Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do ministra spraw wewnętrznych i administracji oraz ministra sprawiedliwości.

Przed kilku dniami obywatel naszego kraju w trakcie demonstracji w Przemyślu wzniósł okrzyk, czy też niósł transparent z napisem: "Precz z polskim faszyzmem", za który to czyn został zatrzymany przez tamtejszą policję pod absurdalnym zarzutem "publicznego znieważenia narodu lub Rzeczypospolitej Polskiej”. Zawstydza mnie to, że muszę dawać tu podstawową lekcję wiedzy o historii i społeczeństwie policjantom z Przemyśla, no bo nie sądzę, aby wiedza ta była nieznana obu panom ministrom, zatem apeluje przy okazji, aby lepiej dbali o edukację ludzi im podległych.

Łatwo jest przejść na ciemną stronę mocy 

Polski faszyzm nie jest żadnym epitetem, jest faktem. Miał się dobrze przed druga wojną światową i ma się dobrze dziś. Podobnie jak faszyzm brytyjski, amerykański, francuski, ukraiński, rosyjski, grecki, włoski itd. Ba, podobnie jak faszyzm żydowski czy palestyński. Albo - dajmy na to - norweski (Brevik wszak był, jest i raczej na pewno pozostanie faszystą). Ciemne instynkty drzemiące w ludziach pomaga ujawnić ta złowroga ideologia. Wszędzie. Zresztą w niektórych krajach oficjalnie istniały od dawna i nadal istnieją organizacje czy partie programowo neofaszystowskie jak choćby MSI (Movimento Sociale Italiano) we Włoszech czy Jobbik na Węgrzech. Groźne wydaje się, że obecnie da się zaobserwować wzmożenie wpływów tej ideologii w różnych społeczeństwach, można powiedzieć, że w skali globalnej. Na szczęście współcześnie prawie nigdzie nie są to ruchy masowe, ale wpływy ludzi wyznających tę ideologię zawsze winny niepokoić.

W naszym kraju wobec poszczególnych osobników, ale niestety też wobec całych organizacji - w gruncie rzeczy faszystowskich - używa się, nie wiedzieć czemu, eufemizmu, złagodzenia słowa, nazywając te organizacje czy tych ludzi „faszyzującymi”. A przecież to, co głosi na przykład były ksiądz, idol „narodowych” organizacji, Międlar, jest bodaj daleko bardziej dosadne w swej wymowie niż hasła, które głosili historyczni twórcy terminu faszyzm, włoscy faszyści. Na szczęście nasi głosiciele potrzeby „odrodzenia narodu” pozostają wciąż w obrębie t y l k o faszyzmu, nie posuwają się aż do nazizmu. No i żeby nie było nieporozumień co do terminologii, otóż skrajny, radykalny nacjonalizm to jest właśnie faszyzm. I skoro istnieje ta nazwa, nie ma potrzeby wymyślania innej. Cóż, to tyle tej niezbędnej lekcji.

Gdyby to miało jakiś sens, apelowałbym do obu panów ministrów o opamiętanie. Funkcjonariusze podległych wam służb nie reagują bądź nawet przychylnie odnoszą się do coraz śmielej demonstrowanej obecności wspomnianych środowisk, nie reagują na nieskrywaną przemoc z ich strony, ba, wydaje się, jakby sympatyzowali z tą przemocą. Oto gdy bite, kopane, opluwane i obrzucane obelgami kobiety próbowały protestować przeciw jawnie przecież faszystowskim hasłom niesionym na tak zwanym Marszu Niepodległości, zostały poddane represjom. A przecież te hasła wypisane na transparentach, co chyba oczywiste, nie nieśli członkowie „kółka różańcowego”, tylko faszyści Polacy.

Zatem polscy faszyści. Ogólnie zauważam, że podległe panom służby stworzone przecież po to, by chronić obywateli, dbać o ich bezpieczeństwo, ostatnio skwapliwie, na różne sposoby, represjonują tych szlachetnych obywateli, którzy w trosce o przyszłość swego kraju usiłują ostrzegać, zgodnie zresztą z prawdą, że „ojczyzna w niebezpieczeństwie”. No i zgodnie z tym przekonaniem niosą transparenty z hasłami jak ten, pod którym i ja się skwapliwie podpisuje: "Precz z polskim faszyzmem". Ciekawy swoją drogą jest brak jakiejkolwiek refleksji u przemyskich policjantów. No bo jeśli zabraniają komuś być przeciw, to może jedynie znaczyć, że sami są za. Nie chcę uwierzyć, aby polscy policjanci w Przemyślu bądź gdzie indziej byli za faszyzmem, tym polskim, naszym. Choć czasami, niestety, mogę odnieść takie wrażenie.

Dżina z butelki wypuścić łatwo, ale co potem?

Zatem, szanowni panowie ministrowie, zgodnie z mymi przekonaniami, podobnie jak pan Grabowski z Przemyśla, jestem - jak już oświadczyłem - przeciw polskiemu faszyzmowi. I gotów jestem nieść transparent o takiej właśnie treści. Mój akces uprzedził już zresztą redaktor Jacek Żakowski, który w swym felietonie (ostatni numer „Polityki”, który autor opatrzył tytułem „Precz z polskim faszyzmem!”) zgłosił Policji, że idzie z panem Grabowskim. I myślę, że idzie wraz z tym, nieznanym mi, prawym polskim patriotą, szczerze zatroskanym tym, co się dzieje wokół, i perspektywą, dokąd nas to prowadzi, że wraz z nim idą rzesze niezainfekowanych złowieszczą ideologią rodaków. I oni wszyscy, my wszyscy, zechcemy zająć miejsca na ławie oskarżonych. Jeśli zostanie podtrzymany ten niewiarygodnie absurdalny zarzut postawiony mieszkańcowi Przemyśla. Szanowni panowie ministrowie, mam swoje lata. Dużo widziałem, dużo przeżyłem i dużo przemyślałem. I nie mam wątpliwości, że igracie z ogniem. Dżina z butelki wypuścić łatwo, ale co potem? Właśnie. Czy potrzeba utrzymania się przy władzy za wszelką cenę warta jest, kto wie, podpalenia ojczyzny?

***

*Stanisław Brejdygant, ur. w 1936 r., aktor, reżyser, scenarzysta, pisarz i dramaturg

Czekamy na wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.