Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Czekamy na Wasze historie, opinie: listy@wyborcza.pl

Poniedziałek, prawie wieczór, dzień po wyborach. Przyjechałem, przyszedłem (wszystko jedno) z tzw. pracy i chętnie zjadłbym coś, popracował w ogrodzie (tak pięknie zakwitną w tym roku hortensje) albo przeczytał coś, co by mi - jako człowiekowi, jako jednemu z Was - przyniosło jakąkolwiek intelektualną, moralną, albo innego rodzaju... korzyść (ulgę). Nic z tego! Nie mam na to .. nastroju! W niedzielę odebrano mi spokój!


Wynik, który uzyskała KE w wyborach, jest najniższą z kar, na jakie politycy Koalicji zasłużyli. Podczas kampanii wyborczej, którą - z punktu widzenia pasażera Kolei Mazowieckich - pilnie i codziennie (dwa razy dziennie: rano i wieczorem) obserwowałem (choć - przyznaję - z większym zainteresowaniem czytam dzisiaj "The Jerusalem Post" i "Al Jazeera", ponieważ tam będą się rozgrywały losy nie tylko "ich", ale i "naszego" świata), nie zauważyłem jakiegokolwiek przekazu dotyczącego urządzenia wewnętrznych spraw polskich, spraw polskich w UE, wszystkich istotnych rzeczy, które kiedyś staną przed nami jako niecierpiące zwłoki problemy do rozwiązania.

Nie widziałem, nie czytałem, nie słyszałem nic w kwestii nie tylko polityki socjalnej, ale także tych spraw, które partia rządząca omija szerokim łukiem i gdzie - być może - jest jakieś pole do zagospodarowania, do wywarcia wpływu na tę część Polaków, którzy myślą choć trochę inaczej niż przez pryzmat grubości własnego portfela (wbrew pozorom, wbrew obiegowym opiniom, nie jest ich aż tak mało).

Nie widziałem nic, co mogłoby dotyczyć spraw służby zdrowia, energetyki (wszystkie elektrownie, jakie mamy, zbudowano za czasów PRL!), nic w kwestii zniszczenia przez obecną władzę perspektyw dla odnawialnych źródeł energii (co tak przemawia do młodych ludzi w Niemczech, gdzie zieloni zyskali w niedzielę ponad 20 proc. głosów), edukacji niższej i wyższej, chaosu w edukacji, budżetu, spinania się budżetu, odpowiedzialności za to, co z naszej pracy zostawimy przyszłym pokoleniom, walki z żyłowaniem, niszczeniem tego kraju przez współpracujące ze sobą kliki z obecnego (i poprzednich) nadania. Nie widziałem nic, co dotyczyłoby żyjących w Polsce i pracujących dla dobra tego kraju tysięcy Ukraińców, Hindusów, Nepalczyków i innych, którzy z racji swojego pozytywnego nastawienia do Polski, w której się dziwnym zbiegiem okoliczności znaleźli, pracują na jej rzecz (zatrudniacie ich: budują Wasze drugie i trzecie mieszkania, zrywają jabłka pod Grójcem, myją tyłki Waszych dzieci, pakują zakupy w Auchan, zmywają kurz, sosnowy pył z okien Waszych domów) - nie ma wśród nich muzułmanów, którzy mogliby obrócić wniwecz Wasz spokój.

Zamiast tego widziałem wybielone zęby głównego z kandydatów. Tylko tyle. Nie mając nic przeciwko wybielaniu zębów, chcę stwierdzić: to za mało!

To za mało, żeby trafić do kogokolwiek innego niż osoby, które byłyby ewentualnie zainteresowane uzyskaniem porady ze strony głównego kandydata nt. gdzie i za ile można sobie aż tak wybielić. Z dzisiejszej perspektywy politycznej Polska wygląda jak kraj, w którym zasadnicza linia podziału biegnie w sposób następujący: z jednej strony PiS, z drugiej strony "Gazeta Wyborcza" (chwała Ci, "Gazeto", za Twoją niezłomność) + Sekielski + nic więcej. W sensie politycznym, w sensie namysłu nad przyszłością tego kraju strona opozycyjna po prostu nie istnieje. Zarówno jej lider, jak i liderzy mniejszych partii uczestniczących w KE byli w tej kampanii tak przezroczyści jak klapa plastikowego nakrycia kibla, którą jeden ze znanych studentom/wykładowcom KUL w czasie, kiedy i ja tam studiowałem, profesorów zakupił we Włoszech i przyniósł na Uniwersytet w Bolonii, gdzie miał udzielić wykładu (przed odlotem musiał coś zrobić... z klapą).


Do następnych, najważniejszych wyborów pozostało pięć miesięcy (zakładam, że się odbędą). Jeśli to, co obserwowaliśmy w okresie po wyborach samorządowych (jakże optymistycznych) się utrzyma, możemy mieć do czynienia z wynikiem znacznie gorszym niż obecny. Tak mi żal ludzi, którzy mimo wszystko na nich głosowali! Tak mi żal tego, że z milionów, którym leży na sercu dobro tego kraju, nie udało się wykrzesać nic więcej niż błysk białych zębów w czarnej czeluści głupoty!

Alleluja! Jeszcze Polska nie zginęła!
---
Co robić? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.