Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zastanawiam się również, czy ten fakt mógłby posłużyć do podważenia legalności wyborów, do których tak prą za wszelką cenę, nie zwracając uwagi na zagrożenie życia i zdrowia.

Niedawno zostały utworzone okręgi wyborcze za granicą. Jako że nie mieszkam w mieście, gdzie taki okrąg został utworzony, a nie jest możliwa rozsądna podróż w celu głosowania, zadzwoniłam do ambasady w Londynie na numer telefonu podany na stronie ministerstwa - 0207 8228 909.

I dowiedziałam się zgoła innych rzeczy, niż jest to oficjalnie mówione. Warto zweryfikować, czy faktycznie takie regulacje się przygotowuje, czy wprowadzają obywateli celowo w błąd, aby nie mieć formalnej podstawy do protestu wyborczego z uwagi na niemożność zagłosowania.

Pan na infolinii ambasady na moje pytanie, do którego okręgu powinnam się zarejestrować, skoro są tylko w Londynie, a ja mieszkam w Cambridge, najpierw uprzedził mnie, że na chwilę obecną jest możliwe głosowanie tylko osobiste, a że jest lockdown i nie można podróżować, to niestety nie ma możliwości głosowania, chyba żebym zdecydowała się przyjechać do Londynu (sic!).

Zaraz potem dodał, że przepisy się zmienią i będzie można głosować korespondencyjnie i wszystkie wysyłki będą przechodzić przez dział konsularny, więc nie ma znaczenia, do której komisji się zapiszę.

Powstaje pytanie, czy faktycznie jest taki plan zmiany przepisów/poprawek, który wprowadzi głosowanie korespondencyjne za granicą, czy to nie jest prawda?

Zastanawiam się również, czy warto jest się rejestrować do tej komisji - którejkolwiek w moim przypadku, aby móc złożyć protest wyborczy, że nie miałam jak zagłosować. Jestem wymeldowana z Polski, więc żaden pakiet wyborczy nie zostanie wysłany do mnie w Polsce.

Czekamy na Wasze listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.