Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszę jako pisarka, autorka książek, w których staram się pomóc dzieciom zrozumieć świat i swoje uczucia. Piszę jako matka trójki dzieci, w tym tegorocznej maturzystki, która próbuje się uczyć, nie wiedząc, co ją czeka, kiedy na całym świecie tego rodzaju egzaminy są odwoływane. Piszę jako osoba spotykająca się z dziećmi z całej Polski na spotkaniach autorskich, od lat zaniepokojona rosnącą liczbą samobójstw, depresji, zaburzeń odżywiania, samookaleczeń się coraz młodszych dzieci. Czy obecna sytuacja zwiększy, czy zmniejszy cierpienie tych dzieci? To pytanie retoryczne.

Postanowiłam zabrać głos publicznie, bo czuję złość. Nie polityczną. Ludzką. Czułam ją od dawna, patrząc na to, co działo się w polskiej edukacji, na podejmowane decyzje, których konsekwencje musieli ponosić nauczyciele, rodzice i uczniowie, a więc znacząca część społeczeństwa. Teraz jednak moja złość przekroczyła punkt krytyczny. Podczas gdy cały świat wiruje dzisiaj w pralce zmiany wywołującej całe spektrum skrajnie trudnych emocji, polska szkoła jak gdyby nigdy nic nastawia program „realizacja podstawy programowej”, udając, że panuje nad sytuacją. Rozumiem, że jest to próba stworzenia dzieciom i młodzieży (a także sobie) złudnych ram poczucia bezpieczeństwa - tak naprawdę nic się nie zmieniło, skoro wciąż uczymy się tych przysłowiowych dopływów Wisły.

Tyle że im dłużej udajemy, tym gorzej dla nas, bo wszyscy wiemy, że nauka geografii to dziś obserwowanie mapy świata z wędrującymi po czerwonych polach zakażeniami. Czas jest bezprecedensowy i wymaga wyjątkowych środków – innego spojrzenia, innych działań, przemiany świadomości. To wielka nauka dla dzieci, jeśli dorośli dostosowują swoje działania do tego, co jest, a nie do tego, co chcą, żeby było. Bycie w kontakcie z rzeczywistością, widzenie spraw, jakimi są, nawet jeśli budzą lęk, to jedyny sposób, żeby sobie z nimi poradzić. Zgodzi się z tym każdy psycholog.

Technika strusia nic tu nie da, a parcie naprzód z podstawą programową to absurd. Wszyscy stoimy w obliczu kryzysu: cały świat, każda rodzina. Dzieci się boją, a jeśli nie – to w najlepszym razie czują nasze napięcie. Bo nikt z nas nie wie, co będzie. Taka jest nieprzyjemna i trudna prawda, z którą każdy radzi sobie, jak może. Na tym polega bycie dorosłym. Ale dzieci w tym radzeniu sobie potrzebują naszej pomocy, bo to my jesteśmy za nie odpowiedzialni. Za ich przyszłość, ich postawy i wybory, a tym samym za świat, jaki będzie w przyszłości.

Tyle się mówiło z zachwytem o mowie noblowskiej Olgi Tokarczuk, słowo czułość odmieniano przez wszystkie przypadki. I oto teraz mamy szanse nie mówić o czułości, ale ją praktykować na co dzień w wychowaniu i edukacji. Bo czułość to odpuszczenie, zatrzymanie i troska. A my oglądamy wymachiwanie sztandarem podstawy programowej, kiedy świat się trzęsie w posadach? Serio? Mamy stan wyjątkowy! Dajmy dzieciom te nieszczęsne promocje, a czas, który zyskaliśmy, wykorzystajmy na spotkania online, rozmawiając o tym, co się dzieje.

Obecny kryzys wykorzystajmy jako szansę na uzdrowienie naszej kulejącej, niedostosowanej do rzeczywistości edukacji. Bo oto wraz z zamknięciem szkół dostajemy sposobność, rodzice i nauczyciele, żeby wyjść z systemu i stać się prawdziwymi przewodnikami po życiu, czyli tym, kim dorosły być powinien. A także szansę, żeby nauczyć dzieci czegoś więcej niż tylko suchej wiedzy, którą dzisiaj można sprawdzić w każdym smartfonie.

Nagle jest czas, którego tak brakowało nauczycielom, żeby nauczyć dzieci samodzielnego myślenia i wyciągania wniosków, umiejętnego korzystania z zasobów dostępnej wiedzy, zadawania odpowiednich pytań i czytania tekstu ze zrozumieniem. A także radzenia sobie ze stresem, świadomości swoich emocji i zarządzania nimi, odpowiedzialności za innych, samodyscypliny. To jest szansa na prawdziwą zmianę – skorzystajmy z niej.

Czy naprawdę sądzimy, że młodzi ludzie, kiedy dostaną promocję awansem, nie będą chcieli porozmawiać ze swoimi nauczycielami o tym, co się dookoła dzieje? Może nie wszyscy, może część tylko posłucha, ale zróbmy w ogóle na to miejsce. Zamiast o dopływach Wisły dajmy szansę porozmawiać o strachu. Zamiast wymagać odpowiedzi, zawieśmy testy, ocenianie, raporty, arkusze zbiorcze i posłuchajmy pytań, wątpliwości, niepokojów, które teraz zaprzątają głowy wszystkich, także młodych ludzi.

Po setkach spotkań autorskich, które odbyłam przez lata, jeżdżąc po całej Polsce, uważam, że z dziećmi można rozmawiać o wszystkim. Nie temat jest problemem, tylko język i sposób rozmowy. Zaobserwowałam też wielki żal młodzieży i dzieci, że w tzw. procesie edukacji prawie nikt z nimi nie rozmawia, i wynikający z tego brak zaufania do nas, dorosłych. Zresztą trudno się dziwić, nasz system edukacji przez lata nie zachęcał do zaufania, to był związek oparty raczej na przemocy i presji, także wobec nauczycieli, którym ręce związywały wszechmogące testy. I oto dostaliśmy szansę, żeby wyjść ze struktur, które nie działają. Wirus przekracza także te granice.

Obecna sytuacja jest okazją, żeby naprawdę młodzież czegoś nauczyć, skorzystajmy z niej. Umiejętność dostosowywania się do zmiany to jedna z najważniejszych umiejętności, kapitał, który pozwala przeżyć – emocjonalnie, ekonomicznie, fizycznie. Dopływy Wisły możemy sprawdzić na mapie, a radzenia sobie ze zmianą naprawdę musimy się nauczyć. Więc uczmy się. Zaufajmy nauczycielom, zaufajmy uczniom Nie wiemy jak? Uczmy się razem z uczniami, sięgajmy po wsparcie literatury, psychologów, wywiadów z ludźmi, którzy przetrwali zagrożenie. Naprawdę jest z czego czerpać. Nie musimy znać odpowiedzi na pytania – nie musimy być autorytetami. Wyruszmy z naszymi dziećmi za rękę ze strachem, ale też ciekawością przyglądając się temu, co się dzisiaj dookoła nas i w nas dzieje - bądźmy w tym, co naprawdę jest, a nie w tym, czego byśmy sobie życzyli. Chociaż spróbujmy. Spróbujmy wspólnie nauczyć się, jak zrobić wzmacniającą lemoniadę z cytryn, których wcale nie zamawialiśmy.

Wierzę w nauczycieli, wierzę w dzieci i młodzież, nie wierzę w system. Zresztą on sam też przestał w siebie wierzyć. Wymaganie od nauczycieli realizacji programu w tych warunkach świadczy od odklejeniu od rzeczywistości. Także ze strony możliwości technicznych – braku wystarczającej liczby komputerów, dostępu do internetu, małych mieszkań, a co za tym idzie – niemożliwości w nadążeniu za grupą, co potęguje uczucie wykluczenia. Błądząc po tym lesie z zawiązanymi oczami, nie będziemy dla dzieci żadnymi przewodnikami, ale jedynie zwiększymy w nich strach i brak zaufania do nas.

Stare już nie działa nie tylko w edukacji, nie tylko u nas – próba kontrolowania sytuacji ogranicza się do zamknięcia ludzi w domach i musimy przyznać, że wydarzyło się coś, co nas globalnie przerosło, na co nie byliśmy przygotowani. Modele matematyczne próbują przewidzieć sytuację, ale budujący je naukowcy z Imperial College sami mówią, że nawet najdoskonalsze modele nie biorą pod uwagę jednej rzeczy – czynnika ludzkiego.

Czynnik ludzki to nie tylko naukowcy pracujący teraz w laboratoriach nad szybkim testem. Czynnik ludzki to także my – nasze dzisiejsze wybory, szczególnie nas jako rodziców i nauczycieli. Żebyśmy byli dla dzieci i młodzieży wsparciem w tym trudnym czasie, który jest jak pokerowe „sprawdzam” – bez litości obnaża, co jest prawdą, a co tylko blefem. Blef dzisiaj nie zadziała, bo system się rozpadł.

Dużo się mówi i pisze o tym, jaki będzie świat po koronawirusie, jak „to” się już skończy. Tymczasem będzie taki, jakim go zrobimy dzisiaj. Jaką postawę przyjmiemy. Czy będziemy dalej realizować model świata, w którym wspinamy się z wywieszonym językiem, starając się wyprzedzić innych. Edukacja online oparta na drabinie ministerstwo-kuratorium-dyrektor- nauczyciel, który musi zakończyć dzień codziennym raportem, to samonakręcający się mechanizm, który nikomu nie służy, lejedynie generuje stres. Ten z kolei obniża odporność tak bardzo nam teraz potrzebną. Pozbawia też nauczyciela samodzielności decyzji, a tym samym „ludzkiej twarzy”, zmieniając go w bezdusznego biurokratę, dla którego arkusz zbiorczy staje się ważniejszy niż uczeń.

Pandemia w sposób dość okrutny informuje nas teraz o tym, czego wielu z nas nie chciało wcześniej słyszeć - czy nam się to podoba, czy nie, funkcjonujemy w świecie wzajemnych powiązań i zależności. Świecie współodpowiedzialności, współodczuwania, w którym wszyscy jesteśmy połączeni. Czy naprawdę tego chcemy nauczyć nasze dzieci – parcia naprzód bez kontaktu z rzeczywistością?

„Odwaga poddania się” to świetna książka fińskiego terapeuty Tommy Hellstena o wielkiej mocy, jaką ma w sobie odpuszczenie, które czasem okazuje się największą mądrością. Mam wrażenie, że powinna stać się teraz lekturą obowiązkową. Odpuśćmy nauczycielom, odpuśćmy dzieciom, odpuśćmy rodzicom - podstawa programowa to w sprawa drugorzędna wobec tego, co dzieje się na świecie. Każdy z nas zadaje sobie dziś pytanie, co jest dla niego ważne. Myślę, że w edukacji jak nigdy wcześniej są to kontakt i relacje, a nie zeszyty ćwiczeń.

Na koniec słowa zmarłego tydzień temu Willigisa Jägera, jednego z największych nauczycieli duchowych naszych czasów, benedyktyna i mistrza zen: „Choroba prowadzi nas do tego, czego nie przeżywamy, czego nie chcemy przyjąć do świadomości. Prowadzi nas do naszego cienia. Choroba może być próbą samouzdrowienia, ponieważ może nas ochronić przed ostatecznym załamaniem, do którego by doszło, gdybyśmy się kompletnie zamknęli na leżący głębiej sens życia”.

Dzisiaj chory jest cały świat i to już nie metaforycznie, ale dosłownie. Co jest cieniem świata? Nie podejmuję się odpowiadać na to pytanie, ale jako matka trójki dzieci uważam, że wiem, co jest cieniem polskiej edukacji – sposób nauczania i sprawdzania wiedzy, które nie przystają do rzeczywistych potrzeb uczniów i współczesnego świata. Póki jeszcze możemy wybierać, zamiast katastrofy wybierzmy rewolucję.

Roksana Jędrzejewska-Wróbel

(autorka ponad 40 książek dla dzieci, doktor literaturoznawstwa)

Czekamy na listy. Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.