Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

„Chcieliście uniknąć wojny. No to będziecie mieć: i wojnę, i hańbę”. To słowa Winstona Churchilla wypowiedziane przed wojną w 1939 roku o rządzie Neville’a Chamberlaina. Trawestując je, możemy dziś powiedzieć o zachowaniu się części opozycji, zwłaszcza kierownictwa Lewicy i pana Hołowni (zwracam uwagę na tromtadrackie okrzyki pana Czarzastego: „Co? Chcecie dawać mu jeszcze rok prezydentury? W żadnym wypadku!”). Otóż i jemu, i panu Biedroniowi, i panu Hołowni, jeśli odbyłaby się za kilka tygodni farsa nazwana wyborami, można będzie powiedzieć: „Chcieliście pozbyć się Andrzeja Dudy na stanowisku prezydenta. No to macie: i Dudę, i kompromitację”.

Bo też zaiste trzeba niepojętej naiwności –  nie chcę ani Pana Czarzastego, ani pana Hołownię posądzać wszak o głupotę – aby nie rozumieć, że godząc się na uczestnictwo w owej wyborczej farsie, której rezultat, o czym nikt chyba o zdrowych zmysłach nie ma wątpliwości, jest przesądzony, że godząc się, powtórzę, na podtrzymanie swych kandydatur, farsę tę – która bez ich udziału byłaby jedynie farsą wyśmianą przez cały cywilizowany świat - usankcjonują, przy tym kompromitując się doszczętnie. 

Powtórzę zatem: pojąć nie jestem w stanie, skąd nagle w głowach, zdawałoby się rozsądnych, ba, światłych ludzi, takie niepojęte decyzje.

A już oświadczenie posłanki Joanny Scheuring-Wielgus, że kandydat jej partii Robert Biedroń „nie ustąpi pola”, wprost w głowie mi się nie mieści. Bo też o jakie „pole” chodzi? Wszak tylko szaleniec, wchodząc do szulerni, może oczekiwać uczciwej gry. Godząc się na udział w przewidzianych na maj „korespondencyjnych wyborach”, nie dość, że owi kandydaci godziliby się na akt zbrodniczy, na zagrożenie zdrowia i życia wielu ludzi, ale też zgodziliby się na udział w imprezie będącej szyderstwem z demokracji, w „wyborach” „NIErównych, NIEbezpośrednich, NIEproporcjonalnych, NIEwolnych i NIEtajnych. No i, last but not least, stumaniliby przynajmniej część uczciwych wyborców, wahających się, niewiedzących, jak się zachować.

Osobiście akurat i większość, jak mniemam, mego środowiska postąpimy zgodnie z radą profesora Sadurskiego, który odpowiedział, jak należy się zachować, gdy zobaczymy w skrzynce pocztowej kopertę od zastępującego Państwową Komisję Wyborczą i w ogóle wszelkie komisje ministra (oddelegowanego do „wyborów”) Sasina. Profesor daje wskazówkę: „założyć rękawiczki, wyjąć przesyłkę i wyrzucić do najbliższego śmietnika”. I tyle.

A że Andrzej Duda na skutek takich „wyborów” zostanie „prezydentem” na drugą kadencję? Cóż na to, tymczasem, nie będzie rady.

Jeśli nie uda się wymusić na obecnej władzy ogłoszenia stanu klęski żywiołowej i przesunięcia (choćby kilkukrotnego, choćby o rok) wyborów, które odbyłyby się w miarę normalnie, poprzedzone kampanią wyborczą, i dawałyby rzeczywiście szanse na zwycięstwo któregoś z kandydatów opozycji – to trudno. Niech się huśtają.

Rokuję, że ta władza operująca metodami gangsterskimi, łamiąca wielokrotnie ustawę zasadniczą (prof. Strzembosz policzył, w swoim czasie, siedem ustaw łamiących konstytucję, które krzywoprzysięzca Duda bez wahania podpisał; a bodaj jedna czy dwie, w międzyczasie, doszły), że ta władza, jak ktoś ją nazwał, władza popaprańców, potykających się o własne nogi, upadnie przed końcem kadencji.

Wierzę, że nie zdążą sterroryzować narodu, że przynajmniej część z owych czterdziestu procent zaczadzonych jakby, w zadziwiający, ba, przerażający sposób niedostrzegających prowadzenia kraju ku przepaści, że choć część pisowskich wyborców przejrzy na oczy i zapragnie powrotu do normalnego, demokratycznego świata, do wspólnej Europy, od której tymczasem oddalamy się coraz bardziej.

Mam wciąż, choć coraz mniejszą, nadzieję, że do majowej wyborczej farsy nie dojdzie. Ale jeśli... jeśli wspomniani zaczadzeni, umacniani w swej pisowskiej, antychrześcijańskiej wierze przez swoich proboszczów, wezmą udział w owej farsie, i jeśli człowiek, któremu najzupełniej obce jest pojęcie fair play i wciąż upada niżej, choć zdawałoby się, że niżej upaść nie sposób, jeśli ten człowiek „wygra” kilkunastoma procentami, bez,  w ł a ś n i e, uwiarygodniającej go konkurencji prawdziwych kandydatów, to jego mandat do sprawowania urzędu będzie ośmieszająco niski. I jeśli miałoby się stać to najgorsze, to niech się właśnie TAK stanie.

Kończę apelem do opozycji. W swoim imieniu, a także, jestem przekonany, w imieniu rzeszy rodaków, którzy darzą i chcą darzyć Was szacunkiem. Jeśli miałoby dojść do majowych „wyborów korespondencyjnych”, wezwijcie swych wyborców do ich bojkotu. To jedyne możliwe przyzwoite zachowanie. Jeśli tego nie zrobicie, narazicie się na kompromitację.

 *Stanisław Brejdygant - ur. w 1936 r., aktor, reżyser, scenarzysta, pisarz i dramaturg

*****

Czekamy na wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.