Zbliżają się wybory, które prawdopodobnie PiS wygra. Czego możemy się spodziewać po?
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Pensja minimalna rosnąca do 4 tys. zł to takie nowe 500+ tej kampanii. I należy się spodziewać, że faktycznie zostanie wprowadzone. Być może część ludzi straci pracę, a trochę biznesów upadnie. Ale obecnie mamy bardzo niskie bezrobocie, tąpnięcie zauważą głównie ci, co wypadną. A karawana pójdzie dalej.

Pewnie będzie też tak, jak PiS zapowiada. Wzrost minimalnej pensji spowoduje reakcję łańcuchową, która wywoła też wzrost innych pensji. Tyle że na tym się nie skończy.

Co się stanie, jak wszyscy będą zarabiać znacznie więcej, a rolnicy będą produkować tyle samo żywności, fabryki tyle samo produktów, a usługi usług? Każą sobie za nie płacić więcej. A ludzie z większymi pensjami będą mogli sobie na to pozwolić. Czyli tak naprawdę mamy obiecaną inflację.

Po co władzy inflacja? Kolejne obietnice wymagają finansowania. A jak odpowiednio się podkręci inflację, to z takiego 500+ zrobi się np. 300+. A i inne świadczenia, tudzież progi, niekoniecznie zostaną zrewaloryzowane w tym samym tempie. W efekcie ludzie zaczną płacić większe podatki, a świadczenia państwa staną się mniej warte. Więc albo budżet będzie mieć łatwiej, albo raz jeszcze będzie można dać ludziom, tym razem np., 1000+. Perpetuum mobile.

Trochę gorzej mogą na tym wyjść kredytobiorcy, szczególnie hipoteczni. Wzrost inflacji będzie oznaczać dla nich wzrost oprocentowania kredytów, a w konsekwencji rat. Walutowym też wzrośnie, gdyż wysoka inflacja będzie osłabiać złotówkę. Drogi kredyt, do czego pewnie przyczyni się też kwestia procesów frankowiczów, jeszcze bardziej zniechęci przedsiębiorców do inwestowania. Będziemy mieć więcej pieniędzy, ale nie produktów i usług. Ludzie zaczną sobie uświadamiać, że niby państwo daje coraz więcej, niby nikomu nic nie odbiera, ale kilka lat wcześniej było ich stać na więcej.

Państwo teoretycznie mogłoby pracować nad tym, by ten tort do podziału był większy. Np. poprzez inwestycje. Tyle że, jak pokazuje przykład spółek skarbu państwa, własność państwowa ma bardziej priorytetowe cele – wynagrodzenie elity politycznej i finansowanie szczególnych inicjatyw władzy. Dla skarbu państwa, czy bezpośrednio dla społeczeństwa, coraz mniej zostaje. Czy nowe inwestycje mogłyby działać lepiej? W teorii. W praktyce okazuje się, że nawet dobrze naoliwiony biznes może zostać wysadzony w powietrze przez polityczny desant.

Innym sposobem powiększenia tortu do podziału mogłaby być poprawa infrastruktury, zwiększenie efektywności administracji czy też innych służb państwowych. Tyle że jak spojrzymy na wyniki reformy edukacji czy też służby zdrowia, to sytuacja w ostatnich latach bynajmniej się nie poprawiła. I to pomimo dorzucania funduszy. Zresztą nie tylko tam trzeba będzie dorzucać. „Dobra zmiana” w prokuraturze, sądownictwie czy też mediach (również prywatnych) też wymaga odpowiedniego finansowania. A to przecież priorytety dla władzy. Tam reformy, w tym zmiany kadrowe, zostaną dokończone w pierwszej kolejności.

Do następnych wyborów te efekty się skumulują. Władza zdąży poumieszczać w strategicznych punktach ludzi, którzy odpowiednio dużo będą jej zawdzięczać i wystarczająco dużo stracą, jeżeli nastąpi zmiana władzy. Władza będzie miała coraz lepsze narzędzia, którymi będzie w stanie kontrolować działalność opozycyjną i niszczyć zagrożenia. Opozycja, czy choćby krytyka wobec władzy, będzie wymagać coraz więcej osobistego poświęcenia. Władza dołoży wszelkich starań, by pokazać, że to po prostu się nie opłaca.
Jednocześnie media będą przekonywać nas, że Polska jest krajem mlekiem i miodem płynącym. A jak komuś coś nie będzie pasować, to będzie mógł… No właśnie, co w praktyce będzie mógł? „Obyś żył w ciekawych czasach”, mówi starożytne chińskie przekleństwo.

Czy byłoby lepiej, jakby opozycja wygrała? „Nic, co dane, nie zostanie odebrane”. Ale zawsze łatwiej będzie dawać w obietnicach niż w rzeczywistości. Problemy nie znikną w sposób magiczny. A odsunięta od władzy „dobra zmiana” nie omieszka podkreślać, jak to ich następcy nie będą radzić sobie z nadchodzącym kryzysem. I jak to dobrze by było, gdyby to oni rządzili. Będą punktować zmiany personalne, „polityczne” sprawy sądowe oraz wszelkie wpadki, które na pewno też się zdarzą. Będą przy tym wiarygodni, nie tylko dla swoich wyborców, ale części tych, których głosy odsunęły ich od władzy. Więc może lepiej, jakby od razu władza wygrała? Szybciej dowiemy się, do czego to doprowadzi…

Demokracja wymaga dojrzałości. Empatii dla innych ludzi, a także twardego sprzeciwu wobec kłamstwa i innych technik manipulacji. Bez tego demokracja będzie słaba i podatna na wpływy oszustów. Wolimy wybrać brzydką prawdę czy zręczne oszustwo bądź ładną iluzję? Demokracja wymaga uwagi i zaangażowania. Nie jest dana raz na zawsze, gdyż zawsze będzie można przegłosować jej zakończenie. Oczywiście nazywając to zupełnie inaczej.

Można się uczyć na doświadczeniach innych. Można też doświadczać na własnej skórze. Być może dziś potrzebujemy, by PiS dał nam lekcję wartości. I nie chodzi tylko o tych, co nie widzą bądź nie chcą zobaczyć, o co toczy się gra. Ale również o tych, którym się nie chciało bądź nie uznali tego za dość ważne, by coś z tym zrobić. Również o tych, którzy w poczuciu własnej wyższości utracili zdolność empatii i rozmowy na trudne tematy z ludźmi o odmiennych poglądach.

Pójście na wybory to minimum. Ale gdyby każda osoba faktycznie postarała się przekonać choć jedną osobę z rodziny bądź znajomych, to wynik wyborów mógłby być zupełnie inny.

Czy może uważamy, że łatwiej będzie się porozumieć ze służbami porządkowymi na ulicy?

*****

Wyborcza to wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Tak, zbliża się niestety Paranoja i Smuta.
już oceniałe(a)ś
8
1
Osobiście stawiam na wygraną pisiego syfu bez zdecydowanej większości. Niech zjedzą tą żabę, może poczują jej smak.
już oceniałe(a)ś
6
0