rzut oka na to, co działo się wtedy na „wielkiej szachownicy".

Otóż w grudniu 1979 roku Sowieci wkroczyli do Afganistanu. W pierwszym roku jeszcze im jakoś szło, ale już następne lat kilka to droga do klęski. Amerykański duet: prezydent Carter i jego doradca ds. bezpieczeństwa Brzeziński od pierwszych dni radzieckiej agresji wsparli Afgańczyków politycznie i militarnie. Sporej pomocy udzieliła też Wielka Brytania pod rządami znanej ze swego antykomunizmu Margaret Thatcher. Do dokonania tej inwazji zachęciła Sowietów wyjątkowo sprzyjająca sytuacja na światowych rynkach ropy naftowej: baryłka tej tłustej mazi osiągnęła wtedy rekordowe ceny ponad 100 dolarów.

A przecież, jak to kiedyś celnie zauważył nieżyjący już republikański senator John McCain: „Rosja to stacja benzynowa przebrana za państwo, a jej gospodarka opiera się tylko na ropie i gazie". Do tej definicji Rosji moglibyśmy dodać: „stacja benzynowa z bronią atomową".

Bajońskie zyski z jej eksportu częściowo rozkradano, a częściowo przeznaczano na militaria. Zauważyć można wyraźną zbieżność czasową pomiędzy skokowymi wzrostami cen ropy i agresywnymi posunięciami Kremla. Wydarzenia ostatnich kilku lat – agresja na Ukrainę - tę prawidłowość tylko potwierdziły.

Wtedy, z początkiem lat 80., bardzo szybko jednak ceny ropy spadły, a ZSRR uwikłany już był w konflikt militarny, na który nie było go stać. Nie było go też już stać, by - tak jak ongiś w Węgrzech, a potem w Czechosłowacji - siłą zdusić wolnościowe rebelie podległych mu sąsiadów. Tak nadchodził koniec „imperium zła".

Powróćmy teraz do naszego kraju nad Wisłą. Dekada lat 70. bardzo różniła się od poprzednich. Po skrajnej nędzy i stalinowskim terrorze pierwszej powojennej dekady, po zakłamaniu i bylejakości piętnastoletniej ery gomułkowskiej, zakończonej falami strajków i masakrą robotników Wybrzeża – nadszedł czas małej stabilizacji.

Grupa rządzących pod wodzą Edwarda Gierka promowała rozwój gospodarczy kraju. Zaciągano zagraniczne – oczywiście zachodnie – kredyty. Kupowano licencje, modernizowano przemysł, który kiedyś, za czasów Bieruta i Gomułki, był jedynie tym „ciężkim" i surowcowym.

By lepiej rozumieć i oceniać tamtą dekadę, należało by znać i pamiętać te poprzednie. Jej program gospodarczy początkowo owocował niezłymi efektami. Pierwsze kupione i wdrożone licencje spłacały się ich produktami kooperacyjnymi. Niestety, nie trwało to zbyt długo. Już po paru latach stawało się oczywistym, że system odgórnego centralnego planowania i zarządzania, brak rynkowej elastyczności, negatywny dobór kadr i awansów... owocowały niską efektywnością, coraz to powszechniejszą korupcją i rozkradaniem tego, co „państwowe", a więc... niczyje.

Do tego negatywnego obrazu dokładała się też, nabierająca kolorytu i rozpędu, walka frakcyjna na szczytach komunistycznej władzy. Dawni, jeszcze o stalinowskich korzeniach komunistyczno-nacjonalistyczni tzw. moczarowcy dostrzegali swą szansę przez dyskredytowanie frakcji „śląskich" modernizatorów i portretowanie ich w oczach Kremla jako tajnych agentów Zachodu, których rzekomym planem jest wymanewrowanie socjalistycznej Polski na „Atlantyk". A tamta wtedy Polska, choć wciąż w „bloku", czyli w Układzie Warszawskim – może lepiej byłoby go nazywać „moskiewskim" – rzeczywiście powolutku zaczynała dryfować.

Protesty akademickiej młodzieży, twórców i intelektualistów, coraz to gdzieś wybuchające strajki, podziemna prasa i wydawnictwa, tajne lub półtajne organizacje dysydenckie. Wszystko to było efektem otwarcia na świat, poluzowania obroży, ale czasami też – celowo przez bezpiekę stymulowanych społecznych zachowań. Bo bezpieka była pod pełną kontrolą „moczarowców", była ich ramieniem bojowym.

Zakrojony na szeroką skalę sabotaż gospodarczy, wespół z narastającymi procesami korupcyjnymi i brakiem fachowości dużej części decydentów, doprowadził w połowie dekady lat 70. do załamania się programów inwestycyjnych i do ogromnego zadłużenia – bez szansy jego spłaty.

Gdy wybuchł strajk w gdańskiej stoczni i ówczesny szef bezpieki, dawny funkcjonariusz sowieckiego SMIERSZ-u, tow. generał Milewski zameldował gensekowi gotowość dokonania desantu na strajkującą stocznię, pod osłoną sowieckich kanonierek w zatoce – Gierek nie wyraził zgody. Wysłał natomiast do Gdańska swego przedstawiciela, wicepremiera Jagielskiego, by ten wynegocjował ze strajkującymi ugodę.

Tam i tak – dokładnie 42 lata temu – narodziły się słynne „porozumienia gdańskie", które doprowadziły do powstania „Solidarności". W kilka dni później ogłoszono, że Gierek przeszedł ciężki zawał serca i Biuro Polityczne postanowiło zwolnić go z obowiązków I sekretarza. W rok później został aresztowany i internowany.

A to dlatego, że nie wykonał poleceń Moskwy zduszenia siłą i w zalążku kolejnej polskiej rebelii. Dotrzymał danego dziesięć lat wcześniej – po gdańsko-gdyńskiej masakrze – przyrzeczenia.

A nasza „wielka szachownica" komentuje: gdyby nie wrogie komunizmowi administracje Zjednoczonego Królestwa i Stanów Zjednoczonych. Gdyby nie najpierw Brzeziński – Carter, a zaraz potem Ronald Reagan w USA, Reagan – genialny strateg i polityczny pokerzysta. Gdyby nie skok cen ropy naftowej w 1979 i sowiecka agresja na Afganistan – może... i powstanie „Solidarności" i upadek sowieckiego imperium przesunęłyby się w czasie?

Bo – nie mam wątpliwości – że nastąpiłyby... wcześniej lub później.

I jeszcze coś... nie mogę pohamować się od osobistego wspomnienia – dygresji:

Był – chyba – rok 1967. Zima w Tatrach. W jednym ze schronisk po wieczornym brydżu wywiązała się interesująca rozmowa o polityce. Starszy od nas pan, którego nie znaliśmy, po kilku głębszych prorokował, w sposób bardzo profesjonalny, upadek i rozpad ZSRR najdalej za 20 lat! Jego uzasadnienia były czysto naukowo-ekonomiczne. Brzmiało nam to wtedy jak nierealna science fiction.

Potem sprawdziliśmy, kim był ten schroniskowy prorok. Otóż był to Józef Pajestka – znany i uznany polski ekonomista, profesor warszawskiego uniwersytetu i dyrektor Instytutu Planowania Rady Ministrów, a do tego jeszcze członek Komitetu Centralnego PZPR!

Staszek Smuga-Otto

Kanada, Brytyjska Kolumbia

listy@wyborcza.pl

icon/Bell Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem