Światowa nauka nie stoi w miejscu, ale oddala się bardzo szybko. Stawianie nauki w naszym kraju w opozycji do nauki światowej, jak na przykład czynią to broniący "polskości badań" w humanistyce, dodatkowo pogłębia powstającą przepaść. Wiele będzie zależeć od tego, czy będziemy potrafili porzucić partykularne interesy i zrezygnować z komfortowego dla niektórych status quo.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nauka w Polsce wymaga zdecydowanej reformy. Przyjęta niedawno ustawa, nazywana niekiedy Konstytucją dla Nauki, mimo pewnych wad, daje do tego narzędzia. Jednym z nich jest zwiększenie autonomii uczelni. Drugim natomiast jest finansowe promowanie instytucji prowadzących badania najwyższej jakości, czyli badania, które dzięki swojej doniosłości mają szansę zaistnieć w międzynarodowym obiegu naukowym. Jednak wiele wskazuje na to, że znaczna część polskich uczelni i instytutów badawczych nie chce skorzystać z szansy, jaką daje nowa ustawa o szkolnictwie wyższym i nauce. Ich głównym celem jest wykorzystanie autonomii wynikającej z nowych rozwiązań do zachowania status quo. Wypowiedzi niektórych przedstawicieli naszego środowiska wręcz podważają potrzebę i znaczenie podnoszenia jakości i międzynarodowej widzialności polskiej nauki.

Poziom nauki uprawianej w Polsce jest wysoce niezadowalający. Znaczna część publikacji to prace, których nikt nie czyta i nie cytuje, mało jest także użytecznych patentów, a prace naukowców na ogół nie budzą zainteresowania gospodarki czy instytucji publicznych. Co gorsza, poza nielicznymi przypadkami, prace te rzadko bywają przedmiotem naukowego dyskursu w skali wykraczającej poza poziom lokalny. Aż dwadzieścia procent osób zatrudnionych formalnie na stanowiskach naukowych w Polsce nie opublikowało niczego w ostatnim czteroletnim okresie oceny działalności naukowej. Nasze uniwersytety fatalnie wypadają w praktycznie wszystkich międzynarodowych rankingach, co przekłada się na małe zainteresowanie studiowaniem u nas zdolnych młodych ludzi zza granicy, a także zniechęca globalne koncerny do lokowania w Polsce centrów badawczo-rozwojowych. Wypadamy źle nie tylko na tle potęg naukowych, ale także w stosunku do krajów takich, jak Czechy czy Węgry. Nasze osiągnięcia naukowe są także wyraźnie słabsze w porównaniu z innymi krajami europejskimi, nawet po uwzględnieniu poprawki na niezadowalający poziom finansowania badań. Anachroniczna struktura polskich uczelni i instytutów badawczych powoduje, że, jak pokazało ostatnie badanie Fundacji Polonium, tylko około 27 procent polskich naukowców pracujących poza Polską planuje powrót do kraju, a 47 procent deklaruje, że nie będzie pracować w kraju ojczystym. Tracimy więc bezpowrotnie ogromny intelektualny potencjał.

Od naszego środowiska będzie zależeć, czy wykorzystamy nowe rozwiązania ustawowe do wprowadzenia pozytywnych zmian. Niestety, częstokroć pod pretekstem walki z niedoskonałościami Ustawy 2.0, mamy do czynienia z działaniami mającymi na celu zakonserwowanie istniejącego porządku. Ostatnio szerokim echem odbijają się głosy dotyczące rzekomo szkodliwych efektów reform dla polskiej humanistyki i nauk społecznych. Jednak wbrew forsowanej przez przeciwników reformy opinii, wprowadzane zmiany nie marginalizują tych nauk, lecz znacząco premiują udostępnianie ich osiągnięć naukowcom na całym świecie. Polska humanistyka oraz nauki społeczne mają ogromny potencjał, ale może się on zrealizować dopiero wtedy, gdy przyczynią się one do rozwoju badań światowych - nauka jest ze swej natury globalna i prace dotyczące zagadnień wydawałoby się lokalnych mogą mieć wielki wpływ na rozwój nauki w dużo szerszym wymiarze.

Odpowiadając na ostatnie publiczne wystąpienia w sprawie humanistyki formułujemy poniższe spostrzeżenia, które, naszym zdaniem, odnoszą się do całego systemu nauki w Polsce.

Po pierwsze, jednym z najważniejszych celów reformy powinno być podniesienie jakości kształcenia i badań naukowych, a także stworzenie warunków, w których zdolni młodzi badacze będą mogli – i chcieli - planować swoją naukową karierę w Polsce. Aby tak się stało, jakość prowadzonych zajęć dydaktycznych oraz badań, a nie pozycja w lokalnej strukturze władzy i przywilejów, muszą stać się najważniejszymi kryteriami oceny i podstawą awansu. Podstawową misją społeczną profesora powinno być działanie na rzecz podnoszenia jakości badań, w tym stwarzanie najlepszych warunków pracy swoim młodszym kolegom i koleżankom oraz kształcenie swoich następców. Nie da się niestety zapewnić wysokiej jakości badań bez wdrożenia systemu oceny działalności naukowej opartego na międzynarodowych standardach.

Po drugie, specyfika różnych dziedzin nauki nie może stawać się argumentem wykorzystywanym do obrony słabości, bylejakości i braku osiągnięć naukowych. Humaniści publikują na ogół mniej niż na przykład biolodzy, ale jakość ich badań nie powinna odbiegać od jakości tych prowadzonych w biologii. Co więcej, tak w biologii jak i w historii, bardzo istotna jest działalność popularyzatorska. Jednak to oryginalna działalność naukowa, i tylko ona, może przesuwać granice wiedzy. A więc, w przeciwieństwie do tego, co uparcie głoszą obrońcy „polskości badań” w humanistyce i naukach społecznych, działalność popularyzatorska nie może być w żadnym wypadku traktowana jako równorzędna wobec pracy sensu stricto naukowej. W szczególności, nie może być podstawą do osiągania pozycji w środowisku naukowym, w tym uzyskiwania stopni i tytułów.

Po trzecie, jakkolwiek wiele słabości nauki w Polsce wynika z niedostatecznego poziomu finansowania, to część patologii jest od tego niezależna. Można tu wymienić wiele problemów, takich jak: przyzwolenie na brak oryginalności badań bądź ich niski poziom warsztatowy, poddanie kryteriom osobistym recenzji prac naukowych, preferowanie własnych wychowanków w procesie rekrutacji kadry akademickiej czy nadmierna hierarchiczność środowiska akademickiego. Realną przeszkodą w rozwoju nauki i w karierach młodych naukowców są też plagiaty, mobbing i nepotyzm. Za te patologie odpowiedzialność powinni wziąć ci, którzy tworzą formalne i nieformalne struktury władzy w nauce, a więc osoby na najwyższych stanowiskach w polskim systemie nauki.

Czas ucieka. Światowa nauka nie stoi w miejscu, ale oddala się bardzo szybko. Stawianie nauki w naszym kraju w opozycji do nauki światowej, jak na przykład czynią to broniący „polskości badań” w humanistyce, dodatkowo pogłębia powstającą przepaść. Decyzje na uczelniach i w innych jednostkach naukowych podejmowane w związku z wprowadzaniem Ustawy 2.0 będą miały istotny wpływ na przyszłość Polski, jej rozwój społeczny i gospodarczy oraz obecność w dyskursie intelektualnym świata. Wiele będzie zależeć od tego, czy będziemy potrafili porzucić partykularne interesy i zrezygnować z komfortowego, dla niektórych, status quo.

Marcin Nowotny, biolog molekularny

Natalia Letki, socjolog i politolog

Andrzej Jajszczyk, inżynier telekomunikacji

Mikołaj Bojańczyk, matematyk, informatyk i logik

Janusz Bujnicki, bioinformatyk

Cezary Cieśliński, filozof i logik

Stefan Dziembowski, informatyk

Joanna Golińska-Pilarek, filozof i logik

Maciej Górecki, politolog

Jarosław Górniak, socjolog

Barbara Klajnert-Maculewicz, biofizyk

Małgorzata Kossowska, psycholog

Jacek Kuźnicki, neurobiolog

Łukasz Niesiołowski-Spano, historyk

Jakub Szymanik,lingwista, kognitywista i filozof

Maciej Żylicz, biochemik i biolog molekularny

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Całkowicie fałszywa i szkodliwa diagnoza. Nędza polskiej nauki wynika przede wszystkim z nędznego poziomu jej finansowania. Wszelkie zmiany w strukturach uczelni i instytutów nie zmienią tego stanu jeśli nie będzie większych nakładów nie tylko na badania, ale przede wszystkim na wynagrodzenia. Światowa nauka nam ucieka - szok i niedowierzanie. Może zatem autorzy listu porównają nakłady na naukę i pensje naukowców w krajach, które nam tak uciekły.

    A już największą kpiną jest ten oto fragment:

    "Po pierwsze, jednym z najważniejszych celów reformy powinno być podniesienie jakości kształcenia i badań naukowych, a także stworzenie warunków, w których zdolni młodzi badacze będą mogli ? i chcieli - planować swoją naukową karierę w Polsce."

    Tak, na pewno podniesienie jakości kształcenia sprawi, że będą chcieli zostać w Polsce z pensją asystenta 1800 zł netto.
    @saul_vogelman
    Asystent również może uzyskać np. grant Opus z Narodowego Centrum Nauki, co da mu dodatkowe 3000 zł brutto na miesiąc przez okres trzech lat. Albo może aplikować o stypendium dla wybitnych młodych naukowców MNiSW, co da mu 5400 zł netto na miesiąc przez okres 3 lat.
    już oceniałe(a)ś
    2
    12
    @Nauk_Owiec
    Oczywiście, ale proszę sprawdzić, jaka jest przyznawalność grantów. Co mają zrobić ci, którzy ich nie dostają (ca. 80% aplikujących)? Zresztą, może profesorom też płaćmy 1800 zł netto - przecież mogą dostać Teama albo grant ERC...
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    @Nauk_Owiec
    Młody naukowiec rozpoczynający karierę nie dostanie Opusa, może się ubiegać co najwyżej o Preludium lub Sonatę, gdzie środki na wynagrodzenia są znacznie mniejsze. To po pierwsze. Po drugie, chyba zdajesz sobie sprawę, że środki jakimi dysponuje NCN są raczej skromne. W tym właśnie problem, że wiele nawet bardzo dobrych wniosków jest odrzucana tylko ze względu na ograniczoną pulę pieniędzy w danym konkursie. Poza tym nigdzie, nawet w najbogatszych krajach granty nie są podstawowym źródłem dochodów.
    już oceniałe(a)ś
    15
    0
    @saul_vogelman
    Jasne, doktorant sam nie dostanie Opusa, ale jeśli jego promotor ma Opusa to obecnie może dostać 4500 zł stypendium. I rozumiem że granty działają na zasadzie "the rich get richer", ale ostatnio pojawiła się Miniatura NCN, która daje możliwość rozkręcenia linii badań dla osób nie mających jeszcze większego finansowania. Czy granty powinny być podstawowym źródłem dochodu? To można różnie rozpatrywać, sam wolałbym mieć wiekszą podstawę, ale niskie pensje to nie jest problem wyłącznie nauki.

    A jeśli chodzi o ilość środków jakimi dysponuje NCN, to oczywiście że lepiej żeby miało ich więcej. Ale sam przyznasz że w Polsce relatywnie łatwo jest dostać od nich grant. Ilość i jakość publikacji, jakie trzeba mieć żeby dostać grant na 3 lata jest nieporównywalnie niższa niż w Niemczech czy Francji, dlatego że w Polsce środowisko naukowe jest znacznie mniej konkurencyjne.
    już oceniałe(a)ś
    2
    9
    @asgair
    Tak, przy większych grantach to około 20%, ale jeśli chodzi o Miniaturę (na początek) to już 40%.

    Jeśli ktoś publikuje na wczesnym etapie to ma szanse na granty i stypendia. A jeśli nie publikuje, to warto się zastanowić czy ścieżka naukowa jest dla niego/niej. Nie każdy się do tego nadaje i finansowanie wysokiej pensji kogoś, kto nie publikuje przez dłuższy czas mija się z celem I jasne, rozumiem że ktoś może pracować nad bardzo ambitnym projektem, który przez długi czas nie przynosi wyników, ale umówmy się, że większość nie publikujących osób jednak tego nie robi. Ale wiem że to zwykle ich ulubione usprawiedliwienie.
    już oceniałe(a)ś
    2
    6
    @Nauk_Owiec
    To jest nieprawda. Możesz mieć świetny dorobek naukowy, a i tak nie dostaniesz grantu bo zwyczajnie nie starczy dla wszystkich. Ilość finansowanych projektów to nawet mniej niż 20%. Na tym właśnie polega to błędne koło polskiej nauki - większość z tych, którzy nie publikują nie mają pieniędzy na badania, a nie dlatego, że im się nie chce. No ale widzę, że tu działa podobnie kłamliwa propaganda, jak w przypadku nauczycieli. Mają lenie dwa miesiące wakacji, zarabiają trzy średnie krajowe, a jeszcze im się podwyżek zachciewa.
    już oceniałe(a)ś
    12
    1
    @Nauk_Owiec
    W Pana wypowiedzi najważniejsza część to wyraz "może". Bardzo chciałby zobaczyć statystykę liczby Opusów przyznanych *asystentom*, skoro w Opusach konkuruje się ze wszystkimi, w tym z najstarszą profesurą i kierownikami dużych zespołów. Chciałbym też zobaczyć, jaka część środowiska naukowego ma dostęp do środków grantowych. Zwraca się tu bowiem uwagę na to, że współczynnik sukcesu to ok. 20%, ale zdecydowana większość naukowców nawet nie składa wniosków, więc środki z NCN trafiają do maksymalnie kilku procent środowiska. Trzeba też pamiętać, że środki grantowe to nie są środki dodatkowe, tylko środki przesunięte z tzw. dotacji statutowej.
    już oceniałe(a)ś
    6
    0
    @Nauk_Owiec
    Finansowanie pensji uczonych z grantów jest wysoce niezdrowym, korupcjogennym procederem - granty powinny byś tylko na badania (i zatrudnianie na czas określony postdoków i doktorantów). A tak poza tym, to prawda, że duża część "środowisk humanistycznych" (ale i rolniczych i inżynieryjnych) powinna poszukać pracy poza uczelniami i instytutami badawczymi.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    @saul_vogelman
    Poziom sukcesu w grantach NCN jest wysoki w porownaniu do "Zachodu". Problemem są beznadziejne, niekonkurencyjne zarobki uczonych. A granty nie powinny mieć bezpośredniego wpływu na dochody uczonego.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0
    @Nauk_Owiec
    Co do placenia sobie z grantow, to w zadnym normalnym panstwie naukowcy nie doplacaja sobie z grantow zeby podwyzszyc pensje. W Stanach, szczegolnie w medical schools, czesc faculty members otrzymuje z grantow pensje, ale to nie po to, zeby doplacic, tylko po to, zeby w ogole ja miec. W UK cos takiego w ogole nie funkcjonuje. Granty sa na badania.
    Skad w gole to pomysly, zeby za normalne uznawac doplacanie z grantow do pensji? To jest tylko dorazna, chora prowizorka, ktora w Polsce funkcjonuje juz od wielu lat, i trzeba dazyc do tego, zeby jej sie pozbyc.
    już oceniałe(a)ś
    5
    0
    @saul_vogelman
    Dokładnie, mamy szukać najzdolniejszych za 1800 zł do ręki. Pracuję w IHAR-PIB i na takim poziomie pensje mają członkowie mojego zespołu. Sam niewiele więcej dostaję po 20 latach pracy i mając w miarę przyzwoity dorobek. Mam obecnie 3 granty i to pozwala mi dopłacić do pensji ale wiem, że po zakończeniu projektów zespół mi się po prostu rozsypie. Zdobycie kolejnych projektów i tworzenie zespołu na nowo może nie być możliwe. Widać też coraz bardziej masowy odpływ młodych ludzi z naszego Oddziału, ponad połowa pracowników to w tej chwili emeryci. Bez podniesienia wynagrodzeń do takich, które zachęcą młodych zdolnych do pracy w nauce, również w Instytutach rolniczych, nie ma mowy o prawdziwej naprawie polskiej nauki. U jej podstawy musi być człowiek, ten rzeczywiście zdolny, innowacyjny, twórczy. A taki obecnie idzie za granicę lub do biznesu. Najlepsze nawet reformy bez podniesienia (i to znacznego) wynagrodzeń nie sprawią, że zostanie on w polskiej nauce. Sytuacja jest szczególnie tragiczna w Rolniczych Instytutach Badawczych. Nie zostały one objęte podwyżkami wynagrodzeń wprowadzanymi na Uczelniach i w PANie. Pensje pozostawiono na poziomie 1800 zł do ręki dla młodego pracownika i 2500-3000 do ręki dla adiunkta. Instytuty te - i owszem - wymagają reform, mają archaiczną strukturę i słaby poziom współpracy czy efektywności publikacyjnej. Wynika to między innymi z tego, ze ludzie zamiast skupić się na baniach - dorabiają ekspertyzami po pracy, albo klepią biedę. Ja mając w miarę dobry dorobek, nie mam nawet własnego mieszkania po 20 latach pracy. Reformy nie powinny jednak polegać na ciągłej i coraz mocniejszej redukcji środków finansowych, bo to tylko pogarsza jakość badań (u nas nie ma techników czy traktorzystów wykonujemy i badania i prace fizyczne w polu i szklarni) i doprowadzi do upadku Instytutów. Dobrze działające i dobrze finansowane Instytuty rolnicze - to bezpieczeństwo żywności, nasze banki genów zwierząt i roślin, wsparcie hodowców w hodowli w nowych odmian i ras, przygotowanie produkcji żywności do zachodzących coraz szybciej zmian klimatu. Warto więc się zastanowić czy chcemy w przyszłości korzystać z dobrze finansowanej nauki rolniczej Niemców, Holendrów, Francuzów, czy z własnej. O ile będzie istnieć.
    już oceniałe(a)ś
    0
    0
    Autorzy listu piszą bzdury. Podstawowym i bezwzględnie najważniejszym problemem dziadostwa polskiej nauki jest traktowanie przez kolejne rządy nas, naukowców, jak dziadów. Poziom finansowania działalności naukowej jest najniższy w Europie. Dla przykładu podam, że w moim instytucie kwota na zakup książek potrzebnych do prowadzenia badań wynosi ok. 170 złotych rocznie na osobę. Rocznie na tzw. delegacje, czyli np. na udział w konferencjach, dostajemy ok. 500 - 600 zł. A pensje? Zamiast koncentrować się na pracy naukowej dorabiamy powszechnie, aby żyć godnie, co zasadniczo wpływa na ilość i jakość naszych badań. Owszem, znam kolegów - profesorów, którzy tego nie robią, tylko oddają się w całości nauce. W efekcie żyją od pierwszego do pierwszego, bardzo skromnie, po prostu biednie. Zapewniam wszystkich, że zacząć trzeba od godnej zapłaty ludziom, którzy znaleźli zatrudnienie na uczelniach wyższych nie za karę, ale z pewnością dlatego, że byli najlepszymi kandydatami do tej pracy. Po dwudziestu pięciu latach zmagań z uczelnianą biedą mam już dość i zaczynam serdecznie żałować tego co robię. Mam rodzinę na utrzymaniu i ambicje, aby wraz z dziećmi raz w roku wyjechać na wakacje nad ciepłe morze. Czy to tak dużo?
    @AmirAbdul
    A granty? Choćby z NCN?
    już oceniałe(a)ś
    3
    14
    Zmarginalizowanie kwestii poziomu finansowania nauki czyni ten list bezużytecznym.
    @takaja123456
    Krótko i celnie.
    już oceniałe(a)ś
    12
    0
    @takaja123456
    Przeciez wyraznie powiedzieli ze czesc problemów jest niezalezna od poziomu finansowania nauki. w Polsce. I maja racje. Przeciez popieranie miernot odbywa sie niezaleznie iod tego ile popierajacy czy popierany pobiera pensji.
    już oceniałe(a)ś
    2
    4
    @takaja123456
    Bo autorzy tego listu w większości potrafili z Systemu wycisnąć ładny grosz. Niestety, tego Potiomkinowskiego modelu nie da się przenieść na 100 tys. kadry naukowo-dydaktycznej.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    Bardzo szkodliwy list. Podpisujący dali się uwieść gładkim słówkom ministra Gowina, który chce de facto uczynić z polskiej nauki rodzaj korporacyjnego kieratu. W humanistyce nie powinno być mowy o produktywności, co nam z tego, że ktoś napisze marny tekst raz na miesiąc, albo podzieli jedną pracę na pięć odcinków? Tu się nie da robić 300% normy. Tak wyglądało wyrobnictwo intelektualne w XIX wieku.
    Teza że ustawa ZWIĘKSZA autonomię uczelni to musi być chochlik drukarski - ona ją praktycznie likwiduje. Wreszcie - nauka nie jest tylko po to by "doganiać zachód" albo "dobrze się sprzedać" - pełni też rolę kulturotwórczą i służy namysłowi i refleksji. Na tą ostatnią potrzeba czasu, dlatego polecam podpisanym jeszcze raz przeczytać co podpisali i porządnie to sobie przemyśleć. Może nawet przegadać z kolegami, którzy w skutek cięć Gowina stracą wkrótce pracę.
    @wujcioszela
    Problemem humanistyki jest błędne przekonanie, że nie da się w niej publikować międzynarodowo.
    już oceniałe(a)ś
    11
    13
    @takaja123456

    większym problemem jest jednak, że teraz będzie można dostać pubkty za publikacje o kosmiatch i wielkiej lechii (wydawnictwo bellona)
    już oceniałe(a)ś
    18
    0
    @wujcioszela
    W pełni się zgadzam.
    już oceniałe(a)ś
    10
    0
    @wujcioszela
    Popieram. To szkodliwy tekst. Przecież Gowin robi wszystko, aby zniechęcić do publikowania za granicą. Publikuję dużo na Zachodzie, moje publikacje są w czasopismach i wydawnictwach dobrych i wyspecjalizowanych (w grupie 10-20 najlepszych w danym kraju), ale nie znajdują się na liście Gowina. Oznacza to, że mój tekst "wart" jest 5 pkt, czyli znacznie mniej niż opublikowany w języku polskim w Białym Kruku czy jakimś wydawnictwie "pocztówkowym". Po co więc starać się, pisać i publikować za granicą, skoro w kraju dostanę więcej punktów? Vivat umiędzynarodowienie, Panie ministrze!
    już oceniałe(a)ś
    13
    0
    Zgadzam się, że jest to całkowicie fałszywa diagnoza. I ze zdaniem, iż głównym problemem polskiej nauki jest przeraźliwe niedofinansowanie i dziadostwo, w jakim żyją ludzie, z uporem usiłujący ją wciąż tutaj uprawiać. Wynika to z zacofanej mentalności ludzi, którzy o sprawach nauki decydują.

    "mało jest także użytecznych patentów, a prace naukowców na ogół nie budzą zainteresowania gospodarki czy instytucji publicznych"
    Po pierwsze, istotą nauki są badania fundamentalne, ograniczenie myślenia o niej do kwestii użyteczności jest prostą drogą do nikąd. Po drugie, nie brak badań, które mogłyby znaleźć zastosowanie i przynieść nowatorskie rozwiązania techniczne. Nie jest winą polskiej nauki, że w naszym kraju rozwój (?) poszedł w kierunku nie innowacji, a doraźnego wykorzystywania taniej siły roboczej.

    By mogła się rozwijać nauka, prócz dobrobytu i poczucia bezpieczeństwa całego społeczeństwa potrzebne jest zrozumienie jej znaczenia. Konieczny jest odpowiedni grunt, odpowiednia atmosfera i edukacja społeczeństwa. Dopóki nauka będzie traktowana jak dziwaczne (czasem podejrzane) hobby nielicznej grupy ludzi lub utylitarnie, nie ma co marzyć o jej rozwoju. I w dużej mierze z tego powodu młodzi (niekoniecznie zresztą tylko młodzi) naukowcy wyjeżdżają za granicę, a znalazłszy się tam nie chcą wracać. Bo i dokąd?
    @higgs
    Przepraszam, droga donikąd oczywiście.
    już oceniałe(a)ś
    9
    0
    @higgs
    Drogi Higgsie, fantastyczna wypowiedz, serio, bardzo trafna. Z wyjatkiem pierwszego zdania. Diagnoza nie jest calkowicie falszywa.
    Zeby poprawilo sie w nauce polskiej potrzebne sa (przynajmniej) dwie rzeczy, pieniadze i mechanizmy nagradzajace dobra jakosc i zniechecajace do produkowania zlej jakosc. Ta reforma moze pomoc w tej drugiej sprawie, wiec czesciowo to jest jakis-tam sukces. Pieniedzy ciagle nie ma, rzeczywiscie. Ale nie mozna calkowicie odrzucac tej drugiej czesci, tylko dlatego ze nie ma pierwszej. Od czegos trzeba zaczac, a przeciez wszyscy wiemy, ze rzad, zaden rzad, nie zacznie od rozdawania pieniedzy.
    (no dobrze, przepraszam, jeden zaczal, Arabia Saudyjska, ale to przypadek szczegolny)
    już oceniałe(a)ś
    3
    1
    No proszę, polska humanistyka sypie piasek w tryby i wsadza kij w szprychy w drodze ku świetlanemu postępowi nauki, który jak na razie sprowadza się do gonienia ukochanych rankingów ministra Gowina, w dodatku z dziadowskimi nakładami, o których szanowni sygnatariusze nawet nie raczyli wspomnieć w swoim strzelistym manifeście. A ty a ty, niedobry humanisto, który czasem chcesz coś jeszcze opublikować w tym niemodnym i staroświeckim języku polskim, bo uważasz, że masz jakieś zobowiązania do kształtowania poziomu intelektualnego i obywatelskiej świadomości własnego społeczeństwa!
    już oceniałe(a)ś
    35
    5
    w dobie kryzysu nauki, rosnących ruchach antynaukowych, w dobie Szyszki, Jerzego Zięby, Trumpa, Bolsano, zaprzeczaniu globalnym zmianom klimatycznym itpe, pisanie, że "działalność popularyzatorska nie może być w żadnym wypadku traktowana jako równorzędna wobec pracy sensu stricto naukowej. W szczególności, nie może być podstawą do osiągania pozycji w środowisku naukowym, w tym uzyskiwania stopni i tytułów" jest bardziej, niż szkodliwe.
    Tak, zamknijmy się w gabinetach - tak, jak do tej pory. I skutki tego już mamy.
    Kariera, nie badania, nie otwarcie nauki na społeczeństwo, masakra.
    @biologia02
    "zaprzeczanie globalnym zmianom klimatycznym" czy propaganda antyszczepionkowa pólglówków to nie jest wynik braku popularyzatorskiej literatury. Ludzie kt zaprzeczaja zmianom klimatu czy propaguja bzdury antyszczepionkowe nie robia tego dlatego ze nie przeczytali dobrej ksiazki popularyzatorskiej tylko dlatego ze z powodów kt nie dam rady wyjasnic (to musi byc wdzieczna zadanie dla socjologów wiedzy) oni "nie wierza" nauce. Oni zreszta nie czytaja zadnych ksiazek, tylko w wypadku antyklimatowców, wsluchuja sie w przekazy dnia z Nowogrodzkiej.
    No i nauka to jest to co przesuwa do przodu nasza (= ludzkosci) wiedze.
    już oceniałe(a)ś
    7
    1
    @witowita
    Jestes w błędzie. Większość róznych "negacjonistów", to ludzi z wykształceniem wyższym. "Prosty chłop ze wsi" szczepi swoje dzieci. Ofensywa antynaukowości, to w dużej mierze brak propagowania poglądów nauki. Ale nie zgadzam się, że popularyzacja nauki i nauka, to równocenne dziedziny.
    już oceniałe(a)ś
    2
    0
    Jak rozumiem tekst jest reakcją na protesty humanistów po opublikowaniu listy wydawnictw. Strzał kulą w płot. Niech mi sygnatariusze wyjaśnią, jak mamy doganiać światowy poziom, publikując w Wyższej Szkole Policyjnej w Szczytnie albo w Księgarni św. Jacka. To się kupy nie trzyma. Jestem humanistką, publikuję międzynarodowo, ale bardzo bym chciała, żeby moja uczelnia mogła mi zapewnić dostęp do najnowszej literatury, profesjonalnych proof readingów, udziału w seminariach i dyskusjach na najwyższym poziomie. To wszystko niestety kosztuje. A tu proszę... po latach opowieści jak z powyższego manifestu dowiaduję się, że na karierę wystarczą publikacje w naprawdę mizernych (ale za to często katolickich) wydawnictwach naukawych. I jeszcze muszę czytać takie głodne kawałki.
    @msw
    Mało tego. Jeden z sygnatariuszy tego gniota jedną ręka promuje tę żałosną listę, gdzie wydawnictwa Akademii Gotowania Rosołu z Pcimia Dolnego i wydawców parafialnych gazetek zrównuje się z wiodącymi europejskimi wydawnictwami naukowym, a drugą ręką podpisuje ten manifest za "uświatowieniem" polskich badań i eliminacją publikacji w języku polskim. W imię zachowania wpływów tam i siam można nawet przeżyć lekkie rozdwojenie jaźni.
    już oceniałe(a)ś
    7
    0