Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nie starcza mi wyobraźni i nie chodzi tylko o Szymborskiej „tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono”, ale o to, że najbardziej prawy charakter i najsilniejsze postanowienie podołaniu, jednej osoby, w tym wypadku matki, to za mało.

Znajomej parze młodych ludzi urodziło się dziecko z wadami genetycznymi. To były czasy, w których nie prowadzono badań prenatalnych, więc nie było mowy o alternatywie dla decyzji o porodzie.

Krzyś urodził się jako ciałko bez mózgu.

Bez tego ośrodka sterowniczego nie poruszał się, nie jadł, nie przełykał, więc poza normalną pielęgnacją niemowlaka, a potem coraz większego dziecka, któremu należy zapewnić właściwą higienę, karmienie dojelitowe, nieustanne oczyszczanie jamy ustnej i nosa z wydzieliny, która nieusunięta samodzielnie może zabić, masaże zapobiegające odleżynom i zanikowi mięśni, ćwiczenia stymulujące stawy, wypatrywanie symptomów dolegliwości, które niesygnalizowane przez dziecko mogą być groźne dla zdrowia. Zabiegi, ale przede wszystkim czuwanie przez całą dobę. No i nieracjonalna, ale uczłowieczająca i dziecko, i opiekunów potrzeba tulenia, mówienia, czytania bajek.

Znajomi, gdy urodził się Krzyś, byli bardzo młodzi. Mieli też młodych i zamożnych rodziców. Ojciec Krzysia nie odszedł od jego matki. Matka i obie babcie zrezygnowały z pracy, by pełnić całodobowe dyżury przy dziecku. Ojciec i obaj dziadkowie ciężko pracowali, by zarobić na wszystko, co potrzebne na bieżąco, oraz zgromadzić nadwyżki, które uzupełnią w przyszłości wyrwy w stażach emerytalnych rodzinnych kobiet.

Kontakt ze znajomymi, którzy po urodzeniu się Krzysia przestali bywać i przyjmować gości, chodzić do kin, teatrów oraz restauracji, wyjeżdżać na urlopy, przestali mieć czas i siły na telefoniczne pogaduchy, urwał się po czterech latach. Słyszałam, że Krzyś dożył prawie do ósmych urodzin.

Ktoś kiedyś przy mnie skomentował los tej rodziny słowami: „Widocznie Bóg tak chciał”.

Przyjmuję tę koncepcję decyzji Najwyższego, która na szczęście była w pakiecie z ludźmi młodymi, fizycznie sprawnymi, ekonomicznie zaradnymi i wyjątkowo sobie oddanymi.

Jestem ateistką, mam dzieci, które jeszcze mogą mieć dzieci i na pewno zdecydują się na badania prenatalne. Miałabym im powiedzieć, że pan Kaczyński tak chce?

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.