Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

O procesie Śpiewaka o pomówienie wiemy tylko tyle, że był prowadzony w sposób niejawny. Cała reszta (np. twierdzenie, że sąd był niesprawiedliwy) to tylko domysły, bo nie znamy faktów. A nie znamy, bo postępowanie było niejawne.

Jawne prowadzenie postępowania sądowego to ważna gwarancja dobrego wymiaru sprawiedliwości, niemal tak ważna jak niezawisłość sędziowska czy niezależność KRS od władzy politycznej. Bez niej sąd ma pokusę, by działać jak kasta oderwana od społeczeństwa, a z kolei społeczeństwo może snuć dowolne teorie spiskowe, bo nie wie, jak było naprawdę.

Sprawa Śpiewaka odbyła się niejawnie z powodu ustawy komunistycznej. Bardziej szczegółowo: art. 359 pkt 2 obowiązującego obecnie kodeksu postępowania karnego z roku 1997 uzależnia jawność procesów o pomówienie od woli oskarżyciela prywatnego; w tym wypadku oskarżycielka wybrała brak jawności. Rzeczony przepis jest kalką art. 308 § 2 poprzedniego kodeksu, z roku 1969 - a więc przepisu komunistycznego.

W Polsce przedwojennej procesy o pomówienie toczyły się jawnie, chyba że obie strony procesu (a nie, jak od roku 1969, tylko oskarżyciel) zgodnie chciały inaczej.

Europejska konwencja praw człowieka wymaga jawności postępowania sądowego. Konwencja dopuszcza co prawda niejawne procesy, ale tylko z ważnych przyczyn wymienionych w Konwencji. Samo to, że proces dotyczy zniesławienia, do takich przyczyn nie należy.

Co zrobić? Przestać krytykować sędziów, bo nie oni zawinili. Krytykować polityków (ze wszystkich opcji), którzy pozostawili w mocy przepis z roku 1969 wyłączający jawność, a nawet bezmyślnie (a może zaczadzeni komunistycznym myśleniem o prawie) przepisali ten przepis z jednego kodeksu do drugiego (ten drugi to ten z 1997 r.).

I najważniejsze: naprawić sytuację przez uchwalenie ustawy, która przywróci jawność w sprawach o zniesławienie - a więc uczyni nasze prawo zgodnym z europejską konwencją praw człowieka, ze standardami świata zachodniego, a także ze standardami, które panowały u nas przed wojną. Taka ustawa może mieć po prostu następującą treść: "Art. 359 punkt 2 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 roku kodeks postępowania karnego traci moc. Ustawa niniejsza wchodzi w życie 14 dni po dniu ogłoszenia".

Takie więc jest proste rozwiązanie, które będzie przyczynkiem do jakże potrzebnej reformy wymiaru sprawiedliwości.

Marcin Skubiszewski, Obserwatorium Wyborcze

****

Czekamy na Wasze listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.