Ten artyku czytasz w ramach bezp豉tnego limitu

Dziękuję za pański list, za odpowiedź na mój list do Pana. Byłbym szczęśliwy gdyby na takim poziomie, takim tonem i z taką, w gruncie rzeczy dobrą wolą, odbywały się w ojczyźnie naszej spory.

Miałem rację pisząc, że zaskoczony byłem, czytając pański wywiad, zbieżnością poglądów w niektórych sprawach. I tak to w pełni podzielam pański pogląd o „bańkach informacyjnych”. Oby takie „spotkanie na łamach” dało przykład przynajmniej podjęcia trudu rozbijania tych baniek.

A teraz tylko kilka słów wyjaśnienia. Z pewnością nie lekceważę inaczej myślących, i najzupełniej obce mi jest uczucie pogardy. Owo zdanie o „mięśniakach” redakcja postanowiła tak wyeksponować, u mnie było w głębi tekstu i raczej miało świadczyć o moim współczuciu dla rzeszy, wciąż chcę mieć nadzieję, że nie przesadnie wielkiej, ale dynamicznej, krzykliwej bardzo, młodych chłopaków i dziewcząt skołowanych przez kilku inteligentów, bo przecież ani wiedzy, ani wyrobionego nawyku krytycznego myślenia nie posiadają.

ONR przed osiemdziesięciu kilku laty też wymyślili bardzo, ale to bardzo inteligentni młodzi ludzie, tacy jak Jan Mosdorf czy Bolesław Piasecki. Tylko że wówczas czujne władze po trzech miesiącach tę niebezpieczną organizację zdelegalizowały.

Dziś tymczasem, ci „obrońcy czystości białej rasy” łamiący, jeśli nie cały Dekalog to z pewnością podstawowe przykazanie miłości bliźniego, odczłowieczający (jak to czynili naziści) „tych innych”, maszerują dumnie głównymi ulicami miast i są błogosławieni w katolickich katedrach przez katolickich kapłanów, którzy jeszcze nie zdążyli zostać chrześcijanami. I władze „dobrej zmiany” nie dość, że nie kwapią się by truciznę zdusić u zarania i zdelegalizować ONR, przeciwnie, patrzą na tych „młodych patriotów” najdelikatniej mówiąc, przychylnie.

Przecież i minister Błaszczak od bezpieczeństwa i sam premier oceniali haniebny zeszłoroczny „marsz niepodległości” jako szlachetną, biało-czerwoną, patriotyczną imprezę. A, że gdzieś tam po drodze lżono i bito kobiety protestujące przeciw rodzącej się grozie, to przecież „nie były poważne uszkodzenia ciała”.

Wiemy jak potoczyły się losy tamtych, dawnych oenerowców. Wielbiciel parteitagów nazistowskich, antysemita, Mosdorf, podobno sam chronił Żydów w czasie okupacji i zginął w obozie koncentracyjnym.

Piasecki „zawarł pakt z diabłem” (generałem Sierowem) i podjął się, zapewne jego zdaniem, ocalenia narodu w obrębie komuny. Bo też, paradoksalnie, narodowcom znacznie bliżej było do komuny, niż do znienawidzonej przez nich, demokracji liberalnej. Przypomnę tu słowa Miłosza, z jego poematu: „Jest spadkobiercą ONRu Partia”. Wiadomo przecież jaka partia...

Inni oenerowcy, jak wiemy, do końca swego życia wstydzili się swej przeszłości. Cóż, odeszli. Ich dzisiejsi następcy ani myślą się wstydzić. Przeciwnie, znów są „dumnymi patriotami”. I znów zmierzamy – dokąd?...

Kończę w zgodzie z Panem na temat „baniek informacyjnych” i, niestety, nieusatysfakcjonowany brakiem pańskiego, choćby słowem, odniesienia się do faktu, który sprowokował mnie do napisania listu. Zatem znów zapytam i, niestety, pewno znów nie dostanę odpowiedzi, jaki ketman pozwala Panu czcić pamięć wspaniałej mamy, która oczywiście nie mogła sama siebie zdradzić i nie podjęła pracy jako prokurator w czasach komuny i równocześnie akceptować fakt, że dziś, na czele Komisji „od robienia sprawiedliwości” stoi ktoś taki jak prokurator Piotrowicz? Wszak wyznaczony na to stanowisko nie przypadkiem. Z premedytacją.

Pozostaję z wyrazami poważania i szacunku

8 listopada 2018 r.

*Stanisław Brejdygant, ur. w 1936 r., aktor, reżyser, scenarzysta, pisarz i dramaturg.

****

Czekamy na Wasze opinie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzi瘯i prenumeracie

Wybierz prenumerat, by czyta to, co Ci ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakuj帷e reporta瞠 i porady ekspert闚 w sprawach, kt鏎ymi 篡jemy na co dzie. Do tego magazyny o ksi捫kach, historii i teksty z medi闚 europejskich. Zrezygnowa mo瞠sz w ka盥ej chwili.