Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Droga Redakcjo,

to, co najbardziej mnie dotyka, to nawet nie ograniczenia w poruszaniu i problemy z transportem międzygminnym.

To głód. Nie mam samochodu i zgodnie z nowymi obostrzeniami ryzykuję mandat za nieuzasadnione wyjście, jeśli wsiądę w jeden z trzech jadących dziennie do miasta autobusów. Mieszkam na prowincji i normalnie robię zakupy w supermarkecie. Teraz nie mam alternatywy dla lokalnej sieci, która przy wydatnej pomocy działaczy samorządowych zmonopolizowała rynek w małych miejscowościach północno-wschodniej Polski.

Nie dość, że warzywa są droższe średnio o 50-60% w stosunku do cen "miejskich", to jeszcze są nieświeże. Poza warzywami korzeniowymi kilka suchych ogórków, pomidory z plamami pleśni, zeschnięta kapusta, miękkawe grejpfruty, a w lodówce kalafior za 10,99 zł. Na półkach króluje żywność przetworzona, mrożonki, puszki i mięso. Za każdy artykuł pierwszej potrzeby płacę dwa razy tyle, co w mieście. Chemia gospodarcza, mimo że z tzw. najniższej półki, osiąga ceny nawet 3 razy wyższe. Jeśli chodzi o higienę osobistą, pasty do zębów itp., z dnia na dzień zostałam pozbawiona dostępu do kosmetyków nieuczulających i dobrej jakości, mogę się pocieszyć, że chociaż mam zaprzyjaźnioną dentystkę.

Zastanawiam się, co jutro zjem 

Nie napawa mnie optymizmem ten ogrom rzeczy, które mogę robić w domu. Zastanawiam się, co jutro zjem, kiedy w sklepie poza wódką, kiełbasą i niskiej jakości żywnością nie ma w zasadzie nic. Że przecież z dnia na dzień zwiększa się nasza podatność na chorobę... Zaczynam z nadzieją spoglądać na rosnącą już pod oknem pokrzywę.

Lata rozmontowywania sieci spółdzielczych sklepów na wsiach i w małych miastach doprowadziły do powstania pustyń żywnościowych. Poza obszarami wielkich miast zdrowa żywność jest niedostępna, a ceny zupełnie zwykłych produktów nawet bez podwyżek są niebotyczne.

Jakie mam rozwiązanie dla tej sytuacji? Raczej oczywiste. Pakuję się, planuję jak najszybciej wyjechać, żeby druga, jesienna fala zakażeń nie zastała mnie tutaj. Nie wszyscy mają dokąd uciec.

Czekamy na Wasze listy. Piszcie na listy@wyborcza.pl 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.