Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Do posła, prof. Ryszarda Legutko
Szanowny Panie,

niedawna Pańska próba polemiki z treścią wystąpienia kanclerz Angeli Merkel w Parlamencie Europejskim 13 listopada 2018 przybrała formę frontalnego z Pańskiej strony ataku na nią, bez usiłowania w najmniejszym stopniu nadania jej charakteru merytorycznego, a sprowadzając jej poziom do narzucenia zmagań w przysłowiowym parterze, nie szczędząc nawet brutalnego wdarcia się w najbardziej intymne zakamarki uczuć religijnych swego adwersarza.

Zademonstrowana przez Pana retoryka nakłada się na wiele innych poprzednich Pańskich wystąpień na forum Parlamentu Europejskiego, jak chociażby to podczas sesji plenarnej 12 września 2018, w nawiązaniu do orędzia wygłoszonego przez Jean-Claude'a Junckera, podczas którego dał Pan wyraz swej obsesyjnie wyrażanej niechęci zarówno w stosunku do swego przedmówcy, jak i osoby Angeli Merkel.

Myślę, że odpór, z jakim do Pańskiej wypowiedzi odniósł się Guy Verhofstadt, był na miarę zaoferowanej przez Pana konwencji dialogu. W zasadzie, w świetle jego reakcji, mógłbym uznać mój komentarz do niniejszego za zbędny, gdyby nie to nieustanne Pańskie parcie w kierunku zdyskredytowania osób zarówno formalnie przewodzących Unii Europejskiej, jak i tych nieformalnie usiłujących nadać bieg tej instytucji przyjmujących na siebie niewdzięczną rolę ciągnącej lokomotywy.

 Nie zamierzałem wdawać się w głębszą polemikę z Panem, więc przyjąłem formułę: „Z Panem Legutko należy krótko”, by zająć stanowisko i odnieść się do Pańskich rozważań na forum PE doszukujących się przyczyn regresu poczynań Unii Europejskiej w nieudolności – w Pańskim mniemaniu – jej przewodzących lub nieformalnie i niegodziwie na jej działania wpływających.

 Tak więc, Panie Pośle, pragnę zauważyć, iż obecna Unia Europejska – wcześniej funkcjonująca pod innymi szyldami – całkiem nieźle sobie radziła zarówno bez Pańskiego udziału w niej, jak i bez kraju przez Pana reprezentowanego.

Jeśli pojawiły się w niej pewne trudności, to są one w dużej części plonem zarówno Pańskiego uczestnictwa w PE, jak i sytuacji polityczno-społecznej, w wyniku wprowadzenia państwa polskiego w proces oddemokratyzowania we wszelkich dziedzinach jego funkcjonowania przez środowisko „dobrej zmiany”. Jego wydźwięk drażni eufemizmem.

Z poważaniem,
Andrzej Wiłun
Berlin, 15 listopada 2018

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.