Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Niepokoi mnie stanowisko części polityków Koalicji Obywatelskiej. Ci panowie, optując za utrzymaniem kompromisu aborcyjnego z 1993 r., kierują się przede wszystkim własnym egoizmem, a nie empatią wobec kobiet. Własne ja jest przecież ważniejsze niż zdrowie psychiczne i fizyczne kobiet, które znalazły się w trudnym położeniu.

Podejrzewam, iż po części wynika to z ich wieku, po części zaś z kalkulacji politycznej. Niech konserwatywna część elektoratu zapamięta ich stanowisko i przypomni sobie przed kolejnymi wyborami.

Niech duchowni też o nich pamiętają. Podobnie myśli i mówi wielu posłów i polityków z innych partii.

Taki koniunkturalizm jest dla mnie nieprzyzwoity.

A referendum, za którym tak ochoczo wypowiada się np. partia Hołowni? Nie wiem, czy na jego wynik nie będzie miał wpływ kler, nakazując wiernym głosowanie przeciw aborcji pod groźbą braku rozgrzeszenia.

Czytelniczka

Listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.