Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czas pokoju sprzyja walce politycznej, czas pandemii powoduje, że każdy z nas staje się „państwowcem” i karnym obywatelem. Jest zalecenie, żeby nie wychodzić z domu? To nie wychodzimy, zawieszamy nasze towarzyskie spotkania, zaczynamy pracować w domu.

Tak było przez dwa tygodnie, aż nagle lis wyszedł ze swojej nory i w zaprzyjaźnionym radiu ogłosił, że wybory się odbędę. Na potwierdzenie swoich słów w nocy z piątku na sobotę zmienił kodeks wyborczy.

Nieważne, że w Polsce najważniejsze funkcje pełni premier, ministrowie, prezydent czy marszałek Sejmu. To nieistotne. Istotne jest to, co powie despota szaleniec.

Proszę teraz się zastanowić, jak mam zaufać rządowi, który nie ma własnej woli? Jak mam wykonywać polecenia władzy, która słucha despoty? Despoty, który za nic nigdy nie będzie odpowiadał.

Zamiast zdecydowanej reakcji władzy wykonawczej mamy publicystyczne dyskusje, jak to technicznie i zdrowotnie nie da się zorganizować wyborów. Od tych dyskusji chce się wymiotować.

I nie sposób się nadziwić, że w rządzącej obecnie klasie politycznej nie ma osoby (nie jest nią nawet minister zdrowia), która wreszcie powie, co myśli na ten temat.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.