Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Chciałam sprostować wydarzenie z dnia 26.10.2020 na Wisłostradzie, do którego odniósł się NIK dnia 31.10.2020 na Facebooku.

NIK opisał, że osoby uczestniczące w zdarzeniu były agresywne w stosunku do pracownika NIK-u oraz między innymi groziły pozbawieniem życia. Osobiście brałam w tym zdarzeniu udział i stanowczo stwierdzam, że jest to totalne kłamstwo.

Pracownik NIK-u wysiadł tylko raz z samochodu, podszedł do mnie, złapał mnie oburącz i próbował zaciągnąć na tylne siedzenie samochodu. Nie mogąc wepchnąć mnie do samochodu, rzucił mnie koło auta na ziemię, wyładowując swoją frustrację. Kiedy próbowałam wstać, mężczyzna uderzył mnie jeszcze pięścią w plecy. Wtedy osoby protestujące ze mną przyparły agresywnego kierowcę do auta.

Dzięki temu udało mi się wyswobodzić. Następnie pracownik NIK-u wsiadł do samochodu. Jeden z protestujących nadal próbował blokować drogę, więc mężczyzna ruszył i przewiózł go kilka metrów na masce samochodu. Chłopak w końcu odskoczył na bok, a kierowca odjechał.

Mam 16 lat i rozumiem, że siedząc na pasach, stanowiłam główne zagrożenie dla dorosłego mężczyzny pracującego w NIK. Czytając w ostatnią sobotę oświadczenie teoretycznie poważnej instytucji NIK, nie mogłam uwierzyć, że opisują to samo zdarzenie.

Barbara, lat 16

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.