Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Drodzy nauczyciele, jak wygląda Wasz dzień w pracy? W szkole i w domu, bo przecież tam też dużo pracujecie. Ile godzin poświęcacie pracy, jakie dostajecie za to wynagrodzenie? Co lubicie najbardziej w swoim zawodzie, a co chcielibyście natychmiast zmienić?
Pokażcie nam prawdziwy dzień nauczyciela, dzień z Waszego życia, opiszcie go przed strajkiem. Każdy nauczyciel, który podzieli się z nami swoim doświadczeniami (adres: listy@wyborcza.pl), a jego list zostanie przez nas opublikowany, dostanie roczną prenumeratę cyfrową „Wyborczej”.

Pracę zaczynam o 12.30, wtedy kiedy kończą się lekcje. Obiad, podwórko, piosenki, praca plastyczna, zabawy na holu, zabawy w sali. Rozmowy na poważne tematy na dywanie, odrabianie pracy domowej, głośne czytanie, czekanie na spóźnionych rodziców. Tak wygląda mój normalny dzień.

Wiem, czy Zosia zjadła kotleta, czy Olek i Bartek się pogodzili, czy Staś miał jeszcze kaszel i czy Marysia odrobiła całe lekcje. Dzwonicie, żeby zapytać się, czy wasze dziecko ma dziś dodatkowy angielski. Nie, dziś są szachy. 'A do której?' - pytacie.

Tłumaczę się przed wami. Dlaczego dziś byliśmy/nie byliśmy na podwórku. Dlaczego robimy prace plastyczne. Albo czemu jest ich tak mało, dlaczego nie odrobiliśmy w szkole angielskiego. Jestem rozliczana podwójnie: przez dyrekcję i przez was.

Pracuję w szkole z oddziałami integracyjnymi. Na lekcjach w wielu klasach jest nauczycielka wspomagająca. W świetlicy jesteśmy same. Tu nie ma nauczyciela wspomagającego. A to właśnie tutaj dzieci z orzeczeniem odreagowują kilka godzin w ławkach. Musimy mieć oczy wszędzie. Nie na wszystko jesteśmy w stanie zareagować, bo jedna osoba do 20-osobowej grupy integracyjnej to za mało. 

Wyjście do toalety oznacza kombinowanie. Musimy złapać kogoś, kto postoi te 3 minuty w sali, żebyśmy mogły wyjść. Nie mamy przerw. Najczęściej na obiad jemy kanapki, bo normalnego dania nie mamy jak podgrzać w mikrofalówce w pokoju nauczycielskim.

Mój czas spędzony w szkole to 26 godzin. W domu nie mam kartkówek do sprawdzania, ale zapoznaję się z opiniami i orzeczeniami uczniów, szukam ciekawych scenariuszy na kolejne zajęcia, odpisuję na wasze maile. W zeszłym roku prowadziłam jeszcze kółko teatralne, ale w tym już nie dałam rady. Rozpoczęłam mianowanie, więc robię kursy doszkalające i studia podyplomowe. Wszystko w weekendy, bo w tygodniu nie ma kto mnie zastąpić. Teoretycznie mogę poprosić koleżankę lub kolegę, żeby zostali za mnie, jednak wiąże się to z zapłatą lub "oddaniem" godzin. Teoretycznie szkoła powinna umożliwić mi podnoszenie kwalifikacji.

Mimo to lubię swoją pracę. Lubię te roześmiane buźki, które codziennie mają tak dużo do powiedzenia. Lubię nasze "poważne" rozmowy na dywanie, słucham waszych dzieci i wiem, czego się boją, jakie mają marzenia. Znam sytuację waszych rodzin, bo dzieci często nie radzą sobie z kłótniami, rozwodami czy częstymi wyjazdami służbowymi. Przytulam je, kiedy jest im smutno, cieszę się z ich sukcesów, wspieram. Spędzam z waszymi dziećmi dziennie 5-6 godzin. Często więcej niż wy. Zależy mi na nich. 

Chcę, żeby świetlica nie była zbiorowiskiem, przechowalnią. Nie zmienię pracy w świetlicy na wspomaganie albo nauczanie w klasach 1-3. Cenię ten wyjątkowy rodzaj relacji, jaki można osiągnąć tylko w wolnym czasie, czyli po lekcjach. Nie mam programu, który mnie ogranicza. Mogę z dziećmi rozmawiać na tematy, które je interesują, poruszać ich problemy. Chcę pracować na relacjach partnerskich i na zaufaniu.

Dlatego nie mów o mnie "świetliczanka". Skończyłam studia jak nauczycielka nauczania początkowego czy matematyki. I nie dziw się, że świetlica też nie będzie pracować w czasie strajku. Bo jesteśmy nauczycielkami i nauczycielami.

 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.