Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Spośród wielu ofiar wirusa COVID-19 na świecie jednej wciąż nie napisano nekrologu – miłości. Narzeczeni rozdzieleni przez pandemię od miesięcy szukają rozwiązań, które pozwoliłyby im się zobaczyć. W niektórych krajach prawo pozwala na podróże małżonków, pozostałym parom, zarówno narzeczonym, jak i niebędącym w formalnych związkach, wciąż odmawia się wizyt.

W takiej sytuacji znaleźliśmy się my, Joanna, 23-letnia studentka historii na jednej z warszawskich uczelni, oraz Anthony, 30-letni Amerykanin.

Podobnie jak wiele młodych par XXI wieku poznaliśmy się online. Oboje kochamy historię, podróże, literaturę, więc bardzo szybko znaleźliśmy wspólny język. Kilka miesięcy później, w listopadzie 2019 roku, Anthony przyleciał na swoją pierwszą dwutygodniową podróż do Polski, razem zwiedziliśmy centralną i południową część kraju.

Anthony: "Od razu po powrocie zacząłem projektować pierścionek zaręczynowy. Byłem absolutnie pewny, że chcę spędzić resztę mojego życia właśnie z Asią”.

Były plany

Od tego czasu podróżowaliśmy do siebie co dwa miesiące. Poznaliśmy swoje rodziny i przyjaciół, zwiedziliśmy Polskę i Florydę. W grudniu 2019 roku zaręczyliśmy się. Już kilka dni później zaczęliśmy rozmawiać o terminie oraz miejscu ślubu. „Warszawa” – stwierdziliśmy oboje - „cudowna warszawska jesień w Ogrodzie Saskim” - tak stwierdził Anthony.

W kwietniu tego roku chcieliśmy jeszcze powędrować po polskim wybrzeżu, trochę pozwiedzać oraz dopiąć kwestie ślubu i wesela. Wczesnym latem miało odbyć się w Miami przyjęcie zaręczynowe, w restauracji z widokiem na Atlantyk. Co dalej? Podróż poślubna gdzieś daleko na Falklandy i wspólne życie w słonecznym Miami.

I przyszedł koronawirus

Jeden po drugim nasze plany legły w gruzach. Ostatni raz widzieliśmy się 17 lutego 2020 roku. Żegnając się, byliśmy pewni, że w kwietniu znów się zobaczymy. Minęło już 167 dni (piątek)

Tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu, obserwowaliśmy rozwój sytuacji, czekając na szansę spotkania. W jeden z lipcowych wieczorów zmęczeni bezsilnością i brakiem nadziei zdecydowaliśmy się działać. Dołączyliśmy do rosnącego z każdym dniem ruchu "Love Is Not Tourism", który zrzesza tysiące par znajdujących się w podobnej sytuacji.

Międzynarodowy ruch: Love is not tourismMiędzynarodowy ruch: Love is not tourism mat. org.

Walczymy o naszą miłość

To międzynarodowa społeczność, której celem jest uzyskanie przywileju znanego jako „sweetheart exempt”/„sweetheart privilege”. Pozwoliłby on nam na podróżowanie do siebie wzajemnie bez większych problemów. Osób takich jak my są tysiące. Ruch wywalczył prawo do podróży dla par już w sześciu krajach: w Danii, Austrii, Czechach, Norwegii oraz Szwajcarii. 27 lipca swoje granice dla rozłączonych od miesięcy otworzyły także Niderlandy. Polski ciągle nie ma na tej liście.

Członkowie ruchu „Love Is Not Tourism” działają przede wszystkim w internecie. W grupach na Facebooku wymieniamy się informacjami, tworzymy petycje dla poszczególnych krajów, na Twitterze używamy hasztagów #LoveIsNotTourism oraz #LoveIsEssential.

Spotkacie nas w Berlinie, Brukseli oraz innych europejskich miastach, gdzie protestujemy i rozmawiamy z mediami. W dyskusję włączyli się także niektórzy politycy, jak Ylva Johansson, członkini Komisji Europejskiej, australijski polityk Andreas Schieder czy działacz Wolnej Partii Demokratycznej Moritz Körner. W Polsce walka dopiero się zaczyna, jak dotąd naszymi problemami zainteresował się tylko przewodniczący SLD Włodzimierz Czarzasty.

Podkreślamy, że nie chcemy bezmyślnie rezygnować ze środków ostrożności, zależy nam wyłącznie na możliwości spotkania z ukochanymi. Wiele z par spodziewa się dziecka i pragnie obecności swojej drugiej połówki, inni partnerzy są ciężko chorzy, wszyscy zaś - zdeterminowani w walce o nasze prawa.

Jak możesz pomóc? Na stronie Loveisnottourism.org oraz w grupie „Love Is Not Tourism” na Facebooku znajdziesz wszystkie informacje o naszych działaniach, sposobach aktywności, pomocy oraz aktualizowane na bieżąco doniesienia o sukcesach ruchu.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.