Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Zniszczony grób to symbol nie tyle barbarzyństwa, ile pozbawiania prawa do pamięci, historii, miejsca obywateli Polski narodowości ukraińskiej. Jeszcze jesteśmy, lecz gdzieś na obrzeżach dozwolonych praktyk społecznych, na obrzeżach historii i uniwersalnej prawdy. Jesteśmy już tylko elementem procesu. Grób w Monasterzu uosabia coś więcej niż tylko nienawiść. Uosabia pragnienie całkowitego wyczyszczenia z polsko-ukraińskiego pogranicza jednego z ważnych jego elementów - ukraińskiej kultury materialnej, zapisu wydarzeń z przeszłości. I nas - Ukraińców - z Polski. Zarówno znaki w przestrzeni, jak i żywi jeszcze ludzie, z symbolami, pamięcią wydarzeń i bólem stali się częścią procesu - historycznego procesu przemocy na dużą skalę zapoczątkowanego w 1944 roku. Proces trwa. Monasterz, Werchrata, Wierzbica, Radruż, Mołodycz...

Jesteśmy drugą częścią, innym wymiarem bólu Polaków na tzw. Kresach. Bo rozumiemy ten ból, choć wmawia się nam, że nasz nie ma prawa istnieć.

Nasi przodkowie od wieków byli częścią Rzeczypospolitej, ale to niewiele dziś znaczy. Teraz jesteśmy elementem, rzeczą. Do częściowego lub całkowitego wyrugowania. Nasz ból to nie abstrakcja, nasz ból czuć najpełniej tu - w tym miejscu: w nieistniejącej od 1945 roku wsi. Nasz ból to całkowicie starta z powierzchni ziemi ludzka osada, cerkiew, domy i ich mieszkańcy.

Ten ból to uniwersalne doświadczenie naszych dziadków, ojców, to ból obecny w nas do dziś, do teraz. To ból, który zabiera wiarę i nadzieję. Ból, który stale przez 72 lata jest w nas obecny. Narasta po kolejnych uderzeniach polityki historycznej państwa. Operują nią cyniczni politycy, idący z nurtem urzędnicy i pragnący wroga i najprawdziwszych prawd lud. Choć to nie karabin maszynowy i nie ogień pożogi sieje spustoszenie. Ogromne.

 Jeszcze jesteśmy, lecz jesteśmy czasem tylko, będąc tu i teraz, nad grobem, którego wolą absolutu narodowego ma nie być. Jesteśmy, ale tylko fragmentem, pozostałością, niemalże wirtualnym bytem zbliżonym do granicy błędu statystycznego.

Za nami inne Monasterze, sukcesywnie odrealniane, pozbawione  materialnego jądra, wyczyszczone z nas. Proces czyszczenia ze znaków, z innej pamięci, z naszego bólu trwa. Pozostaną tylko kamienie. Kamienie znaczą mniej. Lub nic nie znaczą. Monasterz niby istnieje, w ułamkach pamięci, newsach, na stronach rządowych dokumentów, kartach  historycznych publikacji. Ułamki, gubią się, przepadają - gdzieś na Mazurach, Pomorzu, przestrzeniach Ukrainy, miastach Kanady. Pojedyncze, różnokształtne, z okruchami pamięci i znaczeń. Niebawem ulegną całkowitemu zatraceniu. Pozostanie tylko las, zapis na stronach książek, stronach gazet. Krótki, suchy, pozbawiony ludzi i emocji życia.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.