Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List Otwarty do Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego

Przywykłem już, w ciągu ostatnich kilku lat, do mało mądrych wypowiedzi hierarchów naszego Kościoła, ale to, co raczył Ksiądz Arcybiskup powiedzieć w wywiadzie dla Polsat News o filmie Smarzowskiego, porównując go do nazistowskiego „dzieła” propagandowego, niestety, zdołało mnie zaskoczyć.

Nie wiem czy, we wspomnianym filmie Veita Harlama „Żyd Suss” poza niemieckimi wystąpili także polscy aktorzy. Być może. Na pewno wystąpili w innym propagandowym nazistowskim filmie mającym zohydzić Polaków. Ten film nazywał się bodaj „Heimkel”. Wystąpiło w nim kilku, nawet dość znanych, o czym pewno mało kto wie, polskich aktorów. Przymuszeni byli oni do tego bądź zastraszeni.

Otóż w filmie Wojtka Smarzowskiego, w którym występuję, ani ja, ani moi wspaniali koledzy - nikt z nas nie chciał stanu duchownego zohydzić, przeciwnie: jeśli już, to zgodnie z ideą dzieła chcieliśmy poza sprzeciwem wobec bezwzględności grzeszników wywołać współczucie dla ich ofiar, często, jak się okazuje, dzisiejszych duchownych. I nikt z nas nie był zmuszany do wzięcia udziału w tym szlachetnym przedsięwzięciu.

Zrobiliśmy to z najgłębszym przekonaniem, świadomi, że bierzemy udział w słusznej sprawie.

Podobnie jak świadomy był tego, że popiera rzecz mającą służyć słusznej sprawie, Krzysztof Zanussi, gdy optował w Polskim Instytucie Sztuki Filmowej za wsparciem dla tego projektu. Wymieniam jego nazwisko, bo jest on tym twórcą filmowym, którego trudno byłoby posądzić o fobię antykościelną, wydaje się wszak wzorem artysty chrześcijanina.

Nie będę zatem powtarzał tego, co już on zrobił parokrotnie, starając się wyjaśnić napadającym go małomądrym ludziom małej wiary, że film, na który napadają, a którego najpewniej nie oglądali, w żaden sposób wiary i ewangelicznego przesłania Chrystusowego nie podważa, przeciwnie, zdaje się móc je jedynie wzmocnić.

To jest bowiem rzecz z pasją i zaangażowaniem zrobiona po to, by napiętnować i - oby się dało - wyplenić grzech w ludzkiej instytucji (Kościół wszak jest grzeszny, bo ludzie go tworzą), by napiętnować karygodnie gorszące postępki tych, którzy, zwłaszcza w Polsce, są tradycyjnie obdarzani szczególnym zaufaniem i cieszą się autorytetem - często ponad miarę i - niestety, cynicznie korzystając z tego autorytetu, grzeszą straszliwie, krzywdząc maluczkich.

Ekscelencjo, pewien ksiądz, mój znajomy, zwyczajny ksiądz, którego podziwiam za prawdę i dobro, a przekazuje on je słowem, a także czynem i wydaje mi się wzorem prawdziwego kapłana w odróżnieniu od wielu często chciwych i odrzucających wiernych od Kościoła funkcjonariuszy tej instytucji, otóż ten ksiądz powiedział o „Klerze”, że to bardzo, ale to bardzo (podkreślił) p o t r z e b n y film.

Szanowany przeze mnie hierarcha, zmarły właśnie biskup Pieronek, wypowiedział się o „Klerze” krytycznie. Przedstawił swoje argumenty. Nie negował istnienia zła pokazanego w filmie, miał zastrzeżenia innej natury. On film oglądał.

I tu dochodzimy do sedna sprawy, do tego, co w istocie sprowokowało mnie do napisania tego listu. Chodzi mi, trudno, proszę mi darować, o rodzaj ułomności, jaką u Księdza Arcybiskupa znajduję.

Gdy pada w wywiadzie pytanie: "Czy Ekscelencja film oglądał?", w odpowiedzi czytamy, cytuję: „Nie jestem pozbawiony rozumu”.

Proszę mi wierzyć, gdy te słowa przeczytałem, musiałem się uszczypnąć i jeszcze raz przeczytać. To zdanie naprawdę padło! Chciałbym z przekonaniem zawołać: "Czcigodny księże Arcybiskupie!". Ale nie mogę. Bo jakże to, na stanowisku Przewodniczącego Konferencji Episkopatu, najwyższego ciała decyzyjnego Kościoła katolickiego w ultra, jakoby, katolickiej Polsce, stoi człowiek o mentalności – jeszcze raz proszę mi darować – dziecka.

„Nie straciłem rozumu, żeby coś takiego oglądać”, ale mimo to wiem, że to złe, tak złe, jak nazistowski produkt, bo wróble albo i krasnale mi o tym powiedziały. A w każdym razie informator, osoba trzecia, której lub których opiniom Ksiądz Arcybiskup zawierzył.

W głowie mi się nie mieści, jak poważny kapłan, co tam, po prostu poważny człowiek, może wyrażać kategoryczny sąd o czymś, czego nie zna. Przecież to jest po prostu nieuczciwe.

Mam nadzieję, że nie unikał Ksiądz Arcybiskup obejrzenia filmu w obawie, że Zły księdzem zawładnie. Kapłański, a co dopiero biskupi charyzmat dobrze chyba przed taką napaścią strzeże. W każdym razie akceptował Ekscelencja kontakt ze Złym swoich informatorów.

Cóż, zwykle szacunek należy się „z wieku i urzędu”. O urzędzie już wspomniałem. A wiek? Tak się składa, że jestem o kilkanaście lat starszy od Waszej Ekscelencji. Zatem, choć to Pasterz winien prowadzić owczarnię, korci mnie, by porządek odwrócić i zawołać, ja, owca: „Synu, opamiętaj się!”.

Jeżeli dłużej Kościół w Polsce będzie taki jak dzisiaj, czyli prymitywnie sięgający po dawno zdawałoby się odrzucony sojusz tronu i ołtarza i flirtujący z, Boże, jak bardzo grzeszną władzą, Kościół unikający prawdziwej ewangelizacji, nie dość mocno broniący imponderabiliów chrześcijaństwa, wierności przykazaniu „miłości bliźniego jak siebie samego”, tolerujący, bo wszak niepiętnujący otwarcie, karygodny stosunek rządzących do uciekinierów od śmierci, do uchodźców, tolerujący faszystowskie zgromadzenia w katedrach, tolerujący łamanie prawa w najczystszej postaci – ten Kościół nie przetrwa.

Świątynie opustoszeją. Za waszą sprawą. Dlatego apeluję: opamiętajcie się! W tradycji Kościoła czci się męczenników. A przecież w Was odwagi jak na lekarstwo. I, co zaiste przerażające, nawet papież Franciszek swą wspaniałą postawą otwarcia na świat i wolą, by ten świat zrozumieć i ocalić, nawet on nie potrafi was niejako podnieść z martwych.

PS A myśl Waszej Ekscelencji o tym, że chłopcy sprzątać nie powinni (nie powinni być do tego przyuczani), bo gdyby to robili, to byłoby to niemoralne, ba, zapewne grzeszne, mogłaby zaburzyć ich przyrodzoną męską tożsamość – otóż, zaiste, ta złota, co tam, brylantowa myśl zasłużenie dozna rozgłosu światowego i zostanie zapisana w annałach.

*Stanisław Brejdygant - ur. w 1936 r., aktor, reżyser, scenarzysta, pisarz i dramaturg.

****

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.